http://www.ksiegarnia.naszesudety.pl
Szanowni Państwo! Niniejsza strona to archiwum Serwisu NaszeSudety.pl... Po najnowsze informacje z Sudetów zapraszamy na www.naszesudety.pl
 
mapa serwisu  mapa serwisu
facebook

Polecamy

Artykuły

Wielkie gotowanie w Dusznikach Zdroju

    Kapuśniak na wędzonce z ziemniakami – taką potrawę przygotował w Dusznikach Zdroju wraz ze swymi kolegami Robert Sowa, szef kuchni Hotelu Jan III Sobieski i kucharz polskiej reprezantacji piłkarskiej. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że garnek miał pojemność pięciu tysięcy litrów, a za łyżkę do mieszania służyło... wiosło.

     Program 1 Polskiego Radia w ramach Lata z Radiem organizuje w czasie wakacji w całym kraju spotkania pod wspólnym tytułem „Wielkie Gotowanie – Lato, Winiary i Ty!”. Ideą imprezy jest, aby w każdym miejscu przygotować charakterystyczną dla danego regionu potrawę i doskonale się przy tym bawić, słuchając dobrej muzyki i biorąc udział w licznych konkursach. 20 lipca Wielkie Gotowanie zawitało do Dusznik Zdroju, uroczej miejscowości położonej na pograniczu Gór Stołowych i Bystrzyckich, gdzie na stadionie miejskim, na dawnych łąkach poborowinowych, ustawiło się swoiste miasteczko, pełne wesołych kolorów, namiotów i dmuchanych zamków dla dzieci.

     Duszniki Zdrój stanowią bardzo popularne miejsce na Ziemi Kłodzkiej. Na tyle popularne, że często pojawiają się we wrocławskich wiadomościach, nieszczęśliwie jednak równie często sytuowane przez lokalnego korespondenta w Kotlinie Kłodzkiej. Atrakcji tutaj jest sporo i każdy turysta z pewnością wyjedzie stąd pełen wrażeń. Skarbem samym w sobie są otaczające miasto góry – Stołowe z piaskowcowymi wytworami natury i Bystrzyckie z torfowiskami i gęstą siecią leśnych dróg i szlaków. O szlaki turystyczne w okolicy dbają zarówno władze miasta, jak i organizacje pozarządowe. Prężnie działa Informacja Turystyczna mająca swą siedzibę w Rynku. Można tam dowiedzieć się czegoś o okolicznych osobliwościach, a także otrzymać adres interesującego nas noclegu i zapoznać się z możliwościami wędrowania po okolicy.

     W samym mieście warto zobaczyć Muzeum Papiernictwa ulokowane w zabytkowym młynie z początku XVII wieku z ekspozycją prezentującą w ciekawy sposób historię papiernictwa, poza tym można tutaj zobaczyć poszczególne fazy produkcji papieru czerpanego, a nawet samemu go wyprodukować. W kościele św. św. Piotra i Pawła zwraca uwagę bogate wyposażenie, zwłaszcza ambona w kształcie wieloryba – jest to jedna z trzech ambon na Dolnym Śląsku nawiązująca do tematyki marynistycznej. Na niedaleko położonym Wzgórzu Rozalii stoi kaplica Świętej Trójcy z XVII wieku, mieszcząca obecnie Muzeum Festiwali Chopinowskich, a po zwiedzeniu miasta, warto jeszcze udać się na krótki spacer do Zdroju, gdzie w pięknym parku znajdują się budynki pijalni wód i dworek Chopina, gdzie odbywają się Festiwale Chopinowskie.

     Wróćmy jednak do Wielkiego Gotowania, które na sobotnie popołudnie ściągnęło turystów z okolicznych miejscowości, a nawet spoza Ziemi Kłodzkiej. Pierwsze wielkie TIR-y zajechały do Dusznik w piątkowy ranek. Ciszę uśpionego, trochę sennego o tej porze miasteczka przerwał ryk motorów potężnych dieslowskich silników i nieco mniejszych samochodów dostawczych. Ledwo ustawiły się samochody, już zaczęto rozstawiać scenę, nagłośnienie i poszczególne stragany, w których znalazły swoje miejsce Winiary, piwo Królewskie i Nescafe.

