Szanowni Państwo! Niniejsza strona to archiwum Serwisu NaszeSudety.pl... Po najnowsze informacje z Sudetów zapraszamy na www.naszesudety.pl
 
mapa serwisu  mapa serwisu
facebook

Polecamy

Artykuły

Miłość i skarby

     Zakopane kosztowności wrocławskiego bankiera, tunel na dnie stawu, zasypane sztolnie z ukrytymi maszynami, a może także działami sztuki... Do tego poszukiwacze skarbów i tajemniczy mężczyźni z bronią w rękach. Takie są Rudawy Janowickie.

     Pan Edmund mieszka w Janowicach Wielkich od 1945 r. Był jednym z pierwszych Polaków we wsi. Pomimo tego nigdy nie natknął się na żadną tajemniczą sztolnię czy zamaskowany tunel. Nawet całkiem pusty.




     - Sam odkryłem w okolicach Janowic pięć takich miejsc - mówi tymczasem Mieczysław Bojko, znany poszukiwacz skarbów. - To prawda, nigdy w nich niczego nie znalazłem, ale jednak istnieją! Nie są wymysłem niczyjej wyobraźni!

     Mieczysław Bojko mówi, że we wrocławskim Archiwum Państwowym natknął się na faktury wystawione przez działającą w tym mieście do zakończenia II wojny światowej firmę przewozową.

     - Wynika z nich niezbicie, że co najmniej z jednego zakładu pracy - garbarni - przewieziono do Janowic w 1945r. maszyny i wyroby - twierdzi. - Wiem, że wyładowano to wszystko na stacji kolejowej i następnie rozwiezione w nieznane miejsca furmankami. Nigdy nie zostało to później znalezione. Ziemia kryje to wszystko do dziś.

     Okolice Janowic Wielkich i Miedzianki, ze względu na wielowiekową tradycję kopalnianą, było dla hitlerowców idealnym miejscem do ukrycia drogocennych przedmiotów i dokumentów.

     Pan Edmund mieszka na skraju wsi. W latach czterdziestych niedaleko domu, który zajmuje, znajdowała się ferma kur i kaczek. Po zakończeniu wojny jej właściciel pozostał w Polsce. Legitymował się „mocnymi" papierami. Był Ślązakiem walczącym o polskość w czasie powstań śląskich. Nie przeszkadzało mu to jednak skrywać w fermianych domkach dla kaczek dokumentów związanych z budową mostów na autostradzie A4.

     - Jego rodzina wyjechała do Niemiec, on umarł tutaj - wspomina pan Edmund... Pan Edmund o skarbach ukrytych przez Niemców mówi ze sceptycyzmem. Niemców, którzy mieszkali w Janowicach, zapamiętał jako ludzi biednych i mocno doświadczonych przez wojnę. Opowiada jednak historię niezmiernie ciekawą:

     - W 1945r. w Janowicach zamieszkała rodzina jednego z dyrektorów banku we Wrocławiu. Była bardzo majętna. Do tego samego domu wprowadził się w 1945 r. Spodobał się córce bankiera, a ona jemu. Choć nie rozumieli się, pokochali. Niemka zaszła w ciążę. Niedługo potem wraz z ojcem wyjechała w głąb Niemiec. Chłopak, a mój kolega, tęsknił, ona zaś pisała do niego miłosne listy. Tłumaczyłem mu je, bo niemieckiego nauczyłem się w czasie przymusowych robót. W jednym z listów napisała: „Przyjadę do ciebie, wykopiemy to, co moja rodzina schowała w ziemi i wyjedziemy razem do Niemiec. Urodzi nam się dziecko, będziemy żyć szczęśliwie i dostatnio". Czekał na nią. Mijały miesiące, a jej jednak nie było. Wreszcie po jakimś pół roku dostał kolejny list. Wynikało z niego, że kobieta została zatrzymana na granicy przy nielegalnej próbie jej przekroczenia. Wtrącono ją do więzienia i tam poroniła. Nigdy więcej już się nie odezwała. To, co schował jej ojciec, prawdopodobnie jeszcze gdzieś leży...

     Pan Edmund przypuszcza, że pewne dobra materialne mogą być także schowane na jego łące. Dlaczego? Pewnego dnia spotkał przypadkowo w lesie dwóch obcokrajowców. Nie wie, w jakim języku rozmawiali, bo go nie znał. Na pewno nie byli to Niemcy. Dyskutowali bardzo żywo, jakby sprzeczając się. Następnego dnia ze zdumieniem spostrzegł, że część jego ziemi jest skopana, a obok leżą porozrzucane puste pudełka.

     - Pewnie coś zakopali w czasie wojny, potem po to wrócili - przypuszcza. - Gdy ich zauważyłem, musieli kłócić się, gdzie tego szukać... Być może nie wszystko znaleźli i część skarbu leży jeszcze pod ziemią. Trzeba byłoby poszukać specjalnym sprzętem...

     - Ta ziemia kryje mnóstwo tajemnic - kręci głową Mieczysław Bójko. - Ciągle ktoś w niej czegoś szuka... Potwierdza to były leśniczy, Marian Bochynek. Sam jest jednak sceptykiem w tych sprawach. Twierdzi, że po pierwsze boi się miejsc poniemieckich, gdyż mogą być zaminowane, po drugie zraził go do poszukiwań były przełożony.

     - Pewnego dnia przyszedł do mnie z oczami wielkimi jak pięciozłotówki - wspomina. - Mówi: Marian, wiem gdzie jest złoto. Znajdziemy je i będziemy bogaci! Wskazał na jeden ze stawów w okolicach Trzcińska i wydał mi polecenie wypompowania z niego wody. Pod jej lustrem miał znajdować się tunel w głąb zbocza. Mówił, a żyły wychodziły mu z podniecenia na szyję, że wjechał tam pociąg ze skarbami, a potem Niemcy wszystko zatopili...

     Były leśniczy opowiada, że trzy dni specjalnymi pompami wylewano wodę. Lustro obniżyło się tymczasem jedynie o trzy metry. Nie było widać ani dna, ani tym bardziej tunelu. Potajemnie robił zdjęcia. Gdzieś je jeszcze ma.

     - W pewnej chwili przestraszyłem się - opowiada. - Przy stawie pojawili się jacyś dziwni ludzie. Mieli broń. Nie wiedziałem, czy to jakaś mafia, czy konkurencja do skarbu... Napisałem donos do Warszawy, że wykorzystywany jestem w czasie pracy do prywatnych celów. Wiem, że po dwóch latach jeszcze raz próbowano wodę ze stawu wypompować. Też bezskutecznie.

     Mieczysław Bojko słyszał o tym. Nie uważa przy tym, by tunel na dnie stawu był tylko czystą fantazją. -  Wiem jedno - mówi. - Janowice pojawiają się w dokumentach hitlerowskich jako miejsce składania dóbr bardzo często. To nie może być ani przypadek, ani bajka. Coś tam musi być. Jeśli tak, to ciągle czeka na znalezienie.

[Zbigniew Rzońca – www.nj24.pl]
drukuj drukuj
« powrót
Dodano: 2010-10-19, godz. 09:35, Odwiedzin: 4965
Komentarze
Dodaj swój komentarz
Aby dodać komentarz musisz być zalogowany na stronie
0.0882518291