Szanowni Państwo! Niniejsza strona to archiwum Serwisu NaszeSudety.pl... Po najnowsze informacje z Sudetów zapraszamy na www.naszesudety.pl
 
mapa serwisu  mapa serwisu
facebook

Polecamy

Artykuły

Śmierć browaru w Lwówku Śląskim?

     Już chyba tylko cud mógłby uratować browar w Lwówku Śląskim. Firma dogorywa. Od dwóch miesięcy w browarze nie warzy się już piwa. Wyprzedawane są resztki wcześniejszej produkcji, jakie są jeszcze w piwnicach. Sukcesywnie zmniejszana jest też ilość pracowników zakładu metodycznie przygotowywanego do likwidacji. Najprawdopodobniej lwówecki browar zamknięty zostanie jeszcze tej wiosny.

     Agonia jednego z najbardziej rozpoznawanych symboli regionu i jednocześnie jednego z największych zakładów pracy w mieście zakończyć może się już w maju. Dramatycznej sytuacji nie zmieni kuriozalny strajk ogłoszony jakiś czas temu przez właściciela browaru Wolfganga Bauera. Manifestacyjnie ogłoszony zakaz sprzedaży lwóweckiego piwa w regionie miał zwrócić uwagę na problemy firmy. Ostatecznie jednak przybrał postać firanki przysłaniającej rzeczywiste, bezpośrednie powody kryzysu firmy stojącej na krawędzi upadku.

     Od początku lutego w browarze nie warzy się piwa wcale nie za sprawą strajku właściciela, ale zakazu produkcji. Decyzją Naczelnik Urzędu Celnego w Wałbrzychu spółce „Browar Śląski 1209" cofnięto bowiem pozwolenie na prowadzenie składu celnego, co w praktyce oznacza zakaz wytwarzania piwa. Organ fiskalny zamknął browarniany skład celny, ponieważ firma nie wywiązywała się z obowiązku płacenia podatku akcyzowego. Gwóźdź do trumny przedsiębiorstwa jest jasno określony. To ponad 4 mln zł niezapłaconej akcyzy.

Upadająca firma

     Kłopoty finansowe browaru związane z nieterminowym płaceniem podatków ciągnęły się kilka lat. Urząd Celny szedł jednak na rękę przedsiębiorstwu i swego czasu rozłożył spłatę narosłych zaległości fiskalnych na raty. I raty te przez jakiś czas były spłacone. Jednak gdy jesienią ubiegłego roku sprzedaż lwóweckiego piwa spadła do dramatycznego poziomu, browaru zwyczajnie nie było już stać na spłatę kolejnych części zaległości. Urząd celny wszczął więc stosowną procedurę, która zakończyła się zamknięciem produkcji piwa. W tym samym okresie na murach zakładu pojawiły się transparenty informujące o absurdalnej w swej istocie akcji protestacyjnej ogłoszonej przez właściciela browaru.

     - To ostatnie dni browaru - takie słowa przywitały mnie pod bramą zakładu w miniony czwartek.

     Za bramą ledwo widoczne znamiona życia firmy i wisielcze nastroje resztek pracowników. Na terenie browaru panuje złowieszcza cisza, ale ulice Lwówka huczą od pogłosek na temat losu firmy. Pod browarem można usłyszeć sprzeczne zdania na temat tego, co dzieje się w samym zakładzie. Jedni mówią, że pracownicy (ci, którzy jeszcze zostali) zamierzają wywieźć Bauera na taczkach - jeśli oczywiście nic nie odmieni losu zakładu. W zakładzie nie czuć jednak atmosfery wzburzenia. Bardziej nastrój rezygnacji wymieszany ze słabymi głosami nadziei podszytej resztkami wiary, że nic nie jest jeszcze przesądzone i browar uda się jakoś uratować. Niektórzy podejrzewają, że W. Bauer ma jakiś ukryty plan, który pozwoli im przetrwać.

     - Głupi to on przecież nie jest. Nie kupił browaru, żeby stracić. Może cos jeszcze wymyśli. Może nowa firma, pod jakąś inną nazwą?... - spekulują moi rozmówcy.