     Kilkanaście godzin później było już po wszystkim i wieczorem na stadionie stanęło miasteczko namiotów. Ustawiono też głównego bohatera – ogromny garnek o pojemności 5000 litrów, który czekał na swe kolejne wielkie chwile. Wykonany został z jednego arkusza blachy i waży 600 kilogramów, a z całym paleniskiem grubo ponad tonę. Ma blisko dwa i pół metra średnicy i wysokość dwóch metrów. Zmieściłoby się w nim pół wywrotki marchewki. Według zapewnień Zygmunta Chajzera jest to największy garnek w Europie.

     Zapadła noc i wokół znów zrobiło się cicho, ale nie na długo, ponieważ jeszcze w egipskich ciemnościach zbliżyli się do garnka ludzie. Ich zadaniem było rozpalić ogień i co najważniejsze podtrzymać go przez kilka godzin, by zagotować wodę. Nalano ją wcześniej, jeszcze poprzedniego dnia i dzięki dobremu ciśnieniu zajęło to zaledwie 4 godziny, gdy w innych miejscach, gdzie odbywało się Wielkie Gotowanie nawet 6. Projektant garnka obliczył, że zagotowanie wody zajmie 10 godzin, ekipie Lata z Radiem za pierwszym razem udała się ta sztuka w 7 godzin, a w Dusznikach nawet w 5 godzin!

     Wielkie Gotowanie za każdym razem rozpoczyna ekipa, która stoi w cieniu imprezy. Aby kucharze mogli przystąpić do pracy, najpierw trzeba zagotować wodę. Pierwsza zapałka zapalana jest, gdy wszyscy wokół jeszcze śpią. W Dusznikach z zapaleniem ognia był kłopot, bo miejsce imprezy leżało w niecce otoczonej zewsząd pagórkami i nad ranem wszystko było mokre od rosy, włącznie z papierem mającym pomóc w rozpaleniu ognia. Jednak doświadczenie zdobyte podczas poprzednich gotowań wzięło górę nad przeciwnościami i po kilkunastu minutach pojawiły się pierwsze języki ognia. No a dalej już było łatwo. Tylko oczy kleiły się z braku snu.

Kilka tysięcy litrów już wrze     O godzinie 6 rano kilka tysięcy litrów wrzało już w kotle i czekało na kucharzy pod wodzą Roberta Sowy. Na platformie jednego z TIR-ów przygotowane były warzywa, mięso i przyprawy. Wkrótce też zaczęło się Wielkie Gotowanie. Zaciekawieni ludzie, spacerujący po okolicy,  co chwilę podchodzili w pobliże garnka, w którym lądowały kolejne składniki zupy w ilościach wręcz zadziwiających. Niesamowite wrażenie robiły też sztućce używane do mieszania zupy w kształcie długich, dwumetrowych wioseł i czerpaki o pojemności kilkunastu litrów.

     Wczesnym popołudniem spotkałem kucharzy w pobliskiej restauracji pana Janusza Pietraszka, słynnej z doskonałych dań kuchni włoskiej. Warto tutaj zajrzeć przy okazji pobytu w Dusznikach i zamówić jedną z kilkudziesięciu rodzajów pizzy, czy kilkunastu sałatek. Pozytywne wrażenia smakowe gwarantowane. Najlepszą jednak reklamą restauracji „ERATO” niech będzie pobyt w niej kucharzy Lata z Radiem, którzy się w niej żywili. Przysiadłem się do nich i zapytałem, jak się robi kapuśniak?

