http://www.ksiegarnia.naszesudety.pl
Szanowni Państwo! Niniejsza strona to archiwum Serwisu NaszeSudety.pl... Po najnowsze informacje z Sudetów zapraszamy na www.naszesudety.pl
 
mapa serwisu  mapa serwisu
facebook

Polecamy

Artykuły

Natura 2000

     Jeśli ten program wejdzie w życie, to w Masywie Śnieżnika będzie wolno stąpać wyłącznie na paluszkach. Na obszarze około 20 tys. ha nie usłyszy się pracujących drwali, nie dostrzeże murarzy wznoszących pensjonaty, turyści z duszą na ramieniu powędrują ściśle wytyczonymi szlakami, zaś kuracjusze zastanowią się, czy w ogóle warto tu przyjeżdżać. Codzienność potoczy się jak w skansenie.

NIEPRODUKTYWNA ENKLAWA

     Wejście Polski do Unii Europejskiej związane jest z akceptacją wielu obowiązujących w niej praw i zasad - również w zakresie ochrony środowiska. W państwach stowarzyszonych dla zachowania istniejącego ekosystemu wydziela się obszary siedliskowe, podlegające wyjątkowemu nadzorowi. Są one monitorowane, patrolowane, chronione przed nadmiernym napływem ludności, gospodarczo izolowane w celu przetrwania unikatowych gatunków roślin czy zwierząt. Polska również podjęła w tym zakresie działania dostosowawcze. Takim niewątpliwie jest program pn. „Natura 2000”, który zakłada szczególną ochronę obszarów z unikatową florą i fauną. 

     W województwie dolnośląskim terenów uznanych za jak najbardziej oryginalne jest kilka. Ich łączna powierzchnia liczy sobie 267 tys. ha, tj. 48 proc. obszaru stanowiącego przedmiot działalności Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych. Zaliczono do niego także blisko 20 tys. ha przypisanych nadleśnictwom w Lądku Zdroju, Bystrzycy Kłodzkiej oraz Międzylesiu. Obszar do tej pory objęty racjonalną gospodarką - zgodnie z założeniami - stać się ma nieproduktywną enklawą tonącą w ciszy, sprzyjającą przetrwaniu roślinnych unikatów typu: kanokcica serpentynowa, cis pospolity, zdrojek źródlany, tojad sudecki, dzwonek brodaty, szafirek miękkolistny, turzyca pchla, kukułka bzowa czy wyblin jednolistny. Poza Masywem Śnieżnika i niekiedy niektórymi rejonami Polski nie spotka się ich nigdzie.

WKROCZĄ KŁOPOTY

     Leśnicy nie wyobrażają sobie swojej nieobecności w południowo-wschodniej części ziemi kłodzkiej. Wskazują na problemy, które pojawią się z chwilą ich odejścia. Przede wszystkim pracę straci około tysiąca osób bezpośrednio lub pośrednio zatrudnionych w tych trzech nadleśnictwach. Warunki ekonomiczne pogorszą się natomiast czterokrotnie większej populacji. Nie da się jej zapewnić nowych miejsc pracy, gdyż po prostu ich tutaj nie ma. Równocześnie załamie się proces przebudowy drzewostanu w lasach, nasili zaś zagrożenie ze strony szkodników, które w źle skonstruowanych przepisach znajdą dla siebie sojusznika. Brudnica mniszka czy wskaźnica modrzewianeczka będą mogły pałaszować nawet te okazy, które posadzono zaledwie niedawno. W niekontrolowany sposób powiększy się populacja dzikiej zwierzyny. Koła łowieckie przestaną być potrzebne w takiej ilości, a te które pozostaną - na pewno ograniczą swoją działalność. Ten stan rzeczy niesie sobą przekroczenie pojemności zwierzęcego terytorium, zwiększa ryzyko zapadalności na niebezpieczne choroby. - Jeśli ten obszar stanie się szczególnie chronionym, to diametralnie zmienią się jego uwarunkowania - zauważa zastępca nadleśniczego ze Strachocina Grażyna Kubisiak. - Będziemy mieć do czynienia z wielkim parkiem narodowym, w którym poważnie jest ograniczona swoboda ludzi. Nie przyroda będzie dla człowieka, tylko człowiek dla przyrody.

UNIJNE RYGORY

     W krajach Unii Europejskiej ciągle aktualny jest traktat ustanawiający Europejską Wspólnotę Gospodarczą, w tym jego zapisy w sprawie ochrony siedlisk naturalnych oraz dzikiej flory i fauny. Jest on implikowany tym, iż zwiększa się zagrożenie dla przetrwania fauny i flory będących częścią dziedzictwa przyrodniczego. Dlatego też dla ich wyraźnej ochrony stworzona została spójna europejska sieć ekologiczna, którą systematycznie się rozbudowuje o nowe miejsca. Wyznaczają je i opisują władze państw aspirujących do UE, ale i ona sama może wskazać interesujące ją terytorium. Artykuł 6. dyrektywy Rady EWG z maja 1992 r. w sprawie ochrony siedlisk naturalnych oraz dzikiej fauny i flory określa, że dla specjalnych obszarów ochrony państwa członkowskie określają konieczne działania ochronne obejmujące, jeśli zaistnieje taka potrzeba, odpowiednie plany zagospodarowania opracowane specjalnie dla tych obiektów bądź zintegrowane z innymi planami rozwoju, oraz odpowiednie działania prawne, administracyjne lub oparte na dobrowolnych umowach, korespondujące z ekologicznymi wymaganiami rodzajów siedlisk naturalnych. 

