Szanowni Państwo! Niniejsza strona to archiwum Serwisu NaszeSudety.pl... Po najnowsze informacje z Sudetów zapraszamy na www.naszesudety.pl
 
mapa serwisu  mapa serwisu
facebook

Polecamy
Losowy produkt
z BAZARU
Polska

Artykuły

Budynki umierały stojąc

     Najpierw był pomysł, żeby w pałacu w Chwalimierzu zrobić szkołę wojskową, a potem sanatorium. Od takich planów odstąpiono podobno dlatego, że przyszedł rozkaz odbudowywania Warszawy. Kosztem dolnośląskich zabytków.

    
Chłopy z PGR-u zerwały piorunochron z wieży, bo na szczycie była kula, a słyszeli, że jest na niej platyna – opowiada o losach rezydencji Józef Pawełczak z Chwalimierza. Chłopi przyprowadzili na pole pod pałacem dwa ciągniki, liny przywiązali do piorunochronu i ciągnęli je z dołu. Tego, czy rzeczywiście zdobyli platynę, pan Józef już nie wie. A potem przyszedł podobno rozkaz, żeby pałac rozwalać, chociaż niektórzy twierdzą, że ludzie robili to też z własnej woli. Jeszcze w 1958 roku w sali balowej odbyły się dożynki, a potem pałac zaczął znikać dosłownie z dnia na dzień. Podobnie jak większość poniemieckich obiektów.

     Kiedy w 1945 roku na Dolny Śląsk ciągnęli osadnicy ze Wschodu, po drodze mijali bogate wioski i wspaniałe budowle. Już wkrótce miały zacząć znikać z powierzchni ziemi. Domy, kamienice, całe dzielnice. Ich fragmenty miały stanowić budulec dla podnoszącej się z ruin Warszawy, z drugiej jednak strony przy burzeniu wielu obiektów dużą rolę odegrała tzw. prywatna inicjatywa urzędników, sołtysów i burmistrzów. Tylko w 1949 roku w samym Wrocławiu „pozyskano” 140 milionów nieuszkodzonych cegieł, dwa lata później już 165 milionów, a przecież wiadomo z różnych sprawozdań, że „planowany odzysk cegły” dał w sumie więcej gruzu niż budulca. Odbudowa Warszawy wymagała gotyckiej cegły, odpowiedniej dachówki, płyt posadzkowych, progów z piaskowca. A tego bez trudu mogły dostarczyć dolnośląskie zabytki. W Świdnicy rozebrano więc 300 domów, w Nowogrodźcu – 250, w Legnicy – 50, w Brzegu – 88.

Na prawo dom, na lewo dom

     Z drugiej strony jednak budowano. I to wiele. Mimo że każdego dnia na Dolnym Śląsku znikał jakiś zabytkowy budynek, w Warszawie mury pięły się do góry. Liczyły się nowe bloki. Również na Ziemiach Odzyskanych stawały ohydne osiedla, klocki bez duszy, betonowe dżungle. „Dewastowano zabytkowe budowle często z poczuciem odwetu za polskie miasta, za spopieloną Warszawę, za Zamek Królewski czy wreszcie za piece krematoryjne i masowy mord dokonany na narodzie polskim. Zabytki podworskie były w dodatku świadectwem ucisku klasowego, a ten należało także unicestwić w ramach poczynań rewolucyjnych – twierdzi Jan Muszyński w książce „Wokół dziedzictwa kulturowego na Ziemiach Zachodnich i Północnych”. – W wielu wypadkach rozbierano nawet miejskie mury obronne, aby i w ten sposób pozyskać cegłę na odbudowę stolicy. W Głogowie powstał cały labirynt taśmociągów, które przerzucały cegłę do młynów, i w zależności od ich ustawienia produkowano miał albo kęsy ceglane.

     Ale znajdowali się i tacy, którzy chcieli działać w drugą stronę. To właśnie dzięki Polakom udało się uratować kłodzką starówkę. „Kiedy w czerwcu 1945 roku pierwszy polski burmistrz przejmował władzę w Kłodzku, nie przypuszczał nawet, jakie problemy będą mieli jego następcy, i to już w najbliższych latach” – pisał w książce „Skarby tysiąca lat” prof. dr Zbigniew Strzelecki z krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej: „Wtedy, zaraz po wojnie nic nie zapowiadało kataklizmu. Urok kamieniczek i zaułków zachwycał malowniczością nowych mieszkańców i pierwszych turystów. Miasto przetrwało wszelkie burze dziejowe czasów dawnych, cało wyszło z obu wojen światowych, ale oto już w 1948 roku zaczęło się... Zapadały się całe ulice, pękały ściany domów. Bo to właśnie pod Starym Miastem tkwił nietknięty spadek historii; labirynt pustych lochów, piwnic i wyrobisk podziemnych, zupełnie nierozeznanych. Niegdyś służyły one celom obronnym i gospodarczym, a nieremontowane, nigdy niekonserwowane zaczęły się walić, pociągając za sobą obsuwanie się budynków i jezdni. W 1956 roku część starówki wyglądała jak po trzęsieniu ziemi; z ewidencji wykreślono 84 budynki (w większości zabytkowe), a 471 wpisano na listę wymagających natychmiastowego remontu”.