     – To bardzo proste – odpowiedział mi Robert Sowa. – Należy zagotować cztery tysiące litrów wody, po czym dodawać kolejno składniki potrzebne do uwarzenia kapuśniaku, a mianowicie: 60 kg bulionu jarzynowego, 20 kg bulionu grzybowego, 200 kg wędzonego boczku, 200 kg wędzonych żeberek, 60 kg podsmażanej cebuli, 300 kg kiszonej kapusty, 300 kg świeżej białej kapusty, pół tony ziemniaków i 700 kg włoszczyzny. Doprawić to należy 40 kg przecieru pomidorowego i 15 kg przypraw. To wszystko. Prawda, że proste?

     Może i proste, ale ilości użytych składników porażają swoją masą. Wszak to grubo ponad 2 tony produktów. Już samo ich przygotowanie graniczy z masochizmem, na szczęście są firmy, które się tym zajmują i nie było potrzeby obierania 500 kilogramów ziemniaków, chociaż może żołnierze z niedaleko położonej Ostrej Góry uporaliby się z tym? Tak, czy inaczej zawartość kolejnych worków lądowała szybko w garze i krótko przed oficjalnym rozpoczęciem imprezy zupa była gotowa.

Zygmunt Chajzer rozpoczyna imprezę     Tuż przed godziną szesnastą z potężnych głośników rozległ się dźwięk rozpoczynający od wielu lat audycję, znany wszystkim słuchaczom Lata z Radiem – polka Dziadek, nieznanego autora, a raczej, jak mi powiedział Roman Czejarek, kilkudziesięciu nieznanych autorów, bo tylu mniej więcej podpisuje się pod jej autorstwem. Chwilę później na scenie pojawili się ubrani w śnieżnobiałe kostiumy, przypominające stroje kucharzy, Zygmunt Chajzer i Roman Czejarek, którzy już do końca zabawiali publiczność i prowadzili liczne konkursy.

     A konkursów było bardzo dużo i co najważniejsze – nagrody w nich były niezwykle cenne: rowery, komplety garnków, discmany, sprzęt AGD i nagrody pocieszenia składające się z upominków poszczególnych sponsorów. Zaczęło się od rzucania kostkami rosołowymi Winiar, potem było smażenie gumowych naleśników, polegające na ich podrzucaniu z obrotem w powietrzu i wreszcie karmienie panów przez ich żony, co byłoby łatwe, gdyby nie zawiązane oczy karmiących. Najwięcej jednak emocji i śmiechu wzbudził konkurs jak najdłuższego wypowiadania słowa „lato” przez dzieci i próba spikerska przeznaczona dla ich tatusiów. Dzieci radziły sobie różnie, niektóre przedłużały ostatnią sylabę nawet do dwudziestu sekund, a innym z powodu tremy i emocji, brakowało tchu już po kilku sekundach. Tatusiowie mieli trudniejsze zadanie, polegające na jak najszybszym i z jak najmniejszą ilością błędów, przeczytaniu tekstu, przy którym znane wszystkim „chrząszcz brzmi w trzcinie” jest językową zabawą.

     Spróbujcie zresztą sami:
„Więc cóż, że ze Szwecji spod wiejskich strzech szło Czechów trzech? Nie w Strzebrzeszynie ani w Pszczynie. Wprawdzie posprzeczali się przaśni przasnyszanie o suchą szosę, ale lojalna Jola nie alienując się założyła korale koloru koralowego. Wypatrzyła naddniestrzańskiego prestidigitatora, który włączając się w przedbiegach biegów przez grząskie grządki poprzecznie grzęznął. Zagrzmiało, zawrzało i... było już po tym upiornym sprawdzianie spikerskim!!!”

