http://www.alpenski.pl
Szanowni Państwo! Niniejsza strona to archiwum Serwisu NaszeSudety.pl... Po najnowsze informacje z Sudetów zapraszamy na www.naszesudety.pl
 
mapa serwisu  mapa serwisu
facebook

Polecamy
Losowy produkt
z BAZARU
Ołomuniec i okolice [P1/1]

Sudeckie ABC » Legendy

O kościele na Świątku

     We wschodniej części Wzniesień Płakowickich znajduje się szczyt Świątek (330 m n.p.m.), na którym, wedle podań, w średniowieczu stać miał kościół. W 1428 r., kiedy husyckie oddziały paliły i plądrowały ziemię śląską, u stóp Świątka zgromadził się tłum pielgrzymów, który wkrótce na kolanach zaczął wędrować na szczyt góry. Nadciągała już noc, kiedy rozeszła się wieść w tłumie, że wróg nadciąga.

     - Kacerze idą! Miej nas w swojej opiece, Matko Przenajświętsza - rozległo się wśród zgromadzonych.

     Rzeczywiście, od Proboszczowa widać było łunę pożaru, a w stronę Świątka pędzili jeźdźcy z pochodniami rozświetlającymi im drogę. Pielgrzymi wstali z kolan i co sił zaczęli uciekać na szczyt, gdzie mogliby schronić się w murach kościoła. Udało się im w końcu dotrzeć do świątyni i w ostatniej chwili zawrzeć za sobą wrota.

     Nadzieja na ocalenie okazała się jednak płonna. Husyci bowiem postanowili pojmać pielgrzymów, mimo że schronili się za murami. - Otwierać! - krzyczeli najeźdźcy do przerażonych ludzi. - Kto dobrowolnie wyjdzie, ten będzie miał życie darowane.

     Nikt jednak nie posłuchał tych wezwań, bo nie wierzono w te obietnice. Zgromadzeni w kościele jeszcze głośniej i żarliwiej zaczęli się modlić, a ich głosy wybiegały daleko poza mury świątyni. Kacerze zebrali się więc na krótką naradę.

     - Nie chcą, psie syny, wyjść po dobroci, wykurzymy więc ich ogniem - zdecydowali jednogłośnie. Wkrótce kryty gontem dach stał się celem rzucanych z wielką siłą płonących żagwi. Początkowo wydawało się, że przez wieki hartowany słońcem, śniegiem i deszczem dach oprze się ogniowi, bowiem padające nań żagwie szybko przygasały, a płomyki pojawiały się z rzadka i na krótko. Nagle jednak błysnęło mocniej i czerwony kur wziął górę. Języki ognia zaczęły lizać coraz większe połacie dachu i pożar rozprzestrzeniał się coraz mocniej. Kacerze z dzikim wyrazem oczu patrzyli, jak rosła ściana ognia, a dach zapada się w głąb kościoła, grzebiąc wiernych. Nikt nie ocalał, a ze szczytu Świątka zniknął na wieki stary kościół.

     Dziś jeszcze, szczególnie latem, gdy ma się ku wieczorowi, można usłyszeć ciche śpiewy i modlitwy, dobiegające z wnętrza góry. To dusze pielgrzymów, zanoszących swe modły do Boga.

Jacek Pławski na podstawie:
S. Horodecki, 800-lecie Twardocic (1205-2005), [b.m. i r. wyd.], s. 20-22
www.sudety.ig.pl
drukuj drukuj
« powrót
Dodano: 2012-02-26, godz. 10:18, Odwiedzin: 6712
Komentarze
Dodaj swój komentarz
Aby dodać komentarz musisz być zalogowany na stronie
0.0786759853