http://www.ksiegarnia.naszesudety.pl
Szanowni Państwo! Niniejsza strona to archiwum Serwisu NaszeSudety.pl... Po najnowsze informacje z Sudetów zapraszamy na www.naszesudety.pl
 
mapa serwisu  mapa serwisu
facebook

Polecamy
Losowy produkt
z BAZARU
Sudety nr 136

Wycieczki » Rowerowe » Wycieczki rowerowe na Przedgórzu Sudeckim

Azalie i Stolec - 24 maja 2003

Strzelin - Karszów - Prusy - Piotrków - Wojsławice - Niemcza - Podlesie - Przerzeczyn Zdrój - Karczowice - Kobyla Głowa - Baldwinowice - Cierniowa Góra (384 m) - Stolec - Skałki Stoleckie - Kamieniec Ząbkowicki 

     Plany są z reguły ambitne, czasami jednak z ich realizacją są kłopoty. Tak było i tym razem – nic nie wyszło ze Srebrnej Góry i Kłodzka – może następnym razem? Trasa jaką chciałbym zaproponować nie jest trudna, aczkolwiek jeden odcinek wymaga umiejętności jazdy w trudnym, trawiastym terenie, pozostałe fragmenty prowadzą z reguły po drogach asfaltowych lub leśnych, tych drugich dość wygodnych.

     Wyruszyliśmy ze Strzelina. Ponieważ moi współtowarzysze mieli za sobą już około 30 kilometrów w kołach, postanowiliśmy w Strzelinie coś zjeść. Zwiedzanie miasta przebiega wyjątkowo szybko, ponieważ z ważniejszych zabytków obejrzeć można w rynku pozostałości ratusza, Dom Książąt Brzeskich i kościół NMP. Niestety działania wojenne podczas ostatniej wojny spowodowały zniszczenie niemal całej starówki strzelińskiej i teraz rynek wygląda dość żałośnie, zabudowany nowymi budynkami, nijak nie przystającymi do historii miasta.

     Po zobaczeniu miasta, pojechaliśmy do kamieniołomu granitu, który jest tak naprawdę ogromną dziurą w ziemi, podobno największą w Europie i drugą pod względem wielkości na świecie. Miejsce to nie jest udostępnione dla turystów, jednak można podejść na skraj urwiska i oglądać z wysokości dno kamieniołomu, które znajduje się 120 metrów niżej. Najdogodniejszym dojściem jest ścieżka, która prowadzi od drogi ze Strzelina do Niemczy. Zaczyna się ona tuż przed sklepem spożywczym, z lewej strony drogi. Nad kamieniołomem zjedliśmy śniadanie - ważniejszy dla nas był cień drzewa (z powodu upału) niż widok na wielką dziurę, a nie dało się tych dwóch rzeczy połączyć, tak więc nie mieliśmy podczas posiłku pięknych widoków.

     A potem czekało nas wytrwałe pedałowanie, najpierw wzdłuż starej, nieczynnej już linii kolejowej ze Strzelina do Ząbkowic Śląskich, a potem przez kolejne małe wioski aż do Wojsławic. Po drodze przez dłuższy czas widzieliśmy przed sobą duży budynek, z ogromną połacią dachu, tak dużą, że zaczęliśmy zastanawiać się co to takiego. Okazało się, że to stary spichrz w miejscowości Prusy, pochodzący z XVIII wieku. Obok znajduje się kuźnia z 1827 roku. Zabytki obejrzeliśmy pobieżnie, bowiem wysoki płot broni do nich dostępu.

     Krótka przerwa w podróży w Prusach przydała nam się do zregenerowania sił i uzupełnienia płynów, po czym popedałowaliśmy dalej do Wojsławic, mijając jeszcze po drodze ciekawą wieżę w Piotrkówku. W Wojsławicach znajduje się bardzo dobrze znany turystom ogród dendrologiczny. Nie da się go przeoczyć, bowiem autokary na parkingu, mnóstwo samochodów osobowych i tłum ludzi kręcący się wokół tego miejsca – nie pozwoli na to. Podobno miejsce to trzeba zwiedzać w dzień powszedni i najlepiej z samego rana, gdy nie ma jeszcze innych zwiedzających. My mieliśmy to nieszczęście dotrzeć tutaj w słoneczny weekend, a więc wrażenia estetyczne zakłócane były przez obecność innych ludzi.