     Potem przenieśliśmy się w świat reklam piwa Królewskie, które posłużyły za eliminacje do konkursu śpiewaczego. Pytania były proste, ale wielu zawodnikom sprawiły trochę problemów. Trzeba było wiedzieć, co bohaterowie reklamy robią, aby urwać się sprzed telewizora, w którym ich żony oglądają południowoamerykańskie seriale (zakłócają odbiór i idą na dach naprawiać antenę), co mówi jeden z nich, gdy wraca do domu, cały umorusany w błocie („strzeliłem trzy”), czy wreszcie jaka kwestia pada przy trzepaku („trzepniemy po jednym?”). Panowie, którzy przeszli eliminacje musieli zaśpiewać razem z zespołem Żuki piosenkę „Do przerwy 0:1” z refrenem „przygoda, przygoda – każdej chwili szkoda...” znanym z reklamy Królewskiego.

     Zespół Żuki wystąpił przed dusznicką publicznością kilka razy, w przerwach między konkursami. Zagrał między innymi piosenki Krzysztofa Klenczona i Czerwonych Gitar, The Rolling Stones i The Beatles. Wiele było tutaj przebojów, ale niektóre z piosenek miały zbyt dynamiczny charakter i dodane chyba do maksimum basy dawały efekt nieustannego dudnienia i przeszkadzały w odbiorze. Mimo to, publiczność bawiła się znakomicie, zwłaszcza że wokół pełno było stoisk z goframi, cukrową watą, grillowanymi kiełbaskami i piwem oraz kawą.

     O godzinie 16.25 rozpoczęto wydawanie zupy. Z ogromnego kotła do mniejszych garnków była ona wlewana poprzez grubą rurę, zamontowaną tuż nad dnem kotła. Strumień gorącej zupy szybko napełniał garnki, które w chwilę później lądowały na stołach, gdzie już czekały piękne dziewczęta ubrane w firmowe stroje Winiar. Każda z podchodzących osób dostawała spory kubek zupy, łyżkę i serwetkę. Zdarzały się osoby z termosami i garnkami, które chciały w ten łatwy sposób zagwarantować swej rodzinie obiad. Każdy otrzymał tyle, ile chciał.

     W sumie rozdano 17 tysięcy porcji, a więc kilka razy więcej niż Duszniki Zdrój liczą mieszkańców. To, że w rekordowo krótkim czasie pokazało się dno kotła, świadczy o tym, że Robert Sowa wraz z Marcinem Markowskim, Krzysztofem Baranowskim i Arturem Woszczyńskim przygotowali naprawdę pyszny kapuśniak, co niniejszym mogę potwierdzić i że wszystkim on smakował. Nic dziwnego, wszak gotowali go mistrzowie. Biały kubek był najpopularniejszym tego dnia przedmiotem w Dusznikach.

     Podczas nalewania zupy nie obyło się niestety bez lekkiego poparzenia ręki jednego z kucharzy. Szybka reakcja pani pielęgniarki pozwoliła jednak uniknąć jakichś powikłań i wszystko skończyło się na małym opatrunku. Służba medyczna nie miała tego dnia wiele pracy, bo oprócz poparzenia, wydarzyły się tylko dwa przypadki zasłabnięcia wśród publiczności. Na stanowisku medycznym zauważyłem też najnowszy numer Playboya, który zapewne był tutaj, aby podnieść ciśnienie zagrożonym zasłabnięciem panom. Na stole leżał jednak tylko kilkanaście minut, bo po zejściu ze sceny, zabrał go Zygmunt Chajzer i oddalił się w nieznanym kierunku.

Renata Dąbkowska podczas występu     Cały czas oczywiście grała muzyka i trwały konkursy, nie tylko na estradzie, ale również przy stoiskach Winiar i Nescafe. Na głównej scenie, po Żukach wystąpiła Renata Dąbkowska, do niedawna jeszcze wokalistka zespołu Sixteen, który jak nagle się pojawił na polskiej scenie muzycznej, tak też zniknął z niej, na dodatek w atmosferze niejasności i nie do końca wyjaśnionych okoliczności. Występ artystki był z pewnością najlepszą częścią imprezy. Renata Dąbkowska szybko nawiązała kontakt z publicznością, a jej pełne radości piosenki spodobały się wszystkim. Na dodatek ma ona w sobie wiele energii i momentami pełno jej było wszędzie na całej scenie.

