http://www.alpenski.pl
Szanowni Państwo! Niniejsza strona to archiwum Serwisu NaszeSudety.pl... Po najnowsze informacje z Sudetów zapraszamy na www.naszesudety.pl
 
mapa serwisu  mapa serwisu
facebook

Polecamy

Artykuły

Rzecz o złocie i szopkach piramidowych

     Istnieje zapomniana już dziś, ale piękna, jeleniogórska legenda bożonarodzeniowa. Ivo Łaborewicz, kierownik Archiwum Państwowego w Jeleniej Górze, uważa, że może ona liczyć nawet 600 lat!. Nie wiadomo, jakiego miejsca dotyczy. Być może Wzgórza Krzywoustego, na którym stał ongiś zamek…

     Ivo Łaborewicz, który jest wybitnym znawcą dawnej Jeleniej Góry, opowiada, że utarło się przekonanie, iż pod ruinami zburzonego zamku znajduje się ukryta komnata, w której zgromadzono nieprzebrane skarby. Komnata ta posiadać miała magiczne właściwości, albowiem wejść do niej i wyjść cało na zewnątrz można było tylko przez jedną godzinę w roku, a godzina ta wyznaczona była przez czas, w którym w parafialnym kościele w Jeleniej Górze odprawiana była msza św. zwana popularnie pasterką.

     Oczywistym pozostaje, że przez wieki nikomu nie udawało się znaleźć wejścia do tajemniczej komnaty. Niektórzy szeptali tylko, że ci, którzy mieli to szczęście, nigdy już z niej nie wyszli...

     - Legenda - mówi Ivo Łaborewicz - stała się bardzo żywa w XVIII wieku. W 1748 roku jeden z biednych jeleniogórskich perukarzy, nazwiskiem Kilian, postanowił bowiem odnaleźć komnatę i stać się bogatym człowiekiem. Udał się więc z pustym trzosem na Wzgórze. Nie wiadomo, co się z nim działo, bo przez kilka dni nikt go nie widział, dopiero po tygodniu znaleziono jego ciało wśród skał na Wzgórzu. Trzosa przy nim nie było, więc rozeszły się pogłoski, iż znalazł komnatę, tylko że pełnego worka nie był już w stanie wynieść z podziemi. Jego ciało spoczęło na nieistniejącym dziś cmentarzu Św. Ducha przy obecnej ul. Wolności...

     - Dziewiętnastowieczna Jelenia Góra była miastem dwóch wyznań - mówi Stanisław Firszt, dyrektor Muzeum Przyrodniczego w Jeleniej Górze. - Protestanci stanowili na ogół majętniejszą część mieszczan, katolicy biedniejszą, lecz obchodzącą Święta Bożego   Narodzenia w sposób bardziej kolorowy, podobny do dzisiejszego.

     Ubierano choinki, na których zawieszano jabłka, orzechy oraz łakocie. Zapalano świeczki. Swoistym  lokalnym obyczajem była budowa szopek piramidowych. Tworzone były w mieście oraz  w  jego okolicy. Budowano je z drewna i papieru. Składały się z kilku przymocowanych jedna nad drugą okrągłych platform. Im wyżej była platforma, tym była mniejsza. Ozdabiano je frędzelkami oraz ustawianymi na nich różnymi przedmiotami, na przykład miniaturkami budynków miasta.

     - W naszych zbiorach zachowała się jedna taka choinka - opowiada Gabriela Zawiła, dyrektor Muzeum Karkonoskiego. - Ofiarował ją muzeum w 1900 r. jeden z mieszkańców Wlenia. Pochodzi z tamtejszego  kościoła ewangelickiego. W czasie Bożego Narodzenia ustawiano ją na chórze. Jak wynika z badań, szopki piramidowe budowano w Jeleniej Górze, Bolesławcu czy Wleniu już około roku 1800.

     - W XVIII-XIX wieku mieszkańcy naszego miasta piekli też pierniki - opowiada Stanisław Firszt. - Były one znakiem rozpoznawczym Jeleniej Góry. Na wigilijnym stole, oprócz 12   potraw, stały też świąteczne baby, ciasta ze śliwkami i chrupkie ciasta śląskie. W Wigilię Bożego Narodzenia katolicy szli o północy na pasterkę, ewangelicy uroczyste nabożeństwo mieli przeważnie o godz. 17.00. Później siadali do kolacji. Podawano na nią zazwyczaj indyka oraz kotlety i białe kiełbaski w sosie ogórkowym. Co ciekawe, na katolickim wigilijnym stole królował co prawda karp, lecz zaraz potem... słodka zupa rybna z rodzynkami i migdałami.

     lvo Laborewicz przejrzał niemieckie gazety z roku 1897. Boże Narodzenie rozpoczęły wówczas, jak zwykle w Wigilię, uroczyste msze gromadzące prawie wszystkich mieszkańców miasta. W same Święta natomiast zorganizowanych było w Jeleniej Górze kilka koncertów.

     - Melodie bożonarodzeniowe i popularne szlagiery odgrywały różne miejscowe orkiestry: wojskowa batalionu strzelców, miejska pod dyrekcją kapelmistrza Stillera, a w Cieplicach orkiestra zdrojowa - opowiada Ivo Łaborewicz. - Każda z nich dawała trzy, a nawet cztery koncerty, które odbywały się nie tylko w sali koncertowej, ale także w popularnych miejskich restauracjach. Muzyka rozbrzmiewała również w kościołach. Jak zwykle wielką popularnością cieszyły się, organizowane w górskich miejscowościach, zjazdy na rogatych saniach, które ściągały wielu jeleniogórzan, a także gości z innych miast, zwłaszcza z Wrocławia.

[Zbigniew Rzońca – Nowiny Jeleniogórskie]
drukuj drukuj
« powrót
Dodano: 2009-03-09, godz. 07:50, Odwiedzin: 3672
Komentarze
Dodaj swój komentarz
Aby dodać komentarz musisz być zalogowany na stronie
0.1058549881