     Sam ogród, tak reklamowany w różnego rodzaju publikacjach i opowieściach znajomych, trochę mnie zawiódł. Owszem, to bardzo ładne miejsce, kolorowe, warte zobaczenia, ale kontakt z naturą psuł mi właśnie widok setek zwiedzających razem ze mną. Chyba rzeczywiście muszę tutaj przyjechać w powszedni dzień. Trafiliśmy na okres kwitnienia azalii i dzięki temu jest tutaj bajecznie kolorowo, piękne kompozycje, kwiaty w różnych kolorach, poza tym wiele ciekawych roślin, jak sosna japońska, kalifornijska i czarna, świerk kaukaski, bambus. Wymieniać można by naprawdę bardzo długo...

     Z Wojsławic do Niemczy mieliśmy piękny, kilkukilometrowy zjazd. Po drodze mijaliśmy kolejkę, która wwozi turystów do ogrodu, oczywiście kolejkę tylko z nazwy i wyglądu, bo tak naprawdę to traktor obudowany tak, by wyglądał jak parowóz ciągnący dwa wagoniki. Z pewnością to kolejna atrakcja dla turystów. Tuż po wjechaniu do miasta skręciliśmy w drogę prowadzącą do miejscowości Podlesie. Naszym kolejnym celem był Przerzeczyn Zdrój. Mogliśmy pojechać tam krótszą trasą, ale wiązałoby się to z koniecznością towarzystwa wielkich tirów i ogromnego ruchu, bowiem trasa prowadziłaby międzynarodową drogą z Wrocławia do Kudowy Zdroju. Postanowiliśmy nadłożyć trochę drogi, ale mieć spokój. Po „chwili” byliśmy już w Przerzeczynie.

     Przerzeczyn to niewielka miejscowość, jedyne w tej chwili uzdrowisko na Przedgórzu Sudeckim. Nie ma tutaj zabytkowych domów zdrojowych, nie ma też ważniejszych zabytków, jest natomiast cisza i spokój. Teren uzdrowiska jest wyłączony z ruchu samochodowego, a po wjechaniu na ten zamknięty teren, poczułem się jak w innym świecie, jakiejś oazie spokoju, gdzie życie wydaje się płynąć wolniej niż wokół. Niestety po zaspokojeniu pragnienia u źródła znajdującego się w parku, obejrzeniu samego parku, w którym dla kuracjuszy wybudowano ścieżkę zdrowia z tablicami przedstawiającymi kolejne ćwiczenia i odpoczynku wśród śpiewu ptaków, musieliśmy opuścić to miejsce i znów włączyć się do ruchu na głośnej drodze.

     Szczęściem dla nas nie nastąpiło to od razu, bowiem wybraliśmy drogę prowadzącą przez las i zaznaczoną na mapie jako „drogi inne”. Po kilku minutach okazało się, że zaczął się dla nas najtrudniejszy tego dnia odcinek. Droga początkowo wyraźna, zaczęła się przekształcać w coraz bardziej zarośniętą i coraz mnie widoczną. Twardo jednak podążaliśmy dalej, pokonując kałuże, koleiny, pokrzywy i dziury. W końcu dotarliśmy do miejsca, z którego w prawo odchodziła bardzo wygodna polna droga. Pokusa była duża, ale nasza „droga” prowadziła dalej prosto w trawy... Jechaliśmy dzielnie dalej, dróżka to stawała się wyraźniejsza, to znów ginęła w zielsku, aż w końcu dotarliśmy do zniszczonego kamiennego mostku. Wielka dziura straszyła, ale poradziliśmy sobie z nią, korzystając z wąskiego paska ocalałej konstrukcji i przechodząc na drugą stronę. Za mostkiem droga wyraźnie stawała się coraz przyjemniejsza i wkrótce wyjechaliśmy na szosę w miejscowości Karczowice.