– Czy jedliście już zupę? – zapytała w pewnym momencie
– Taaaak!!! – wyrwało się z kilkuset gardeł
– I co? Smakowała Wam?
– Taaaak!!! – znowu usłyszała artystka
– A czy to regionalna Wasza potrawa?
– NIE!!! – ta odpowiedź bardzo ją zdziwiła, do tego stopnia, że zapytała samą siebie, ale na tyle głośno, że mikrofony przeniosły jej głos do aparatury nagłaśniającej – „To skąd oni wzięli tę zupę?”

     Na zakończenie wystąpić miał Krzysztof Krawczyk. Jego występ stanął w pewnym momencie pod znakiem zapytania, a przynajmniej jego punktualność, bowiem nagle na scenę wszedł jeden ze spikerów i oznajmił, że ktoś zatarasował drogę dojazdową do stadionu swoim autem i artysta nie może przejechać. Już, już szykowała się szybka akcja usuwania zawalidrogi, ale na szczęście znalazł się właściciel auta i po chwili Krawczyk dotarł szczęśliwie do stadionu. Jego występ trwał ponad godzinę, przeplatany przekomarzaniem się z jednym z muzyków, co było o tyle mało śmieszne, że dość trywialne w swojej formie. Nadrabiano jednak muzyką, a zwłaszcza przebojami, takimi jak „Parostatek”, czy „Mój przyjacielu”. Generalnie występ był udany, a sztuczny dym wydobywający się zza muzyków dodawał im tajemniczości i stwarzał niesamowite poświaty, podświetlany od tyłu różnokolorowymi reflektorami.

     Był to ostatni punkt programu. Po nim nastąpiła jeszcze krótka, bo zaledwie półgodzinna dyskoteka prowadzona przez DJ Ucho w sposób dość dowcipny i zajmujący. Na początek zaś puszczono piosenkę poświęconą Romanowi Czejarkowi, w której w refrenie pojawiały się słowa „zupa romana”. Cała impreza została zakończona krótko przed godziną 23.00, ale stragany z piwem i jedzeniem funkcjonowały jeszcze dłuższy czas.

     Nazajutrz, bladym świtem, pojawili się na murawie stadionu „czyściciele”, szukając zgubionych przez publiczność przedmiotów. Na szczęście po ich reakcjach można było wywnioskować, że tym razem widzowie okazali się nad wyraz ostrożni i nie gubili cennych przedmiotów, nie licząc drobnych monet i nic nie wartych w oczach szukających gazet „Moje gotowanie”. Kilka godzin później pojawiła się ekipa sprzątająca i wkrótce trawa nie była upstrzona białymi plamkami kubków, torebek, tacek i innych śmieci.

     „Wielkie Gotowanie – Lato, Winiary i Ty!” okazało się być imprezą nadzwyczaj udaną. W czasie kilku godzin jej trwania przewinęło się przez stadion w Dusznikach Zdroju kilka tysięcy ludzi, przynajmniej tyle ile miasto liczy sobie mieszkańców. Widzowie zjeżdżali się z całej Ziemi Kłodzkiej, a także spoza niej, czasami z miejsc odległych o 150 kilometrów. Z pewnością nie zawiedli się i doskonale bawili. I na koniec wypada zaprosić wszystkich na Wielkie Gotowanie, które odbędzie się 17 sierpnia w Karpaczu. Kucharze przygotują tam żur staropolski z białą kiełbasą i ziemniakami. Smacznego!

Waldemar Brygier

drukuj drukuj
« powrót
Dodano: 2005-05-15, godz. 17:39, Odwiedzin: 5050
Komentarze
Dodaj swój komentarz
Aby dodać komentarz musisz być zalogowany na stronie
0.0675370693