http://www.alpenski.pl
Szanowni Państwo! Niniejsza strona to archiwum Serwisu NaszeSudety.pl... Po najnowsze informacje z Sudetów zapraszamy na www.naszesudety.pl
 
mapa serwisu  mapa serwisu
facebook

Polecamy

Artykuły

Zagadkowa śmierć leśniczego Maywalda z Michałowic

     Jadąc szosą z Jagniątkowa do Michałowic, dostrzeżemy po prawej strony drogi, około 200 m przed położonym w lesie pierwszym zabudowaniem Michałowic, białą stelę. Ma ona postać zakończonej półkoliście granitowej płyty o wysokości blisko 1 m. Na niej wyryto czarny krzyż, a pod nim napis w języku niemieckim: hier / fand seinen / Tod / G. Maywald / d. 17. Septbr. / 1838 [tutaj znalazł swoją śmierć G. Maywald 17 września 1838].

     Obiekt stoi na poboczu drogi, na wysokości około 640 m n.p.m., a otaczają go cztery drewniane paliki. Zachował się w stosunkowo niezłym stanie, niekiedy nawet można znaleźć stojące u jego podnóża znicze. Lakoniczna informacja na pomniku nie wyjaśnia jednak, kim była ofiara nieszczęśliwego zdarzenia oraz co było przyczyną jej śmierci - czy jakiś nieszczęśliwy wypadek, czy też może czyjeś celowe działanie.

     Próbę rekonstrukcji okoliczności śmierci Maywalda podjęto w wydanym dokładnie w 100. rocznicę tego wydarzenia numerze 9/1938 czasopisma „Wanderer im Riesengebirge", będącego organem związkowym RGV. Możemy tam przeczytać, że Christian Gottfried Maywald był leśniczym w dobrach hrabiego Schaffgotscha, mającym pod swoją opieką obwód leśny w Michałowicach. Autor artykułu, Fritz Stelzer ze Szprotawy, przytacza informację umieszczoną w rejestrze pogrzebowym kościoła ewangelickiego w Piechowicach, mówiącą, że został on pochowany 21 września na cmentarzu parafialnym tegoż kościoła.

     Cztery dni wcześniej, około godziny 6 nad ranem, Maywald został śmiertelnie uderzony w głowę przez dwóch mężczyzn z Czech kwadrans drogi od swojego domu. W następstwie odniesionej rany ofiara napaści zmarła jeszcze tego samego dnia, o godz. 7 wieczorem, w wieku dokładnie 40 lat, 1 miesiąca i 23 dni. Jako rodzaj śmierci podano zabójstwo z użyciem przemocy.

     Do wyjaśnienia motywów zbrodni autor posłużył się zapiskiem prawnuka leśniczego, który został odnaleziony w jego rodzinnej posiadłości. Zostały w nim zarejestrowane wydarzenia z dnia poprzedzającego tragiczne zajście. Otóż 16 września odbywał się w Michałowicach niedzielny kiermasz, a w miejscowej karczmie, zwanej Blummschen Schenke (późniejsza Felsen-Schenke), wesoło bawili się, śpiewali, tańczyli i pili piwo mieszkańcy wsi oraz okolicznych miejscowości. Leśniczy siedział wówczas na uboczu w kącie gospody razem z bielarzem Seidelem z Piechowic, omawiając zapewne jakieś ważne sprawy. Maywald uważany był za dzielnego i sumiennego urzędnika, oddanego swojej pracy, która - ze względu na grasujących wtedy w lasach kłusowników i złodziei - była bardzo niebezpieczna.

     Właśnie w tym czasie okolice Michałowic nawiedziła grupa kłusowników z czeskiej strony gór. Troje z nich leśniczy zauważył tego dnia w michałowickiej karczmie - wśród nich rozpoznał znanego w okolicy leśnego złodzieja i łobuza Johannesa Eichlera z Patejdlovej boudy (Eichlerbaude) poniżej Medvědej boudy oraz Andreasa Hallmanna (zwanego Baudenmannem lub Andreslem) wraz z żoną (nazywaną Czeską Marią - Böhmischen Marie). W trakcie słownej utarczki ze złoczyńcami Maywald wyprosił wszystkich ze swojego rewiru. Domyślił się, że o ile pozostałych gości sprowadziła do wsi chęć zabawy, o tyle tych przyciągnęło wyłącznie kłusownictwo.