     Dalej mówi się o podejmowaniu stosownych działań, które mają powstrzymać dalszą degradację owych siedlisk oraz przypadki płoszenia ochranianych gatunków i konieczności otrzymywania zgody władz krajowych na jakąkolwiek ingerencję w siedlisko. Oznacza to, że lokalne plany dotyczące zagospodarowania takiego obszaru podlegać będą poważnemu ograniczeniu. A już na pewno w przypadku, gdyby pewne przedsięwzięcia chciano realizować przy udziale funduszy unijnych. W art. 8 cytowanego traktatu mówi się wyraźnie, że państwa członkowskie powstrzymają się od współfinansowania nowych działań zagrażających środowisku.

KRAINA BEZNADZIEI?

     Przekładając na bardziej prosty język wszystkie naukowe dywagacje wypływające z zapisów dyrektywy, można powiedzieć jedno: w Masywie Śnieżnika nie da się w przyszłości czuć zbyt swobodnie. - Nie będzie można zebrać jagody, zerwać grzybka, zabrać nieco chrustu - podkreśla G. Kubisiak. - A przecież często w sezonie lasy dawały w ten sposób chleb wielu ludziom. To poważne niebezpieczeństwo dla nich, jeżeli ten ekosytem tu zafunkcjonuje. Sekretarz miasta Dariusz Chromiec ze Stronia Śląskiego zwraca uwagę, że przez ostatnie lata władze lokalne podjęły ogromne wysiłki na rzecz uczynienia gminy bardziej atrakcyjną turystycznie. Stosowna polityka ekonomiczna, wspieranie inwestycji pozwoliły ruszyć ośrodkowi „Czarna Góra”, rozwinąć się dziesiątkom pensjonatów i hoteli, stworzyć koncepcje dalszego rozwoju.

     - Zamierzamy przecież wybudować wieżę widokową i gondolę na Śnieżnik, powstać mają kolejne wyciągi narciarskie, nowe trasy piesze i rowerowe. Czyżby to wszystko miało się nie spełnić? - zastanawia się głośno. - Wejście w życie przepisu ustanawiającego obszar śnieżnicki szczególnie chronionym skomplikowałoby bardzo życie w uzdrowisku i wokół niego - martwi się natomiast burmistrz Lądka Zdroju Adam Szmidt. - Oferta rekreacyjna i kulturowa, adresowana do gości, stopniałaby znacznie, co w konsekwencji skutkowałoby spadkiem przyjazdów. Przecież kuracjusze tu przyjeżdżający muszą gdzieś chodzić i biegać, bo dominuje specjalizacja leczenia narządów ruchu. Jeden z najładniejszych widokowo i zasobnych w doznania terenów ziemi kłodzkiej na pewno pozostaje oczkiem w głowie państwowych i europejskich ekologów. I temu tubylcy się nie dziwią. Jednak troszcząc się o swoje losy nie chcą oni stać się elementami skansenu, których postępowanie będzie wytyczane z pozycji Brukseli czy Warszawy. Oni żyją z tego terenu i jego bogactw. Są też przekonani, że - jak dotychczas - można utrzymać na nim symbiozę człowieka i przyrody. Dlatego pomysłowi mówią: nie!

(bień)

Tekst ukazał się w tygodniku Euroregio Glacensis nr 6/2003

drukuj drukuj
« powrót
Dodano: 2005-05-15, godz. 18:15, Odwiedzin: 5114
Komentarze
Cyprian Skała 2005-10-04 11:39
Z tego co mi wiadomo obszar ostoi ma mieć niespełna 16 tys. ha, a nie 20 tys. i ma obejmować najcenniejsze przyrodniczo partie Masywu Śnieżnika i Gór Bialskich - w ogóle najlepiej pod względem ekologicznym zachowane fragmenty Sudetów. Nie wiedzę w tym nic przerażającego. Jeżeli straszy się turystów, że nie zobaczą murarzy wznoszących pensjonaty, to jest to argument cokolwiek bałamutny, a wręcz zabawny. Granice ostoi obejmują głównie wysokie góry i leśne głusze, gdzie i tak nikt nie będzie budował pensjonatów (chyba że panowie leśniczy, mają już jakieś plany związane ze zmianą przenzaczenia gruntów?). Poza tym w regionie tym zwyczajnie nie ma aż tak wielkiego popytu na usługi hotelarskie żeby nagle miało tu dojść do szalonego boomu budowlanego - rezerwy terenów i potencjalnych obiektów zresztą istnieją w ramach już istniejących "centrów" turystycznych w Miedzygórzu, Kletnie i ich okolicach. Poza tym lepiej zapoznać się z założeniami programu Natura 2000 ( http://www.eko.org.pl/natura2000) niż straszyć ludzi, że będą musieli chodzić na paluszkach. Rozumiem żal lesników, że turyści nie usłyszą pracujących drwali ale ja, jako turysta bez bólu zgodzę się na tę niedogodność, szczególnie w Sudetach Wschodnich (gdzie i tak, mam wrażenie, że ostatnio drwale jakoś z impetem ruszyli do dzieła, np. koło Bielic -czyżby chcieli uprzedzić powstanie ostoi?).pozdrawiam wszystkich i trzymam kciuki za nasze najdziksze kawałki Sudetów. Chciałbym żeby moja córka też mogła się nimi cieszyć (nie pensjonatami i nieodgłosami wyrębów, ale górami po prostu)...
Dodaj swój komentarz
Aby dodać komentarz musisz być zalogowany na stronie
0.0823769569