Szanowni Państwo! Niniejsza strona to archiwum Serwisu NaszeSudety.pl... Po najnowsze informacje z Sudetów zapraszamy na www.naszesudety.pl
 
mapa serwisu  mapa serwisu
facebook

Polecamy

Sudeckie ABC » Legendy

Straszny przypadek Bolesława Rogatki, którego upiór przepędził ze Złotoryi

     Spacer po urokliwych złotoryjskich uliczkach potrafi przyprawić o palpitacje serca. To miasto, w którym można nagle stanąć oko w oko z upiorem. Jak zaświadczają kroniki, w XIII wieku doświadczył tego książę legnicki Bolesław II Rogatka, a spotkanie napełniło go takim przerażeniem, że już nigdy do Złotoryi nie powrócił.

     Książę słynął z porywczego charakteru i skłonności do okrucieństwa. Ciężki los czekał tych, którzy popadli u niego w niełaskę. Nie miał też cierpliwości do sądów. Beztrosko ferował wyroki, niespecjalnie troszcząc się, by były sprawiedliwe.

     Legenda głosi, że wraz z innymi sądził kiedyś pewnego mieszczanina ze Złotoryi, oskarżonego o ciężką zbrodnię. Ów uchodził za bogobojnego i uczciwego człowieka, a dowody winy były więcej niż marne. Książę spieszył się jednak - chciał czym prędzej zakończyć proces i udać się do ciekawszych zajęć. Siedział jak na szpilkach, kiedy inni próbowali dociec prawdy. W końcu zniecierpliwiony zerwał się ze stolca i tonem nie znoszącym sprzeciwu oznajmił, że jego zdaniem mieszczanin jest winny. Polecił oddać go katu. I zapowiedział, że przed zachodem słońca. oczekuje pisemnego sprawozdania z egzekucji. Po czym wsiadł na konia i odjechał, zostawiając skonsternowaną resztę sędziów.

     Narażając się na gniew księcia, po jego odjeździe trybunał drobiazgowo zbadał sprawę raz jeszcze i upewnił się, że mężczyzna jest niewinny. Ale wyrok został już wydany, a na łaskę Bolesława II Rogatki nie można było liczyć.

     Zamiast wydać skazańca katu, niby przez nieuwagę pozostawiono otwarte drzwi do lochu, dając nieszczęśnikowi szansę na ucieczkę. Księciu doniesiono jednak, że wyrok został wykonany. Władze miasta liczyły, że sprawa nigdy się nie wyda. „Kłamstwo wydawało się w tej sytuacji mniejszym złem niż mord w obliczu prawa" - tłumaczy ich czyn anonimowy autor niemieckiej legendy.

     Czas płynął. Rogatka nigdy nie domyślił się spisku. A mężczyzna, któremu udało się uciec od stryczka, uznał w końcu, że wszyscy zapomnieli o sprawie. Po latach tułaczki postanowił powrócić do Złotoryi. Wiódł tu spokojne i szczęśliwe życie. Pech chciał, że któregoś dnia w jednej z bocznych uliczek natknął się na księcia Bolesława Rogatkę. Książę od razu go rozpoznał.

     Według jednej wersji legendy, mieszczanin dźwigał wówczas cebrzyk. Według innej, wspierając się kosturem szedł z koszem zarzuconym na plecy. Tak czy siak, musiał wyglądać dość upiornie. Rogatka wziął bowiem postać w uliczce za ducha, który
wrócił z zaświatów, aby go prześladować. Śmiertelnie przerażony zamknął oczy, a kiedy je otworzył, mieszczanina już nie było (przytomnie uskoczył w jakiś zaułek i uciekł). Kiedy książę wypytywał złotoryjskich mieszczan o widziadło, co przybyło, aby mu głowę urwać, ci skwapliwie przyznali, że od czasu egzekucji zjawa pojawia się w mieście. A czyni to tak często, że mieszkańcy Złotoryi przywykli i traktują obecność ducha jako coś zupełnie normalnego.

     Skutek ich opowieści był taki, że srogi książę w te pędy wrócił do Legnicy. Już do samej śmierci w roku 1278 jego noga w Złotoryi już nie postała. A że charakter miał trudny, mieszczanie złotoryjscy nigdy specjalnie za Rogatką nie tęsknili. Duch mieszczanina, który napędził księciu strachu, ulotnił się. Trudno jednak stwierdzić, czy wśród złotoryjskich przechodniów nie kręcą się inne zjawy.

     Ale miasteczko jest fascynujące i bez nich. Jako pierwsze w Polsce w przyszłym roku będzie obchodzić 800-lecie nadania praw miejskich. Znajduje się w nim jedna z najstarszych dolnośląskich far. Według legendy, podczas oblężenia zamknięci w kościele złotoryjanie odpierali husycką nawałnicę gorącymi bułeczkami, bo zabrakło im bardziej konwencjonalnej amunicji. Inna legenda - o 7 mieszczanach ocalałych z zarazy - dała początek podtrzymywanemu od 1553 roku zwyczajowi wspólnego kolędowania w Rynku.

[Piotr Kanikowski – www.gazetawroclawska.pl]
drukuj drukuj
« powrót
Dodano: 2010-08-06, godz. 07:17, Odwiedzin: 7735
Komentarze
Dodaj swój komentarz
Aby dodać komentarz musisz być zalogowany na stronie
0.0717680454