Szanowni Państwo! Niniejsza strona to archiwum Serwisu NaszeSudety.pl... Po najnowsze informacje z Sudetów zapraszamy na www.naszesudety.pl
 
mapa serwisu  mapa serwisu
facebook

Polecamy
Losowy produkt
z BAZARU
Tisza II 1:100 000 [P1/1]

Artykuły

Drugie życie studni

     Kamienna pokrywa jest nieco odsunięta. Ktoś zadał sobie dużo trudu, by to zrobić. Płyta jest bardzo ciężka, musiał więc użyć traktora. Skąd taka determinacja?

     Mieszkańcy Lubiąża wiedzą, że woda z tej studni ma uzdrawiającą moc. Wiedzą, ale rozmawiać o tym nie chcą. Nawet wtedy, gdy – jak rodzina M. – są przekonani, że tylko dzięki tej wodzie ktoś wrócił do zdrowia. Był rak, otarcie się o śmierć, nie ma raka. Może to dzięki terapii, jak najbardziej konwencjonalnej, a może nie. W każdym razie chora kobieta piła tę wodę. Mąż czerpał ją dla niej każdego dnia. Kiedy minęły miesiące, opowiadał już, że tylko po to, by postawić butelkę przy jej łóżku. Ale czy ktoś jeździłby codziennie do lasku, gdyby nie wierzył, że może pomóc żonie?

Stopy świętej Jadwigi

     Lasek, w którym znajduje się osiem zarośniętych krzewami studni, nosi imię świętej Jadwigi. Legenda głosi, że księżna przechodziła tędy tak często, jak odwiedzała opata klasztoru cysterskiego. Był jej spowiednikiem. Jadwiga słynęła ze skłonności do umartwiania. Z Trzebnicy do Lubiąża wędrowała boso. Książę Henryk Brodaty, mąż Jadwigi, nie był tym zachwycony. Ponieważ nie mógł wymóc na żonie zmiany zwyczajów, urągających pozycji księżnej, poprosił o pomoc lubiąskiego opata. Spowiednik miał jej nakazać noszenie obuwia, jak przystoi wysoko urodzonym. Nawet jej podarował parę pięknych trzewików. Ale księżna była inteligentna. Postawiła na swoim, jednocześnie wykonując polecenie spowiednika. Odtąd buty nosiła – ale na ramieniu.

     I właśnie pewnego dnia szła z tymi butami, wracając z Lubiąża do Trzebnicy. Chciała jeszcze raz spojrzeć na klasztor, więc się odwróciła. W miejscu, w którym przystanęła, spod jej bosych stóp wytrysnęło źródełko. Oczywiście z cudowną wodą, bo tam, gdzie świętość, tam musi być i moc uzdrawiania. Mieszkańcy Lubiąża zbudowali w tym miejscu studnię, a czerpaną z niej wodą przez stulecia leczyli wszelkie dolegliwości. Aż do dziś, choć trudno się do tego przyznać.

Najstarszy dolnośląski rurociąg

Tyle legenda. Co nie znaczy, że historia jest wyssana z palca. – Rzeczywiście, są dokumenty na to, że święta Jadwiga wielokrotnie bywała w Lubiążu – mówi Piotr Nejman ze Stowarzyszenia Lubiąż. – Tutejszy opat klasztoru cystersów był naprawdę jej spowiednikiem.

     Sprawy cudownego źródła zapewne historycznie wyjaśnić się nie da. Za to dla badaczy przeszłości niezmiernie ciekawe są techniczne nowinki, jakie na tym terenie wprowadzili cystersi. A te wiążą się z wodą.

     Nie wiadomo, czy także dla tutejszych cystersów woda z Lasku św. Jadwigi była obdarzona uzdrowicielskimi właściwościami. Z całą pewnością można natomiast powiedzieć, że zakonnicy uznali ją za wartościową i smaczną. To właśnie ona była dostarczana do oddalonego o ok. 2 km klasztoru. Cysterski rurociąg, zbudowany z dębowego drewna, jest najstarszy na Dolnym Śląsku.

Woda w rurze

     – Odkryliśmy go przypadkiem – tłumaczy Jarosław Rewak, inny zapaleniec ze stowarzyszenia. – Jego elementy zostały wykopane podczas prac budowlanych. Zaskakuje precyzja ich wykonania. Każdy kawałek dębowego pniaka połączony był z drugim żelazną obręczą. Otwór wyżłobiony w pniach miał ściśle określoną średnicę. Musiała być dokładnie wyliczona, bo przecież minimalne różnice wpływały na ciśnienie wody.

     Cystersi byli dobrymi inżynierami. Znali się na tej robocie. Tym bardziej można podziwiać ich konstrukcję, że doprowadzili wodę z ujęcia na wzgórzu do klasztoru, który jest położony niżej. Jak to możliwe? A jednak funkcjonowało.

     Drewniany rurociąg działał z powodzeniem przez stulecia. Płynęła nim woda – cudowna czy nie – wprost do zakonników. Dopiero na początku XX wieku dębowe rury zostały zastąpione żeliwnymi. Ciśnienie wody stało się zbyt niskie, by dotrzeć do wyższych kondygnacji klasztoru. Jednak źródła pozostały te same – był to Lasek św. Jadwigi.