     W zakładzie panuje grobowa cisza, bo dla nikogo z załogi sytuacja firmy nie jest zaskoczeniem. Dyrekcja nie ukrywała problemów browaru przed pracownikami. Dlatego teraz ze spokojem przyjmują złowieszczy rozwój wypadków. Ci, którzy mają jeszcze jakieś zajęcie, przychodzą do pracy raptem dwa razy w tygodniu. O tym, że niektórzy mają jeszcze nadzieję najlepiej świadczy fakt, że dbają o browarniany park maszynowy. Starannie konserwują nieużywane dziś urządzenia, by w każdej chwili można było wznowić produkcję.

     Dobrze zorientowani w sprawach firmy nie wróżą jednak dobrej przyszłość browaru. Przekonują też, że los przedsiębiorstwa jest przesądzony. A dowodem na to ma być choćby polityka kadrowa właściciela browaru, który sukcesywnie zwalnia kolejnych pracowników. Tyle, że małymi grupkami, by uniknąć kosztownej procedury zwolnień grupowych z wysokimi odprawami i odszkodowaniami. W ciągu miesiąca pracę traci co najwyżej kilka osób. Na pierwszy ogień poszli ci, którzy pracowali na zlecenie. Później przyszła kolej na etatowców. Pierwsza pracę straciła, ponoć, dyrektorka browaru, ponieważ wstawiła się za interesami pracowników przygotowywanych do zwolnienia.

     W. Bauer wyjaśnia, że ograniczenie zatrudnienia w firmie, która prawie nie pracuje są oczywistą koniecznością. Zaprzecza, jakoby komuś działa się jakaś krzywda. Przekonuje, że wystarczającym dowodem jego dobrych intencji jest fakt, cały czas płaci zatrudnionym pełne pensje, choć póki co, do pracy przychodzić muszą tylko co drugi dzień. Nie pozostawia jednak wątpliwości, że takiego stanu nie można utrzymywać długo:

     - Jeśli w najbliższych tygodniach nie wydarzy się nic, co pozwoli uwierzyć mi w sens dalszego utrzymywania tej firmy, za miesiąc, może dwa zamknę browar i będzie miał on już tylko wartość muzealną - stanowczo stwierdza właściciel.

     Nie wyjaśnia jednak, co konkretnie musiałoby się wydarzyć, by browar przetrwał. Wspomina tylko, że o dużej roli, jaką odegrać mogą władze regionu i postawie urzędu celnego, która musiałby ulec zmianie.

     W. Bauer wyjaśnia, że w tej chwili z browarem związanych jest jeszcze około 70 osób z setki zatrudnionych w czasie, gdy pracował pełną parą. Tyle, że część z nich to pracownicy firm zewnętrznych, pracujących na rzecz browaru. Etatowych pracowników zostało dziś już raptem tylko około 30. Tylu można bez specjalnych kosztów zwolnić na przestrzeni najbliższych dwóch miesięcy i zamknąć fabrykę.

     I taki finał jest, niestety, bardziej prawdopodobny niż wznowienie produkcji. W myśl restrykcyjnego, europejskiego prawa firma, taka jak browar, która straciła prawo produkcji ze względu na naruszenie przepisów podatkowych, może nie uzyskać pozwolenia na wznowienie działalności przez najbliższe trzy lata.

Umierająca tradycja

     W. Bauer przyznaje, że browar ma kłopoty finansowe, ale zaraz zastrzega, że nie aż takie, żeby nie móc ich pokonać.  Jego zdaniem browar zabija brak wsparcia dla ważnego regionalnego producenta piwa ze strony władz samorządowych miasta i regionu. Odpowiedzialnością za załamanie się sprzedaży lwóweckiego piwa obciąża nieuczciwą konkurencję ze strony wielkich koncernów piwowarskich i brak życzliwości ze strony lokalnych sprzedawców i dystrybutorów piwa, którzy nie chcą współpracować z lwóweckim browarem. Pokazuje zdjęcia witryn miejscowych sklepów i restauracji na których próżno szukać reklam lwóweckiej marki. Opowiada też o handlowcach, którzy nie chcą sprzedawać miejscowego piwa. Nie z powodu jego jakości, ale dlatego, że lwówecki browar nie może zaoferować im dodatkowych profitów, jakimi kuszą wielkie koncerny. Najwięcej zarzutów właściciela browaru adresowanych jest jednak pod adresem władz samorządowych gminy, które - jak twierdzi - nie robią nic, by wspierać jego działalność. Choć lwówecki browar, jako najstarszy regionalny browar świata, produkujący przy tym znakomite piwo, jest wielkim dobrem gospodarczym i kulturowym regionu, sławiącym Lwówek i cały Dolny Śląsk w Polsce i daleko poza granicami kraju.

