http://www.alpenski.pl
Szanowni Państwo! Niniejsza strona to archiwum Serwisu NaszeSudety.pl... Po najnowsze informacje z Sudetów zapraszamy na www.naszesudety.pl
 
mapa serwisu  mapa serwisu
facebook

Polecamy

Artykuły

Setki ton spadłych jabłek marnują się w przydrożnych rowach

     Poizerze – Ludzie wolą kupić jabłka dowożone do supermarketów niż za darmo zrywać je przy drodze. Podczas gdy sklepowe półki przepełniają jabłka wszelkich kształtów i smaków, jabłonie przy drogach i szosach obwieszone są owocami jak choinki. Ich jabłka nadawałyby się na moszcz, owocową wódkę lub paszę dla zwierząt, ale nikt się nimi nie interesuje. Powodem są bardzo niskie ceny skupu oraz uprzedzenia ludzi, którzy przydrożne jabłka uważają za niezdrowe.

     W samym powiecie semilskim jest co najmniej 10 miejsc, w których komunistyczne władze kazały obsadzać drogi jabłoniami. Ich owoce do niedawna trafiały do skupu. Jednak dziś sprzedaż spadów przestała się opłacać. „Za kilogram nie dostaniesz więcej niż 70 halerzy, prędzej mniej. Musisz nieźle się spocić, żeby nazbierać 10 kilo. A dostać dwie dychy za trzydziestokilogramowy worek? To więcej wydam na benzynę. Musiałbym nazbierać tonę, żeby zarobić, powiedzmy siedem stów,“ wylicza 57-letni Jaroslav Šafra z Hořenska u Semil, który zbieraniem spadłych jabłek corocznie dorabiał do renty inwalidzkiej. „Ostatni raz zrywałem i zbierałem jabłka w zeszłym roku. Wtedy za kilogram płacili koronę. Zarobiłem wtedy około pięciu setek. W tym roku dałem sobie spokój, za tę harówkę nie warto“ - mówi.

Dawniej zbiór w alejach był hitem

    Dawno minęły czasy, gdy przydrożne drzewa owocowe wynajmowało się od zarządców dróg. Ich owoce należały wówczas do najemcy, który mógł nimi rozporządzać jak chciał – sprzedać je lub zatrzymać. Jak twierdzi dyrektor semilskiego oddziału Wojewódzkiego Zarządu Dróg Jiří Medek, już od wielu lat w ziemi semilskiej nikt nie wynajął żadnej jabłoni. „Brak zainteresowanych. Drzew nikt nie pielęgnuje, jabłka nadają się najwyżej do skupu. Nikomu nie opłaciłoby się to, a my nie mamy na ich zbiór ani czasu, ani ludzi” - ocenił Medek.

     Wynajem jabłoniowych alei był przed laty wielkim hitem. Jeśli byłeś szybki i wybrałeś sobie piękną aleję, nawet po odjęciu ceny najmu jednego drzewa (wówczas ok. 30 Kč za drzewo) mogłeś zarobić dobrych kilka setek.  Oczywiście jeśli nikt cię nie ubiegł i nie przyjechałeś ze skrzynkami do już oskubanego drzewa. I to właśnie była przyczyna dla której, według Jiřigo Medka, ludzie stracili  zainteresowanie wynajmowaniem alei. "Drzew nie da się upilnować, często ogołacał je ktoś inny niż najemca" - wspomina.

     Pomimo tego, że zbiór jabłek z przydrożnych drzew jest według prawa kradzieżą, policja i zarząd dróg tolerują te wykroczenia. Owoce i tak skończyłyby w rowie i skosztowałyby ich jedynie osy. Obecny rok był pod tym względem przełomowy. Wojewódzki zarząd dróg po konsultacji z policją wprost zachęca do zbierania jabłek przy drogach. „Drzewa nie przynoszą nam dochodu i traktujemy je właściwie tylko jako przeszkodę w ruchu drogowym. Jabłka spadające na jezdnię mogą być nawet niebezpieczne, rowerzyści dobrze o tym wiedzą”, zwrócił uwagę Medek.

