http://www.alpenski.pl
Szanowni Państwo! Niniejsza strona to archiwum Serwisu NaszeSudety.pl... Po najnowsze informacje z Sudetów zapraszamy na www.naszesudety.pl
 
mapa serwisu  mapa serwisu
facebook

Polecamy

Artykuły

''Strzałą Sudetów'' do Imbramowic

     Czy znacie określenie "Strzała Sudetów"? Zapewne nieraz jechaliście żółto-niebieskim pociągiem relacji Wrocław-Jelenia Góra. To jest właśnie to! Oficjalnie 3 godziny z hakiem, w rzeczywistości ponad 4, a z przesiadką do Szklarskiej ponad 6. Dłużej niż podróż z Warszawy do Ankary z godzinnym opóźnieniem w Istambule... Przyjemność tę jednak musi zaliczyć każdy niskobudżetowy turysta, który chce dostać się ze stolicy Dolnego Śląska w Karkonosze, Góry Kaczawskie, Wałbrzyskie czy Izerskie. Szanujący się górski powsinoga zaczyna spoglądać za okno dopiero po minięciu Świebodzic. Ja jednak ośmielę się zaproponować co innego: spróbujcie przełamać swoją niechęć do płaskiego krajobrazu i wysiądźcie ze Strzały Sudetów zaledwie po trzech kwadransach od opuszczenia Wrocka. Miejscowość nazywa się Imbramowice.

     Szliśmy sobie drogą polną w trójkę - Policjant, Marcinek i ja. W plecakach pobrzękiwał sobie wesoło "niezbędny sprzęt każdego turysty" tzn. młotki, łomy, łopaty oraz miętosiły się zebrane przed momentem jabłucha. Przed nami wyłaniał się stopniowo zza pagórka zalew mietkowski oraz nasza dolnośląska ceprostrada tzn. Masyw Ślęży. Za plecami, po północnej stronie, została niziutka, lecz porośnięta całkiem poważnym lasem Pyszczyńska Góra. Kawałeczek przed siebie, potem przez rów, trochę pod górkę oraz kilkadziesiąt metrów miedzą i stanęliśmy na brzegu czegoś, co spokojnie mogłoby robić za okop dla Rudego 102. Aż dziw brał, że w czasie poprzedniego rekonesansu, przeprowadzonego z Marcinkiem nie znaleźliśmy tej jamy. Była to robota Policjanta, który w ciągu poprzednich 3 lat w zasadzie solo kopał tę dziurę, wyciągając kilkaset kilo szczotek kwarcowych, tworząc kolekcję bijącą na głowę wszystko, co jest w polskich muzeach geologicznych. Mieliśmy dostąpić zaszczytu poszukiwania minerałów razem z Nim. Jako "gospodarz" sztolni stał teraz na jej krawędzi z satysfakcją patrząc na nasze miny. O okazach znalezionych w poprzednich latach dobitnie świadczył materiał wyrzucony na hałdę - to co tam leżało jako gruz było lepsze od najładniejszych kryształów, które do tej pory sam znalazłem. Miejsce było piękne - w narożniku lasku, zacienione, ale z dala od mietkowskich komarów.


     Zrzuciliśmy plecaki i wyjęliśmy jakieś narzędzia, przygotowując się na poważne kopanie. Początkowo nie zwracaliśmy uwagi na pyrkot jakiegoś traktora dochodzący od strony drogi, którą przyszliśmy. W końcu jednak spojrzeliśmy w tamtą stronę. Osłupieliśmy - w poprzek zaoranych skib, na najwyższych obrotach szarżował na nas wyrób fabryki w Ursusie. W fotelu podskakiwała postać w berecie z antenką i gumofilcach. Przeprowadzoną później wymianę zdań przemilczę w trosce o najmłodszych czytelników TD. Najśmieszniejsze było to, że przez poprzednie 3 lata panu traktorzyście nie przeszkadzało, że ktoś sobie kopał dołek obok jego pola. Dzięki tej akcji wyrobił sobie przydomek Pan Burak, jednak dla nas była to niewielka pociecha. Trzeba było się przenieść.
 