     - To nie jest tylko mój browar! - mówi z wzburzony W. Bauer - To 800 lat wspaniałej tradycji tego regionu! Na dokładkę robimy świetne piwo, nagradzane medalami na najbardziej prestiżowych imprezach krajowych i międzynarodowych! Ludzie tutaj mają to jednak za nic. Pomagaliśmy wszystkim, którzy zwracali się do nas o pomoc, ale gdy trzeba pomóc nam - nie ma chętnych! Produkujemy piwo metodami, które przez to jest też - tak jak cały browar - atrakcją turystyczną. Chciałem stworzyć tu żywe muzeum, do którego przyjeżdżać będą tłumy gości. Wydawało mi sie, że jak będziemy robić naprawdę dobre piwo, to jakoś sobie poradzimy. Okazuje się jednak, że nie. Ogłosiłem strajk, by ludzie tutaj zrozumieli, dlaczego ten browar przestanie istnieć. Nie dlatego, że nie chce go ten Niemiec Bauer, ale dlatego, że oni go nie chcą.

Bolesny symbol miasta

     - Nasz browar jest rzeczywiście atrakcją turystyczną i robi bardzo dobre piwo - podkreśla burmistrz Lwówka Ludwik Kaziów. - Tyle tylko, że trzeba jeszcze umieć je sprzedawać. A przecież my nie możemy sprzedawać piwa za pana Bauera! Kłopoty browaru, to wyłącznie kwestia braku promocji i jakichkolwiek działań marketingowych z jego strony. Tam po prostu nikt nie zajmował się sprzedażą piwa i to jest istota problemu, a nie brak wsparcia ze strony miasta.

     Burmistrz Kaziów nie ukrywa oburzenia zarzutami kierowanymi pod jego adresem. Zaprzecza jakoby był jakikolwiek konflikt pomiędzy browarem i gminą. Więcej. Przekonuje, że żadna inna firma działająca na terenie gminy nie dostała takiego wsparcia ze strony samorządu, jak browar:

     - Z naszej strony robiliśmy wszystko by pomóc browarowi. Wszędzie, gdzie tylko możemy promujemy browar. We wszystkich naszych wydawnictwach jest o nim mowa. Na wszelkich targach, imprezach prezentujemy go jaką wielką atrakcję naszego regionu. Podczas Lwóweckiego Lata Agatowego robimy mu ogromną promocję, nawet wbrew logice finansowej. Na przestrzeni ostatnich kilku lat umorzyliśmy zobowiązań podatkowych wobec gminy na pół mln zł, a ponad milion zł rozłożyliśmy na raty i odroczyliśmy terminy spłat. Na dobrą sprawę w ten sposób narażamy się na zarzut niegospodarności. Inne przedsiębiorstwa z terenu miasta mogłyby nam zarzucić nierówne traktowanie, a mieszkańcy działania na niekorzyść gminy! Gdy Urząd Celny cofnął browarowi pozwolenie na prowadzenie składu celnego, spotkaliśmy się z panem Bauerem i długo rozmawialiśmy, jak mu pomóc. Do urzędu celnego wysłaliśmy też pismo z prośbą o uwzględnienie w procedurze odwoławczej szczególnego znaczenia tej firmy dla Lwówka. Nie wiem więc skąd ten atak pana Bauera na nas.

     Wolfgang Bauer daje do zrozumienia, że już przestaje mu zależeć na utrzymaniu browaru we Lwówku. Zapowiada możliwość przeniesienia swojej działalności poza teren Polski, bo "Śląsk nie kończy się na Polsce". Zapewnia jednak, że ma wciąż ogromny sentyment do lwóweckiego browaru, dlatego zrobi wszystko, by go utrzymać. A jeśli nie będzie w stanie, to chętnie odda go każdemu, kto tylko da gwarancję, że ocali lwóweckie tradycje piwowarskie.

     Osoby zorientowane w tym, co dziej się w browarze nie mają wątpliwości, że katastrofalna sytuacja firmy, to w dużej mierze zasługa samego W. Bauera. Ich zdaniem i gmina, i urząd celny, i wszelkie inne instytucje z wielką życzliwością odnosiły się do browaru i robiły wszystko, by mu pomóc. Pomóc sobie jednak nie chciał sam właściciel, który nie szanował podwładnych i rozbił cały dział handlowy przedsiębiorstwa, który w takiej firmie decyduje o jej przetrwaniu. Zdaniem specjalistów, najgorsze jest jednak to, że lwówecki browar jest w takim stanie technicznym, że raz zatrzymany nie będzie mógł zostać uruchomiony bez znaczących nakładów inwestycyjnych. I to może ostatecznie zadecydować o jego przyszłości.


