http://www.alpenski.pl
Szanowni Państwo! Niniejsza strona to archiwum Serwisu NaszeSudety.pl... Po najnowsze informacje z Sudetów zapraszamy na www.naszesudety.pl
 
mapa serwisu  mapa serwisu
facebook

Polecamy

Artykuły

Rakieta muzealna

Bożena Schweizer-Makowska: – Urodziłam się z wiatrem w butach
     Bożena Schweizer-Makowska, dyrektorka Muzeum Papiernictwa w Dusznikach Zdroju, doskonale pamięta tamto spotkanie. Zaimponowało jej, gdy ktoś podsunął Wałęsie księgę pamiątkową, a ten tylko skinął głową na księdza Cybulę. Duchowny chwycił długopis, skomponował stosowny wpis, a Wałęsa tylko go sygnował. – To się nazywają rządy. Wystarczy skinienie głową – mówi pani dyrektor.

Pershing, a nie mimoza

     Jest elegancka, konkretna, władcza jak Wałęsa, przystojna. Tak, przystojna, bo o kobiecie pokroju Bożeny Schweizer-Makowskiej nie można powiedzieć ładna. Ładne są mimozy bez temperamentu. Makowska przelatuje przez biuro jak pershing, przy okazji załatwiając tysiące spraw. Od dwudziestu lat kieruje Muzeum Papiernictwa w Dusznikach Zdroju, zamieniając je z każdym rokiem z nudnej placówki w teatr historii. To muzeum zna niemal każdy. Nawet jeśli nie był w środku, bryła budynku jest przecież ikoną Dolnego Śląska. A i sam papier potrafi być fascynujący.

     Swego czasu byłam pierwszą zarejestrowaną bezrobotną w województwie wałbrzyskim – wspomina dzisiaj zapracowana dyrektorka. – Mój zasiłek bulwersował urzędników. Potem trafiłam do Bardeckich Zakładów Papierniczych i tam zaproponowano mi objęcie muzeum. Muzealnictwa uczyłam się od Krystyny Toczyńskiej- Rudysz, cudownej kobiety. Świetnie się dogadywałyśmy.

Bardziej kocha papiernię niż męża

     Po objęciu "posady" w muzeum, Bożena Schweizer-Makowska, prawniczka z wykształcenia, zaczęła robić studia podyplomowe – marketingu w sferze kultury i sztuki, menedżera kultury. Dusznickie muzeum było wtedy zaściankową placówką, nikomu prawie nieznaną. Ale jakiż to problem dla ambitnej kobiety? Przez pierwsze 17 lat pani dyrektor niemal zamieszkała w muzeum. Nawet mąż – poznany rzecz jasna na kongresie papiernictwa – narzeka, że Bożena bardziej kocha papiernię niż jego.

     – Urodziłam się z wiatrem w butach, zawsze połowę urlopu poświęcałam na zwiedzanie muzeów. Moja praca to prawdziwa przygoda, nikt mi nie powie, że muzealnictwo to nudy. Tu, w Dusznikach, poznałam mnóstwo ciekawych ludzi, odwiedzają nas artyści i politycy z całego świata.

     Muzeum Papiernictwa w Dusznikach Zdroju to jedyny tego typu obiekt w Polsce. Otwarte w 1968 roku, mieści się w XVII-wiecznym młynie. W zabytkowym budynku wznowiono w 1971 roku rękodzielniczy wyrób papieru, który uzupełnia historyczną ekspozycję muzeum. Magia czai się tu w każdym zakamarku. We freskach na ścianach, w drewnianych kasetonach. Główny budynek papierni został wzniesiony przecież w 1605 roku i pełnił niegdyś funkcję zarówno mieszkalną, jak i produkcyjną. Kiedy Bożena Schweizer- Makowska oprowadza po starych wnętrzach, wszystko dookoła ożywa. Tutaj historię, w pełnym tego słowa znaczeniu, pisze się na papierze, choć pisanie wcale nie od papieru się zaczęło.

Zaczęło się w Chinach

     Najpierw była tapa – pojawiła się ok. 2500 roku p. n. e. w Chinach, gdzie stosowano ją prawdopodobnie jako materiał pisarski. Wytwarzana była z łyka drzew, krzewów morwowatych i wawrzynkowatych. Później pojawił się egipski papirus i wytwarzany ze skór zwierzęcych pergamin. Prawdziwa historia papieru zaczyna się jednak w 105 roku w Chinach. Uznawany za wynalazcę papieru Cai-Lun, zrobił go z „kory drzewnej, odpadów konopnych, starych szmat i sieci”. Początek papiernictwa na Śląsku przypada zaś na czternaście wieków później. W 1490 roku wrocławska papiernia uznana została za pierwszą na Śląsku, od 15 zaś lat działała już we Wrocławiu także drukarnia. W XVII wieku sławne zaczęły być papiery z Dusznik, które nazywano nawet ze względu na jakość „wiecznie trwałymi”. To dzięki nim, między innymi oczywiście, ówcześni właściciele młyna i papierni otrzymali szlacheckie tytuły.

Wojna o szmaty

     – Nasze muzeum to nie jest zwykły obiekt – mówi z pasją Bożena Schweizer-Makowska. – Kiedyś pisano m.in. na desce, potem papier się upowszechnił i trafił pod strzechy. Staramy się przybliżać rękodzielnicze metody produkcji papieru, uczymy, jak się go czerpie. Kiedyś papier robiło się ze szmat, z lnu i bawełny. Dobre kawałki szły na ubrania, reszta właśnie na papier. Stąd całe wojny o... szmaty. Tak było na przykład w Goszczu koło Twardogóry.

