http://www.alpenski.pl
Szanowni Państwo! Niniejsza strona to archiwum Serwisu NaszeSudety.pl... Po najnowsze informacje z Sudetów zapraszamy na www.naszesudety.pl
 
mapa serwisu  mapa serwisu
facebook

Polecamy

Artykuły

Ptasznik z Zachełmia

     Przy szlaku z Zachełmia na Chojnik zainteresowanie wielu turystów wzbudza wielka klatka posadowiona na skarpie. Uważniejsi mają szansę dojrzeć - wśród licznych krzewów - kolorowe, strojne bażanty. To samce przejęte teraz, wiosną, godami. Znacznie trudniej zauważyć szare niepozorne samice, czy mniejsze i równie mało rzucające się w oczy przepiórki. Hodowla Marka Szczęsnego liczy 22 sztuki bażantów - złotych, leśnych (łowieckich) oraz jednego, niepowtarzalnego kolorystycznie mieszańca królewsko-złotego. Przepiórek w zachełmiańskiej zagrodzie żyje dziesięć.

     Wchodzimy do wielkiej klatki. Ptaki wpadają w popłoch. Szczególnie panikują przepiórki. Nerwowo kręcą małymi główkami. Jedna z nich mocno się rozpędza i uderza w siatkę. - Zwykle latają sobie dookoła, teraz są mocno wystraszone, tracą głowę - wyjaśnia pan Marek. Zdecydowanie spokojniej intruza przyjmują bażanty. Spoglądają na mnie z niepokojem, początkowo obchodzą z daleka, ale już po kilku minutach, widząc, że ich żywiciel jest mi życzliwy, jakby zapominają o mojej obecności. Kilka bażantów ma plastikowe nakładki na dziobach zasłaniających im oczy. - To dla bezpieczeństwa. W czasie godów ptaki są często agresywne wobec siebie - potrafią się skrzywdzić (jednego łagodniejszej natury omal nie zadziobały w zagrodzie pana Marka). Plastikowe zasłonki powodują, że ptaki nie widzą niczego przed sobą, a mogą patrzeć tylko na boki. W tej sytuacji nikomu walczyć się nie chce.

     Bażant królewsko-złoty z pasją oddaje się swoim godowym zwyczajom. Obiega dookoła szarą wybrankę. Ta próbuje gdzieś umknąć, ale kogut intensyfikuje działania - wykłada skrzydło na dół, stawia piórka koło szyi, tzw. pelerynkę. Jest piękny. Samiczka jakby znowu tego nie dostrzega, próbuje się wydostać z kręgu zatoczonego przez amanta. Absztyfikant już po chwili zdaje się zdradzać skłonność do związków równoległych. Obskakuje z podobnym zacięciem inną szarą samiczkę. Pan Marek uspokaja, że to tylko przelotny, nic nieznaczący flirt. Liczy się tylko ta pierwsza.

     Gospodarz bażanciej i przepiórczej zagrody w Zachełmiu z ptakami związany jest od dzieciństwa. Gdy jeszcze mieszkał w Szklarskiej Porębie, w dzieciństwie, hodował gołębie. Kilka lat temu przyszło mu do głowy, żeby rozpocząć hodowlę dzikiego ptactwa. Zagrody takie widział w Niemczech, gdzie od lat pracuje.

     - Chciałem stworzyć warunki jak najbardziej zbliżone do naturalnych - opowiada. W ptasiej zagrodzie są boksy, na samym wybiegu (a raczej wylocie) jest źródełko wodne, zaaranżowane miejsca do siedzenia z drągów i suchych okorowanych drzewek. Są też nasadzone porzeczki, agrest, winogrona, które to owoce ptaki chętnie zjadają. Nie brakuje też świerków, których spożywanie ma dla ptaków sens higieniczny - połykane elementy gałązek czyszczą przewód pokarmowy, dzięki czemu bażanty skutecznie uniemożliwiają zagnieżdżenie się tam pasożytów.

     Pan Marek sporo wydaje na utrzymanie ptasiej zagrody. Kosztują specjalne karmy z różnorodnymi ziarnami, preparaty na robaki-wampiry, które w nocy wyłażą z zakamarków i upijają ptactwu krwi. Wydawać też trzeba na witaminy, na piasek, który trzeba w boksach stosunkowo często zmieniać. Właściciel tej gromadki nie zważa jednak na koszty. - To przecież hobby - mówi. Już samo przygotowanie klatki i boksów wymagało wiele zachodu. Dolna siatka jest szczególnie wytrzymała i zalana betonem aż do głębokości skały. To sprawia, że żaden lis nie ma szans dotrzeć do ptaków pana Marka. Także drewniany tył boksów jest osiatkowany.