[Daniel Antosik - Nowiny Jeleniogórskie]
drukuj drukuj
« powrót
Dodano: 2007-04-09, godz. 08:56, Odwiedzin: 8836
Komentarze
ewa 2007-05-24 16:58
Wszystko to smutne jest. I to, że ludzie stracą, czy już stracili pracę i to, że nie będzie dobrego piwa. Choć myslę, że więcej osób piło piwo i się nim cieszyło, niż pracowało w browarze i cieszyło się pracą.
Primator 2007-06-11 13:40
Katastrofa; niestety Polska przestala być piwnym krajem ( o ile nim w ogóle była) wskutek agresywnej dominacji koncernów chemicznych w rodzaju Heinekena czy SABMillera. Miliony pakowane w reklamę zrobiły konsumentom wodę z mózgu.
tmQ 2007-06-12 21:46
Wielka szkoda Lwówka.
W Warszawie piwo to cieszyło się ogromną popularnością (przynajmniej w mojej okolicy) i do dzisiaj jeszcze w sklepie słyszę zapytania o "Książęce".
Niestety nigdzie się go już nie dostanie.
Niepowetowana strata - było (a może jednak jeszcze będzie) jedno z najciekawszych piw dostępnych w sklepach.
Życzę powodzenia p. Bauerowi w przywracaniu browaru do życia!
Michał 2007-08-02 15:47
niestety wielkie olbrzymie kwoty wydawane powoduja ze wiekszosc rodakow kupuje korporacyjne piwo...
a wystarczy kilka lykow aby poczuc roznice.
Dzis po raz pierwszy zastałem zamkniety sklep...
nie kupilem piwa, po ktore jechalem po dordze przez pol kraju.
poinformowal mnie pan pewien...borwar umarl po dlugiej i ciezkiej chorobie...
akacja 2007-09-13 11:47
Znam taki browar w Szwajcarii , naturalnie warzone piwo, bez chemii, pic to piwo w dobrym towarzystwie w kawiarence tam na miejcu to magia i przyjemnosc dla samego siebie. Szwajcarzy wioza tam swoich zagranicznych gosci aby sie pochwalic...
Wierze, ze musi byc albo spoleczenstwo konsumpcyjnie dojrzale , czego nie reprezentuja nasi rodacy, albo pomoc wladz w promowaniu bardzo mocna, inaczej nie ma szans konkurowac z gigantami.
Jednakze wladze miasta to przeciez przekroj tego pramitywnego konsumpcyjnie towarzystwa .Dojrzalosc, szlachetnosc , wlasciwa ocena i promowanie tego co naturalne....nie to jest wladzom dalekie i niezrozumiale, sami w domu maja swoje prymitywne koryto z chemia ...
Grzeniu 2007-04-10 20:00
o nieeeeeee!!!!
<płacze>

zapalmy znicze Śląskiemu Xiążęcemu

(*)(*)(*)(*)(*)(*)(*)(*)(*)
alicja 2007-04-19 11:21
jak się nie słucha księgowych a tylko udawadnia się co wolno wojewodzie to nie tobie .... tu nie ma co płakać nad rozlanym piwem ,tylko nad losem pracowników i ich rodzin bo p. Bauer poradzi sobie
budzik 2007-11-25 21:20
A wystarczy zrobić tak jak w Czechach. Mały browar płaci 40-50 % podatków jakie płaci chemiczny moloch i od razu byśmy mieli zmianę. A tak po dobre piwo znowu trzeba będzie jeździć do Czech.
Misiek 2008-01-31 22:30
... niedlugo zamkna wszystko co polskie i bedziemy chleb importowac z usa bo tak nam kaza...
niunia 2008-10-16 13:48
Bauer to nie biznesmen tylko pomyłka.
NIe ma pojęcia co robic z Browarem a z ludzmi bawi sie jak chce. Stać go na to. Wspołczuje rodzinom. dzieki Bogu, ze moj maz juz dawno stamtad sam odszedl.
Dodaj swój komentarz
Aby dodać komentarz musisz być zalogowany na stronie
0.4679758549