Mit o ołowiu trwa

     Ludzie nie interesują się spadami z jeszcze jednego powodu. W czasach gdy do benzyny dodawano ołowiu, owoce przydrożnych drzew były pełne metali ciężkich. Jednak już od ładnych paru lat nie znajdziemy ołowiu w paliwach. Jabłka przy mniej uczęszczanych drogach mogą być najwyżej zakurzone. Jednak przeświadczenie o szkodliwości przydrożnych jabłek u wielu ludzi trwa nadal. Paradoksalnie, owoce te mogą być zdrowsze niż uszlachetniane jabłka przywożone zza granicy. „Kupując jabłka w supermarkecie, nigdy nie mamy pewności jaką chemią je potraktowano. Poza tym, często są zrywane niedojrzałe, aby dojrzały w drodze do Czech i w magazynach. A żeby ładnie wyglądały na stoiskach, pokrywa się je woskami i nabłyszcza” - zdradza drobny sadownik Vladimír Žitný z Železnego Brodu.

     W swojej krytyce idzie nawet dalej: „To nie są już zwyczajne jabłka. W pakowanych próżniowo pojemnikach leżą dziwaczne zielone cuda, jeden nie do odróżnienia od drugiego. Ugryziesz i masz wrażenie że to kwaśne i twarde coś, ma tyle wspólnego z jabłkiem co suszony owoc z moszczem”, denerwuje się rolnik.

     "Polecam wszystkim spróbować jabłek od czeskich sadowników. Może nie są tak błyszczące i nie sprzedaje się ich w plastikowych pudełkach, ale strudla z nich nie da się zapomnieć" - uważa Žitný. "A przede wszystkim: wiem co jem" - dodaje odnosząc się do jasnego pochodzenia jabłek zerwanych przy drodze. Spróbować przydrożnych jabłek radzą też stare czeskie książki kucharskie.

     Według książki „Owoce na naszym stole” Dagmar Neumannovej z roku 1956, małe spadłe jabłuszka doskonale nadają się do przyrządzenia niezwykłych deserów, takich jak jabłka w cieście. Różne gatunki i odmiany jabłek według niej świetnie nadają się do kuchennych eksperymentów. „Co drzewo, to zupełnie inny smak”. Dobra gospodyni umie z polnych jabłuszek wyczarować prawdziwe cuda” - pisze autorka, a wielu dziś przyznaje jej rację.

     "Kiedyś, gdy chodziłam z mężem na wycieczki po Czeskim Raju, jedliśmy przydrożne spady. Nieraz nie jedliśmy nic innego przez cały dzień. Mąż zrywał te twardsze do plecaka, ja zbierałam te leżące i od razu je zjadałam” - śmieje się 72-letnia Jana Šimůnková z Turnova, długoletnia członkini Klubu Czeskich Turystów. „Wtedy jednak było mało samochodów i te jabłka były jakieś inne, słodsze”, wspomina seniorka.

     Drzew owocowych nie sadzi się wzdłuż dróg na Poizerzu już od ponad 15 lat, choć są ważnym elementem krajobrazu. Drogowcy orientują się według nich, gdy szosy pokryją śnieżne zaspy . Drzewa służą też jako wiatrołapy. Kierowcy jednak ich nie lubią i uważają je za przeszkodę w ruchu. Mogliby coś powiedzieć o tym ci, którym zdarzyło się wypaść z drogi w miejscu gdzie był gęsty szpaler drzew...


[Tomáš Lánský, Turnovský a semilský deník]
drukuj drukuj
« powrót
Dodano: 2008-11-14, godz. 19:49, Odwiedzin: 3931
Komentarze
Dodaj swój komentarz
Aby dodać komentarz musisz być zalogowany na stronie
0.0866920948