Uratować dom

     To była prawdziwa tragedia. Przepiękna kłodzka starówka należała do najciekawszych w Europie, porównywano ją nawet z krakowską i rzymską. Tymczasem powoli została skazana niemal na zagładę. Do podziemnego miasta zaczęła wlewać się woda. Oprócz kamieniczek zagrożony jeszcze był kościół Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Do tego po wojnie źle zabezpieczono wyjścia awaryjne z podziemi i ludzie zaczęli je traktować jak szalety. W połowie lat pięćdziesiątych sytuacja była fatalna. Nie dość, że waliły się kamienice, to jeszcze w ich miejsce stawiano bloki, które w żaden sposób nie pasowały do bryły zabytkowej miasta.

     Kłodzko trzeba było ratować. Jak twierdził prof. Strzelecki, zakres i stopień zagrożenia miasta nie miał odpowiednika w całej Europie. W 1958 roku pojawiła się grupa speleologów z krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej. Po pierwsze zamierzali zbadać podziemia, po drugie ratować miasto. Niemcy nie zostawili żadnej dokumentacji, żadnych planów, nikt więc nie wiedział, jak rozległe są podziemia. Dodatkowo obawiano się min. W końcu badaczom udało się stworzyć plan podziemi, trzeba było tylko opracować metodę ich zabezpieczenia. Podjął się tego oczywiście Zbigniew Strzelecki. Dowiódł, że górotwór żyje i nie należy ratować kamienic od góry, tylko od dołu, traktując całe podłoże całościowo i spinając je razem.

     Wkrótce górnicy zlikwidowali dziesiątki zapadlisk, wypełnili podsadzką korytarze. Jedna z najpiękniejszych europejskich starówek została uratowana. Zaś część podziemi zaadaptowano na trasę podziemną. Dziś Kłodzko jest prawdziwą perłą Dolnego Śląska.

     Trzeba było wielu lat, żeby dolnośląskie starówki zaczęły żyć na nowo. Dzisiaj dumnie prezentują się kamienice Wrocławia, Świdnicy, Jeleniej Góry... Zupełnie jak za dawnych lat. Podobnie jest z poniemieckimi pałacami.

[Joanna Lamparska - Słowo Polskie Gazeta Wrocławska]
drukuj drukuj
« powrót
Dodano: 2005-05-26, godz. 06:35, Odwiedzin: 6992
Komentarze
bez entuzjazmu 2005-09-04 14:51
Jakie starówki? Droga Pani - wrocławski rynek to w ok. 60-70 preparat konserwatorski, zwłaszcza pierzeje pn. i pd. oraz blok śródrynkowy (niestety, ratusz też "spreparowano" - vide szczyty). Jeśli taki entuzjazm wywołują dolnośląskie rynki, to polecam Miedziankę, Chełmsko Śl., Lubin, Lwówek Śl, Żagań, Strzelin, Olesnicę, Bierutów, Trzebnicę, Wołów, Ścinawę, Jawor czy Złotoryję (dalej nie chce mi się wyliczać), gdzie barokowy dom wali sie od 15 lat. Warto jeszcze poznac Krosno Odrzańskie - trup miasta w darze po armii ZSRR. Co wojna to wojna, Polacy zniszczyli bodaj jeszcze więcej... Wstyd, hańba. Naród Kopernika, Skłodowskiej i Jana Pawła II psia krew. Zamiast podlizywac sie czytelnikom, jepiej przetrzec oczy i pisac wreszcie prawdę, PRAWDĘ powiadam. Lukrowane łajno to mimo wszystko łajno, a nie lukier na czymś brzydkim.
Renia Pańczyk 2007-06-21 17:33
jest to bardzo ciekawe... Jestem z Chwalimierza i bardzo chciałam sie dowiedzieć coś o chwalimierzu a terza wiem...
jakub 2007-07-23 20:36
pani reniu wiem sporo o chwalimierzu i jezeli chce pani sie dowiedziec czegos więcej proszę pisac na adres jakub.tomela@wp.pl
jakub 2007-07-23 20:42
a pozatym zamiast pisać sie rozpisywac o tytm jak palac w chwalimierzy rozbierano moze nalezy wziąśc się zza odbudoweęę lub zakonserwowanie tego co pozostalo???
Dodaj swój komentarz
Aby dodać komentarz musisz być zalogowany na stronie
0.0857279301