http://www.alpenski.pl
Szanowni Państwo! Niniejsza strona to archiwum Serwisu NaszeSudety.pl... Po najnowsze informacje z Sudetów zapraszamy na www.naszesudety.pl
 
mapa serwisu  mapa serwisu
facebook

Polecamy

Wycieczki » Rowerowe » Wycieczki rowerowe na Przedgórzu Sudeckim

Przez strzegomskie kamieniołomy - 7 lipca 2001

Jaworzyna Śląska - Czechy - Stanowice - Strzegom - Żółkiewka - Kostrza - Gross-Rosen - Rogoźnica - Zimniki - Czernica - Paszowice - Myślibórz

    Ta wycieczka została zaplanowana raptem na dzień przed jej urzeczywistnieniem, ot całkiem przypadkowo. Jako, że mamy zorganizować tegoroczny Jesienny Rajd SKPS, postanowiliśmy osobiście sprawdzić zarezerwowane wcześniej przez naszego kolegę noclegi w schronisku w Myśliborzu. I dobrze, że pojechaliśmy, bo pani w schronisku miała trochę inny termin rezerwacji niż ten, w którym ma się odbyć rajd.

    Rozpoczęliśmy naszą trasę w Jaworzynie Śląskiej, gdzie dotarliśmy przy pomocy taboru Polskich Kolei Państwowych. Jako, że cała nasza trójka już wcześniej zwiedzała (niektórzy nie raz) Skansen Parowozów w Jaworzynie, postanowiliśmy odpuścić sobie tę atrakcję i od razu wsiąść na rowery i popedałować przed siebie. Jako miłośnicy naszych południowych sąsiadów, na początek udaliśmy się do niedalekiej wioski o swojsko dla ucha brzmiącej nazwie "Czechy" właśnie (zobacz zdjęcie). Trochę przez to musieliśmy nadrobić planowanej drogi, no ale jak tu się powstrzymać? Tym bardziej, że nasza koleżanka, posiadaczka ukraińskiego paszportu podlega od jakiegoś czasu obowiązkowi wizowemu przy wjeździe do prawdziwych Czech.

    Kolejnym naszym przystankiem był Strzegom, do którego dotarliśmy z Czech najpierw polną drogą do Stanowic, a dalej już wygodną szosą, niestety ze sporym ruchem. Strzegom jest dość sympatycznym miastem z niezmiernie ciekawą bazyliką, którą oczywiście nie omieszkaliśmy odwiedzić. Poza tym miasto nie posiada zbyt wielu zabytków, bowiem zostało bardzo poważnie zniszczone w czasie II wojny światowej. Toteż nie zatrzymywaliśmy się tam dłużej i pojechaliśmy dalej, przez Wzgórza Strzegomskie, w stronę Rogoźnicy. Łagodnie pofalowany krajobraz z zalesionymi wzgórzami, urozmaicają napotykane co chwilę kamieniołomy granitu, będące podstawą tutejszej gospodarki.

    Ze Strzegomia wygodnymi i mało ruchliwymi drogami przez Żółkiewkę i Kostrzę, dotarliśmy w południe do byłego obozu koncentracyjnego Gross-Rosen, mieszczącego teraz muzeum. Pamiętam to miejsce z wizyty przed 8-9 laty jako mało interesujące. Rzeczywiście sam teren obozu nie obfituje w wiele obiektów, bowiem większość z nich została zburzona lub rozebrana na materiał budowlany już po II wojnie światowej. Pozostało kilka budynków oraz fundamenty i murowane piwnice kilku baraków. Gdyby więc poprzestać na oględzinach terenu, nie wywiera on zbyt dużego wrażenia. Jednak naszą wizytę wszyscy uznaliśmy za bardzo udaną. Najpierw pokazano nam półgodzinny film będący opowieścią o historii obozu, połączoną z relacjami świadków. Następnie bardzo kompetentna i sympatyczna młoda przewodniczka pokazała makietę obozu, wyjaśniając która część pełniła jakie funkcje. Interesująca jest też plansza pokazująca rozmieszczenie filii Gross-Rosen rozsianych po całym Dolnym Śląsku, jak i w północnych Czechach i wschodnich Niemczech.

    Po tym bardzo interesującym wykładzie udaliśmy się na sam teren obozu, gdzie przewodniczka szczegółowo opowiadała historię poszczególnych obiektów, dodając mnóstwo interesujących szczegółów na temat życia i losu więźniów. Ciekawym punktem programu był też spacer nad kamieniołom, w którym więźniowie pracowali.

     Całe zwiedzanie trwało blisko dwie godziny, ale można powiedzieć, że był to bardzo dobrze spędzony czas. Wychodząc, rozmawialiśmy o tym, jak wiele zależy od sposobu przedstawienia tematu. Jeśli robi się to umiejętnie, można zainteresować słuchacza nawet czymś, co już faktycznie nie istnieje. Byliśmy pełni uznania dla przewodniczki, zwłaszcza mając w pamięci "wystąpienia" innych przedstawicieli tego fachu, którzy "zabawiali" słuchaczy opowiadaniem sensacyjnych "bajek" lub głupimi dowcipami. Tutaj wykład był rzeczowy, fachowy, a jednocześnie niezmiernie ciekawy.

    Po tym dwugodzinnym spacerze w upale lipcowego dnia poczuliśmy się bardzo zmęczeni i głodni, znaleźliśmy więc zacienioną polną dróżkę, na której zjedliśmy obiad składający się z kanapek. Następnie ruszyliśmy w dalszą drogę. Chcieliśmy uniknąć jazdy ruchliwą, główną drogą do Jawora, postanowiliśmy więc skorzystać z bocznych, polnych dróg przez Zimniki, Czernicę i Paszowice. Samochodów rzeczywiście uniknęliśmy, ale wpakowaliśmy się w takie wertepy, że wytrzęsło nas za wszystkie czasy. Nagrodą był spokojny krajobraz pól, widok jeszcze paru kamieniołomów i... przydrożne zdziczałe czereśnie i wiśnie. Drobne, ale bardzo słodkie.

     Z Paszowic skierowaliśmy się w jeszcze jedną polną drogę (tym razem mniej wyboistą), którą dotarliśmy do szosy Jawor-Myślibórz.

    Myślibórz jest małą, ale ładną wioską "u wrót" Parku Krajobrazowego "Chełmy". Uwagę podróżującego na pewno przykuje dobrze widoczny z szosy kompleks dawnego majątku z renesansowym XIX-wiecznym pałacem, otoczonym parkiem. We wsi znajduje się schronisko PTSM z Ośrodkiem Edukacji Ekologicznej. Polecamy też miejscowy bar „Kaskada”, w którym za porządną kolację z piwem dla trzech osób zapłaciliśmy około 30 złotych.

     Po zakwaterowaniu i obmyciu się z kurzu dróg, poszliśmy na pieszą wycieczkę do Małych Organów Myśliborskich. Mieliśmy problem z trafieniem tam szlakiem i w końcu trzeba było zdać się na "przewodnickiego nosa". Przy okazji obejrzeliśmy jeszcze resztki grodziska na zboczu góry Rataj. A w drodze powrotnej polną drogą, znów najedliśmy się czereśni i wiśni.
drukuj drukuj
« powrót
Dodano: 2005-06-14, godz. 17:43, Odwiedzin: 6962
Komentarze
Dodaj swój komentarz
Aby dodać komentarz musisz być zalogowany na stronie
0.0677120686