     Już nawet nie pamiętam, czy tamtym razem coś znaleźliśmy czy nie. Właściciel pola obok okazał się człowiekiem znacznie miej konfliktowym więc można było szukać kryształów do woli, a nawet przekopywać już wschodzące uprawy. W każdym razie, w ciągu następnych dwóch lat zdarzało mi się wracać z dwoma plecakami pełnymi okazów mineralogicznych, zdarzało się przywozić całe zbiory w jednej kieszeni. Wykopaliśmy również stare palenisko z potłuczonymi glinianymi naczyniami oraz poniemiecki system drenujący. Zdarzało się przebijać przez 15 centymetrowa warstwę zmrożonej gleby, zdarzało się kopanie w śniegu jak i przerzucanie półpłynnego błota. Tak to już w tym "sporcie" jest. I to właśnie jest piękne. Oczywiście nikogo nie namawiam do kopania dołków. Zdaję sobie sprawę, że nie dla wszystkich taki sposób spędzania wolnego czasu jest atrakcyjny. Warto jednak choćby przejść się po świeżo zaoranych i przemytych deszczem polach wzdłuż skarpy w NW narożniku zbiornika mietkowskiego. Często można znaleźć całkiem ładne kryształy kwarcu, nie gorsze od tych na zdjęciach, leżące luźno na ziemi. Zresztą wielu starych wyjadaczy mineralogicznych tak właśnie zbiera i często mają ładniejsze okazy od takich jak ja "kopaczy". Miejsce jest warte odwiedzenia szczególnie jesienią, gdy na Mietkowie odpoczywają ptaki w czasie swoich wędrówek na południe. Jak żyję nie widziałem większych stad dzikich gęsi... A kanie (grzyby, nie ptaki) rosną jak parasole!

 


     Zamiast Strzałą Sudetów można spokojnie dojechać tam również na rowerze. Z Wrocławia są to dokładnie 42 kilometry, czyli idealny dystans na jednodniową wyprawę. A na miejscu piknik i spacer po polach - coś na pewno znajdziecie. 
Aha, i jeszcze jedno. Gdyby ktoś znalazł w lasku na skarpie ruszt od grilla to proszę odesłać go na adres redakcji...


DIOPSYD
"Turysta Dolnośląski"
 


Na zdjęciach:
1. Dwustronnie zakończony okaz kryształu górskiego
Fot. Marcin Dąbrowski
2. Takie okazy można zbierać prosto z ziemi
Fot. Marcin Dąbrowski
3. Rodzinka kryształów kwarcu
Fot. Marcin Dąbrowski
4. Wiosenna orka w wykonaniu Marcinka. To wtedy znaleźliśmy okazy z pozostałych zdjęć
drukuj drukuj
« powrót
Dodano: 2005-05-15, godz. 17:50, Odwiedzin: 7039
Komentarze
mietek mieczko 2005-07-07 09:06
Myślę że coś ten teren z moją osobą łączy prawda ???
Romuald Kosina 2010-02-11 17:50
Opis wycieczki jest datowany na maj 2005 roku, zatem dawno temu. Pomimo tej odległości w czasie skomentuję jednak te doświadczenia p. Marcina i kolegów. Wiem z własnego doświadczenia, że geologia i minerały "wciągają". Patrząc na zdjęcie, na wielką dziurę w ziemi, na rozkopane zasiewy, na inne stanowiska mineralogiczne eksploatowane do ostatniego kamyczka (vide: stan zasobów agatów na Pogórzu Kaczawskim) i niszczone doszczętnie całe otoczenie, chcę głośno i wyraźnie powiedzieć: Protestuję!!! przeciwko takiej dewastacji środowiska!!! Dowodzi to nie tylko zupełnej beztroski o otaczający nas świat, ale w przypadku kolekcjonera, zupełnego nieprzestrzegania kodeksu zbieracza!!! Kodeksy takie były wielokrotnie publikowane przez zawodowych geologów i mineralogów.
Jako kolekcjoner skał i minerałów czuję się w najwyższym stopniu zawstydzony postawą niejako "kolegi po fachu", który pisze o całym plecaku zebranych okazów. Po co tyle? Do kolekcji? Nie wierzę!
Panie Marcinie, na przyszłość proszę odróżniać pozyskiwanie okazów w czynnych lub nieczynnych kamieniołomach lub kopalniach od rabunku nowych stanowisk.
Jak Pan słusznie zauważył, "starzy wyjadacze" mają inne sposoby na znalezienie ciekawego okazu. Można szukać tam, gdzie trwają jakieś roboty ziemne, gdzie człowiek i tak dokonuje dewastacji, ot choćby w porcie Mietków, na hałdach odrzutów z pogłębiarek.
Poza tym, mały okaz mineralogiczny jest równie piękny, jak potężny kryształ.
Uwaga moja ma charakter ogólny i wynika z troski o zachowanie zasobów naturalnych naszego kraju.
Dodaj swój komentarz
Aby dodać komentarz musisz być zalogowany na stronie
0.0860478878