     – Możliwości produkcyjne papierni zależały głównie od odpowiedniej ilości szmat – opowiada dr Maciej Szymczyk z Muzeum Papiernictwa w Dusznikach. – Poszczególni papiernicy zabiegali zatem o nadanie im wyłącznego prawa do pozyskiwania szmat na poszczególnych terenach. Zbieracze płacili za surowiec ludności towarem (np. igłami lub innymi drobiazgami), a czasem gotówką. Często dochodziło do naruszenia przez zbieraczy przyznanych poszczególnym papiernikom terytoriów, co skutkowało konfliktami. By ich uniknąć, wydawano zbieraczom szmat licencje, co jednak w niewielkim stopniu łagodziło sytuację. Przecież kiedy spotkali się ze sobą skonfliktowani właściciele papierni w Goszczu i Toszku, konfrontacja skończyła się najzwyklejszą bijatyką.

Powrót do przeszłości

     W Dusznikach nie ma czasu na ziewanie. Pracownicy muzeum prezentują turystom stare techniki produkcji papieru, każdy zresztą może sobie spróbować sam. A to nie jest łatwe, gruby papier, mokry i nierówny, trzeba układać delikatnie w warstwach. W starym młynie pracuje prawie 30 osób, m.in. czterech czerpalników. W czasie wielkiego, dorocznego „Święta Papieru” pokazują m.in. jak wykonuje się suche pieczęcie, stare techniki introligatorskie, marmoryzację papieru. Na dziedzińcu za młynem, gdzie można kupić najprzeróżniejsze pamiątki z papierem związane, gra wtedy muzyka.

     – Jak zaczyna się mój zwykły dzień? Od spraw formalnych – mówi Bożena Schweizer-Makowska. – Przez wiele lat jadłam śniadanie razem z obiadem, a potem przez cały dzień: kawa – papieros, kawa – papieros. W moim gabinecie brak słońca, więc się dorobiłam osteoporozy. Ale dzięki tej pracy moje życie jest naprawdę ciekawe!

Jak na skrzydłach

     Dyrektorka muzeum ciągle jest w ruchu. Żyje właściwie na walizkach. Ma cztery domy w trzech krajach. Mąż, technolog papieru z Monachium, większość czasu spędza w austriackiej Styrii. Tam nareszcie pani Bożena może odetchnąć. Bo tam nie ma muzeum, są natomiast piękne tereny do spacerów i reperowania zdrowia.

     – Ale nie zamieniłabym Polski na żaden inny kraj – mówi. – Co prawda mówię po niemiecku, ale dla mnie najważniejsza jest ta subtelność językowa, której tam nie czuję. Do Styrii jeżdżę jak na skrzydłach, ale na skrzydłach również wracam. W Dusznikach jestem u siebie.

     Liczba zwiedzających dusznickie muzeum systematycznie rośnie. Każdego roku przybywa kilka tysięcy turystów. Ubiegłego roku z historią papieru zapoznało się prawie 50 tysięcy osób. Zaś ten rok może być jednym z najważniejszych.

Pod patronatem królowej

     – Startujemy w konkursie na Najlepsze Muzeum Roku. To wielki zaszczyt – tłumaczy Bożena Schweizer-Makowska. – Spośród 400 kandydatów, jesteśmy w grupie 60 placówek dopuszczonych do finału. Ten konkurs odbywa się pod patronatem Rady Europy i królowej Fabioli. Polskie muzea rzadko startują w takich konkursach, nie stać ich na zmianę kolekcji. My, na finałowej prezentacji w Atenach, pokażemy malutką wagę z XIX wieku, która służyła kupcom do pomiaru gramatury papieru. Wygrana w takim konkursie daje niesłychane możliwości promocji.

     Czy dyrektorka muzeum odpocznie po konkursie? Pewnie, że nie. Ma mnóstwo pomysłów. Jest jak rakieta. Za jednym zamachem załatwia tysiąc spraw. Bez przerwy buduje, tworzy, wymyśla. Kilka dni temu została honorową obywatelką miasta Duszniki Zdrój.

     – Kiedyś nieoczekiwanie, to znaczy z kilkugodzinnym wyprzedzeniem, pojawił się tu Lech Wałęsa z rodziną i księdzem Cybulą. Prezydent niby na urlopie, ale jakiś taki wymęczony, z workami pod oczami. Jestem bezpośrednia, więc zapytałam: – Coś te narty panu nie służą? A on na to z rozbrajającą szczerością: – Bo widzi pani, jakieś muzea każą mi zwiedzać...

     Dyrektorka muzeum ciągle jest w ruchu. Żyje właściwie na walizkach. Ma cztery domy w trzech krajach

     Muzeum Papiernictwa w Dusznikach Zdroju to jedyny tego typu obiekt w Polsce. Otwarte w 1968 roku, mieści się w XVII-wiecznym młynie.


Joanna Lamparska


Artykuł pochodzi ze Słowa Polskiego Gazety Wrocławskiej z dnia 30 kwietnia 2004 r.

drukuj drukuj
« powrót
Dodano: 2005-05-15, godz. 18:39, Odwiedzin: 5070
Komentarze
Dodaj swój komentarz
Aby dodać komentarz musisz być zalogowany na stronie
0.0831818581