     Tutaj skręciliśmy w lewo i cały czas szosą do Kobylej Głowy. To zdanie nie oddaje jednak trudności jakie nas czekały. Cały czas było pod górę, nie był to może zbyt stromy podjazd, a nawet wręcz dość łagodny, jednak jednostajny wysiłek, jaki musieliśmy włożyć w ten odcinek nieźle dał nam się we znaki. Podczas wznoszenia się coraz wyżej, odsłaniały nam się piękne panoramy na Masyw Ślęży, Góry Sowie, Bardzkie, a później także na Sudety Wschodnie. Warto było się tutaj wdrapać...

     Kolejny etap naszej wycieczki prowadził w kierunku wsi Baldwinowice. Wioskę minęliśmy z lewej strony i zaraz potem za wyraźnym zakrętem szosy zjechaliśmy w leśną drogę odbijającą w lewo. Tutaj powinniśmy spotkać czerwone znaki szlaku turystycznego, ale nic takiego nie znaleźliśmy, dopiero po dłuższej chwili pojawiły się pierwsze. Droga była wygodna jak na las, ale prowadziła pod górę, trawersowaliśmy Cierniową Kopę (384 m). Na mapie widzieliśmy wcześniej zaznaczony krzyż pokutny, niestety skupieni na wysiłku, jaki wkładaliśmy w pokonywanie kolejnych metrów, nie zauważyliśmy go. Istnieje też możliwość, że go tam nie było, lub był ukryty w zaroślach i że i tak byśmy go nie zobaczyli z drogi. Tak, czy inaczej – bardzo żałowaliśmy, że go „nie było”.

     Po wyjechaniu z lasu, z lewej strony zobaczyliśmy żółte pole rzepaku, a dalej malowniczy krajobraz Przedgórza. Jeszcze chwila i byliśmy na szosie prowadzącej wprost do Stolca. Ta mająca niezbyt ciekawą nazwę miejscowość, jest niezwykle ciekawym miejscem. Nazwa Stolec pochodzi prawdopodobnie od słów "stół, siedzenie". To jedna z najstarszych wsi w tej okolicy i jak na wieś ma sporo zabytków. Oglądając panoramę Stolca łatwo można zauważyć wieże dwóch kościołów, co jest dowodem na to, że w przeszłości wieś miała spore znaczenie. Obecnie używany jest nowszy, zbudowany zaledwie 100 lat temu. Drugi z kościołów jest niezwykle ciekawym obiektem, posiadającym dwie wieże, połączone galeryjką. Poza tym jego wyposażenie warte jest zobaczenia, chociażby ze względu na XV-wieczne polichromie, ołtarz główny z pentaptykiem Świętej Rodziny z 1510 r., czy wreszcie barokowa loża kolatorska i liczne epitafia. Warto jeszcze wspomnieć o barokowym pałacu, wzniesionym w XVIII wieku, obecnie w dość opłakanym stanie.

     Pozostała nam do obejrzenia jeszcze jedna atrakcja tego dnia, a mianowicie Skałki Stoleckie. Z centrum wsi prowadzi tam wygodna droga, pod sam koniec dość stroma. Dawniej było to wyrobisko kamieniołomu, od wielu lat nieczynne. Jest to rezerwat, mający chronić najdalej na północ położone stanowisko czarnej pszczoły (obrostka murówka) oraz kilka gatunków roślin i owadów. Pszczoły, będące największą atrakcją kamieniołomu, niestety dawno wyginęły... Posiedzieliśmy trochę w kamieniołomie, zobaczyliśmy sztolnie, podziwialiśmy panoramę Jesioników i zjechaliśmy na dół do wioski.

     Ze Stolca, niemal cały czas łagodnie w dół, pojechaliśmy do Kamieńca Ząbkowickiego. Po drodze odsłaniały nam się panoramy Gór Złotych, Bardzkich i Sowich. Po dotarciu na dworzec PKP okazało się, że za 8 minut odjedzie pociąg do Wrocławia – dobrze, że w odpowiednie wiktuały na podróż zaopatrzyliśmy się już wcześniej...

Waldek Brygier
drukuj drukuj
« powrót
Dodano: 2005-06-14, godz. 17:52, Odwiedzin: 5485
Komentarze
Dodaj swój komentarz
Aby dodać komentarz musisz być zalogowany na stronie
0.0731949806