     – Jeszcze nie tak dawno mieszkańcy Lubiąża podpinali się do tej sieci – mówi Piotr Nejman. Pochodzi stąd i pamięta z własnego dzieciństwa, jak ludzie przyjeżdżali z całej Polski, by nabrać wody z kranu przy klasztorze. Potem kran zlikwidowano, woda w kranach w całej wsi jest już z zupełnie innego ujęcia. Studnie w Lasku św. Jadwigi zarosły krzakami, do wody wpadają myszy.

     Nie ma już także tutejszej kalwarii – kilku kapliczek, jakie mieszkańcy zbudowali ku czci świętej, która boso przychodziła tu do spowiedzi. Nie przetrwały próby czasu i ludzkiej siły niszczenia. Pozostały po nich tylko resztki fundamentów, pewnie w niejednym lubiąskim domu można znaleźć fragmenty wbudowane gdzieś w mury.

     Stowarzyszeniu Lubiąż marzy się wskrzeszenie nieco zapomnianej legendy i odbudowa kapliczek. Na podstawie dawnych dokumentów odtworzyli ich wygląd. Jest projekt rekonstrukcji, ale na razie nie ma na to pieniędzy. Udało się jednak zdobyć je m.in. na rekonstrukcję starej studni. Tej najważniejszej, z uzdrawiającą wodą.

     – Chcemy, by studnia naprawdę ożyła – wyjaśnia Piotr Nejman. – Dlatego nie tylko ją oczyścimy z zewnątrz i zaopatrzymy w piękną, żeliwna pompę. Chcemy też, by służby sanitarne zbadały wodę pod względem bakteriologicznym i epidemiologicznym. Jeśli jest rzeczywiście dobra – nie ma przeszkód, by ludzie z niej korzystali. Bez względu na to, co sądzą o jej mocy.

Świętą zastąpią turyści?

     Tydzień temu, wspólnie ze strażakami, zaczęli prace przy studni. Powoli udaje się ją wydobyć z zapomnienia. Gdyby udało się również doprowadzić do dawnej świetności wszystkie pozostałe – Lasek św. Jadwigi znowu byłby chętnie odwiedzanym miejscem.

     Czynna studnia ze „świętą” wodą z pewnością stanie się dodatkową atrakcją turystyczną tego zakątka Lubiąża. Tym bardziej że stowarzyszenie zamierza też zadbać o drogę prowadzącą do Lasku św. Jadwigi. Dziś, żeby się do niego dostać, trzeba przedzierać się przez chaszcze rosnące na polu. Kiedyś była tu droga i trzeba byłoby ją przywrócić. Są również pieniądze na drewniany mostek, dzięki któremu łatwiej będzie przekraczać rów okalający wzgórze. W lasku staną ławki, na których będą mogli przysiąść zmęczeni turyści.

     Może kiedyś droga, którą przemierzała nasza dolnośląska święta, by oczyścić się z grzechów, stanie się znowu popularną trasą pieszych wędrówek?



Święta niezwłocznie

     Jadwiga Śląska urodziła się w 1174 r. w Bawarii. Jej rodzice zdecydowali, że zostanie żoną jednego ze śląskich Piastów, Henryka. Na Śląsk przyjechała prawdopodobnie w wieku lat dwunastu. Matka siedmiorga dzieci, opiekunka ubogich, wspomagająca cierpiących – Jadwiga cieszyła się wielkim szacunkiem. Z jej inicjatywy powstał w Trzebnicy klasztor cysterek. Zmarła w 1243 r. w Trzebnicy, kanonizowana została już 23 lata po swojej śmierci.

Skąd cystersi w Lubiążu?

     Pierwsi cystersi przybyli do Lubiąża z Turyngii w 1163 r. Sprowadził ich do tego grodu książę Bolesław Wysoki. Kolejne lata to czas świetności klasztoru, trwający aż do przejścia Śląska pod panowanie pruskie w 1740 r. W 1810 r. zakon przestał istnieć.


[Alicja Giedroyć - Słowo Polskie Gazeta Wrocławska]
Cysterski rurociąg wygląda jak zwykły pień, ale jest cennym eksponatem. Nie tylko dla Jarosława Rewaka (z lewej) i Macieja Nejmana
drukuj drukuj
« powrót
Dodano: 2005-11-27, godz. 17:28, Odwiedzin: 5431
Komentarze
Silesiophilus 2005-12-02 10:25
A od kiedy to Sudety sięgają na prawy brzeg Odry na jej slaskim odcinku?
Waldek Brygier 2005-12-02 21:45
"prawie wszystko o Sudetach"
czyli
prawie wszystko na tej stronie jest o Sudetach :-)
xxxx 2005-12-22 19:52
jak oni znaleźli te rurociągi?
Skorpio 2006-02-15 12:51
jestem mieszkanką Lubiąża i jestem z tego dymna bo naprawde mamy cos wyjatkowego, ten kto nie widział naszego klasztoru niech żałuje. mamy tez wiele legend na temat działań niemieckich na naszym terenie, ale to pewnie jak każda wioska czy miasto. Jednak sersecznie zapraszam do Lubiąża, nikt sie nie rozczaruje
Dodaj swój komentarz
Aby dodać komentarz musisz być zalogowany na stronie
0.0881941319