     Obserwacja bażantów i przepiórek sprawia panu Markowi wiele satysfakcji. Uspokaja go. Lubi obserwować, jak godnie kroczą po zagrodzie, czujnie wyciągając szyje i mierząc teren bystrym wzrokiem. Jak podchodzą do niego i jedzą z ręki. Pan Marek nauczył się odkodowywać relacje pomiędzy poszczególnymi osobnikami, przenikać ich charaktery. Wie, który jest zadziorny, który złośliwy, który woli zejść z drogi innym. W swoim domu obok ptasiej zagrody, nie wychodząc na zewnątrz, orientuje się, kiedy nad jego posesję nadlatuje jastrząb. Wtedy bowiem samice chowają się w drewnianym boksie, samce zaś podnoszą bażancie larum. Ptaki drapieżne oczywiście nie mają szans upolować któregoś z podopiecznych pana Marka. Dwa lata temu jeden jastrząb próbował - runął w dół i uderzył w górną siatkę. Zostawił na niej kilka piórek.

   Osobliwą przebiegłością wykazują się przepiórki. Do swoich gniazd w boksach zachodzą jedynie w dzień. W nocy, gdy jest niebezpiecznie, chowają się po zakątkach wybiegu. - Robią tak też w warunkach naturalnych. Śpią poza domem, aby w razie gdy dopadnie je agresor, nie wydać swojego adresu - opowiada gospodarz.

     - Mięso bażancie jest bardzo dobre, ale trzeba je umieć zrobić - uważa właściciel ptasiej zagrody. Próbował też jajek bażancich. Mają bardziej wodniste białko od kurzych - są od nich gorsze. Uwielbia natomiast jaja przepiórcze. O handlu ptasią dziczyzną pan Marek nie myśli w kategoriach biznesu. Przyznaje jednak, że już za rok będzie musiał pozbyć się części ptaków. Najprawdopodobniej przybędzie mu jeszcze w tym czasie ok. osiemdziesięciu sztuk (gody odbywają te ptaki dwa, trzy razy w roku). Klatka tyle nie pomieści. Tym bardziej że bażanty żyją przeciętnie do ośmiu lat.

     W ten sposób prawdopodobnie ptaszarnia zacznie się w jakimś stopniu samofinansować. Za parę ładnych ptaków można dostać do dwustu złotych. Miejscowe koło łowieckie wstępnie wyraziło zainteresowanie zakupem od hodowcy pewnej ilości ptaków. Przy hurcie z pewnością jednak cena będzie niższa.

     Wobec oczywistych ograniczeń ilościowych, ma pan Marek ambicje, aby wzbogacić swoją hodowlę o nowe gatunki. Chciałby zdobyć po parze bażantów czarnych i srebrnych. Przypuszczalnie sprowadzi je z Czech, gdzie hodowle dzikich ptaków są bardzo modne, a i w naturze występują znacznie liczniej niż w Polsce. Będzie też „polował” na zwykłego bażanta łowieckiego, tyle że z białym ringiem na szyi, charakterystyczną obwódką.

     Plany hodowlane Marka Szczęsnego nie ograniczają się do ptactwa. W najbliższym czasie chce zbudować króliczą zagrodę, gdzie te sympatyczne zwierzaki mogłyby w warunkach zbliżonych do naturalnych cieszyć się życiem (dziś kilka sztuk trzyma w tradycyjnej małej klatce). Hodowca myśli też o sarnach i jeleniach, które trzymałby na wykupionym w pobliżu terenie. Choć to oczywiście nie jedyna motywacja, zwierzęta te „kosiłyby” te nieużytki.


Tekst i zdjęcie: Sławomir Sadowski
7 maja 2002 r.
Nowiny Jeleniogórskie

drukuj drukuj
« powrót
Dodano: 2005-05-15, godz. 16:33, Odwiedzin: 9242
Komentarze
Dodaj swój komentarz
Aby dodać komentarz musisz być zalogowany na stronie
0.0765819550