     Wkrótce leśniczy poszedł do domu, a następnego dnia o godzinie 5 rano wyszedł jak zwykle do pracy w lesie. Godzinę później, gdy jego żona przygotowywała śniadanie dla ich jedynego, 4-letniego synka, dwóch mieszkańców Michałowic przyprowadziło do domu mocno zranionego ojca. Ten, po słowach „Nie bójcie się, nie umrę", stracił przytomność, której, niestety, już nie zdołał odzyskać i wieczorem zmarł. Na podstawie oglądu rany stwierdzono, że został śmiertelnie zraniony własną dubeltówką, której jednak nie odnaleziono - prawdopodobnie zabójca zabrał ją ze sobą. Możliwe, że napad miał kontekst rabunkowy.

     Podejrzewani o morderstwo czescy kłusownicy nigdy nie przyznali się do tego uczynku, mimo że spędzili za to długi czas w więzieniu. Jednak los, jaki ich później spotkał, jest nie do pozazdroszczenia. Eichler podobno któregoś dnia spadł w przepaść w Śnieżnych Kotłach, natomiast Hallmann został zabity przez wściekłego wołu. Natomiast syn zamordowanego leśniczego, Julius Maywald, gdy dorósł, poszedł w ślady ojca - najpierw został praktykantem w rewirze leśnym Piechowice, a następnie pełnił funkcję leśniczego w dobrach Schaffgotschów. Aby upamiętnić wierną służbę Ch.G. Maywalda z poświęceniem własnego życia włącznie, w miejscu dokonanej zbrodni ustawiono prostą kamienną stelę, która zachowała się do dzisiejszego dnia. W tym roku minęło dokładnie 170 lat od smutnego wydarzenia, które pomniczek przypomina.


Tekst i ilustracje:
[Michał Wożniak – Sudety]
drukuj drukuj
« powrót
Dodano: 2008-12-13, godz. 19:08, Odwiedzin: 5311
Komentarze
Prvni Snih 2013-02-10 05:40
Historia piękna.. ale źródło nie wolne od propagandowej niechęci do "czeskich bandytów"... Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się "legendą".
Sudetophilus 2013-02-10 09:31
W podobnym duchu formułowane są różne legendy na niemieckich Łużycach - jak to źli Czesi kiedyś coś tam... To się tak ciągnie pewnie od XV wieku....
Kiedy dokonano ok 15-20 lat tamu głośnej zbrodni w Górach Stołowych (zastrzelono parę studentów), też polskie media pisały, że zabójca pewne z Czech.... Po latach się okazało, że tam grasowała wówczas jakaś neofaszystowska (lub jakoś tak) polska grupka. Swoi i obcy - toposy!
Dobry obcy zawsze jest gorszy niż zły swój! To kanony kultury ludowej. A że mamy demokrację i lud rządzi.... Gdyby był cesarz....
Sudetophilus 2013-02-10 09:31
W podobnym duchu formułowane są różne legendy na niemieckich Łużycach - jak to źli Czesi kiedyś coś tam... To się tak ciągnie pewnie od XV wieku....
Kiedy dokonano ok 15-20 lat tamu głośnej zbrodni w Górach Stołowych (zastrzelono parę studentów), też polskie media pisały, że zabójca pewne z Czech.... Po latach się okazało, że tam grasowała wówczas jakaś neofaszystowska (lub jakoś tak) polska grupka. Swoi i obcy - toposy!
Dobry obcy zawsze jest gorszy niż zły swój! To kanony kultury ludowej. A że mamy demokrację i lud rządzi.... Gdyby był cesarz....
Lechu 2013-02-10 14:37
Cytat: "Podejrzewani o morderstwo czescy kłusownicy". Czy aby na pewno byli to czescy kłusownicy czy też mieszkający po stronie czeskiej Niemcy? Wymienione w artykule nazwiska wskazują raczej na tych drugich.
Buldog 2013-02-10 23:46
Założę się, że w niemieckim oryginale użyty był przymiotnik "böhmisch" (a nie "tschechisch"), a problem z tym, że i jedno, i drugie przetłumaczy się na polski jako "czeski". Natomiast "böhmisch" równie dobrze może odnosić się do "czeskiego Niemca", na co wskazywałyby nazwiska oraz fakt, że w owych czasach w czeskich Karkonoszach najwięcej mieszkało właśnie owych Niemców.
Wydaje mi się, że nie chodzi tu zatem o antagonizm niemiecko-słowiański (niemiecko-czeski w znaczeniu "tschechisch"), a raczej "wewnątrzniemiecki", gdzie nakładają się na siebie różne wątki; paleta możliwości jest duża: wyznanie, poddanie temu czy innemu monarsze etc. To samo tyczy się pogranicza czesko-saskiego, gdzie (na przykład w Rudawach) po obu stronach gór mieszkali Niemcy.
Dodaj swój komentarz
Aby dodać komentarz musisz być zalogowany na stronie
0.0957992077