http://www.alpenski.pl
Szanowni Państwo! Niniejsza strona to archiwum Serwisu NaszeSudety.pl... Po najnowsze informacje z Sudetów zapraszamy na www.naszesudety.pl
 
mapa serwisu  mapa serwisu
facebook

Polecamy
Losowy produkt
z BAZARU
Otmuchów, miasto kwiatów

Artykuły

Wiara przenosi góry

    Ten człowiek po Pogórzu Karkonoskim kręci się już od wielu lat, tropiąc, jak twierdzi, wielkie skarby ukryte przez hitlerowską III Rzeszę w Piechowicach, Jagniątkowie, Sosnówce, Głębocku i kilku jeszcze innych miejscach. Z ogromnym, godnym podziwu uporem konsekwentnie stara się o odkrycie tajemnic ostatnich lat, miesięcy i dni wojny, od dawna organizując do tych poszukiwań sporą grupę ludzi. Co prawda, skład tej grupy co jakiś czas ulega zmianie, ale człowiek ten swoją wiarą i pasją widocznie potrafi inspirować ciągle nowych poszukiwaczy skarbów, przekonując ich do podejmowania sporego wysiłku. Tak osobistego, często fizycznego, przy pracach w terenie, jak i finansowego, bo przecież prowadzone z dużą intensywnością badania ktoś stale od nowa finansuje.

    To właśnie skala prowadzonych badań i stosowanie najnowszych technik poszukiwawczych zwróciły ostatnio ponownie uwagę na Władysława Podsibirskiego i jego współpracowników. Wielkie anteny, spora ilość nowoczesnego sprzętu i penetracja równocześnie kilku niezbyt odległych od siebie miejsc spowodowały wzrost zainteresowania i niemal nieustanne podglądanie prowadzonych przez niego robót w terenie. Tak przez amatorów, jak i przez grupy bardziej profesjonalnych poszukiwaczy. Ci ostatni, choć z wielką ostrożnością i sceptycyzmem wypowiadają się o poszukiwaniach Wł. Podsibirskiego, co jakiś czas uważnie obserwują, co on robi. Jak twierdzą, to zwykła ostrożność, bo choć są przekonani, że Wł. Podsibirski szuka tego, co nie istnieje, to jednak wolą co jakiś czas sprawdzić, czy ich przekonanie jest naprawdę słuszne.

    Jak się zdaje, w ostatnich miesiącach część tych obserwatorów straciło pewność co do mitycznego charakteru poszukiwań prowadzonych przez Wł. Podsibirskiego. Skala prowadzonych badań jest rzeczywiście znacząca i pojawiło się przekonanie, że sponsor, który finansuje te badania, musi mieć coś więcej niż tylko przekonanie Wł. Podsibirskiego jako gwarancję sukcesu prowadzonych poszukiwań. To właśnie brak jasnej odpowiedzi na pytanie, czym Wł. Podsibirski przekonał i przekonuje sponsora lub sponsorów, budzi niepokój innych poszukiwaczy. Bo przynajmniej niektórzy z nich wierzą, że sponsor, ponosząc znaczące wydatki, musi mieć jakieś realne gwarancje sukcesu. Zaś sam Wł. Podsibirski, pytany, jak przekonuje sponsora do wydatkowania naprawdę dużych pieniędzy, twierdzi, że to nie jest jego zasługa, tylko wyników badań, które sponsor sam kontroluje i interpretuje. A jest co interpretować, bo w ciągu kilkunastu ostatnich miesięcy sporządzono ponad sto tysięcy metrów bieżących różnego rodzaju profili georadarowych. Co prawda, trudno jest zweryfikować tę informację, ale faktem jest duża skala prowadzonych badań i opasłe tomy mogące zawierać takie profile. Ponieważ mogłem zobaczyć tylko nieliczne, o pozostałych mogę pisać jedynie w trybie warunkowym. Organizator tych badań nie ukrywa, że było i jest wiele takich dni, w których badania kosztują po kilka tysięcy złotych tylko za jeden dzień pracy urządzeń i specjalistów. Niestety, na pytanie, ile już kosztowało badanie okolic Sobiesza, Wł. Podsibirski odpowiada tylko - policz sam, przecież wiesz, od jak dawna tu jestem. Nawet bardzo ostrożny rachunek wykazuje bardzo poważne kwoty...

Marzyciel z koparką?

   
Władysław Podsibirski, o którego poszukiwaniach - wielkiej fabryki ukrytej pod stokami Sobiesza i schowanych tam pociągów zawierających skarby zrabowane z wielu europejskich zbiorów oraz wiele ton złota - prowadzonych od dłuższego czasu w okolicach Piechowic, pisaliśmy już kilka lat temu, wtedy już zapowiadał, że niebawem dojdzie do otwarcia pierwszych wejść i korytarzy, co pozwoli na udowodnienie światu, że skarby ukryte pod Sobieszem istnieją naprawdę. Wł. Podsibirski wielokrotnie pokazywał nawet miejsca, w których podobno wystarczy tylko kilka godzin pracy sprzętu budowlanego, by odsłonić zewnętrzne odcinki korytarzy. To właśnie nowoczesny, ciężki sprzęt - nie dające się ukryć wielkie, bardzo wydajne koparki, ściągnięte na Pogórze i w góry, spowodowały ponowne, żywe zainteresowanie tym, co zamierza odsłaniać ten poszukiwacz. Jak twierdzi Wł. Podsibirski, sprzęt ten był mu potrzebny do rozpoczęcia odkopywania ukryć, których lokalizację dokładnie ustalono dzięki zastosowaniu nowoczesnych urządzeń georadarowych. Zdaniem poszukiwacza do odsłonięcia wejść nie doszło tylko dlatego, że do prac w terenie nie dopuściły władze wojewódzkie, w tym głównie specjalna komisja zajmująca się tego rodzaju sprawami, powołana przez wojewodę dolnośląskiego. Jego zdaniem, głośna kilka miesięcy temu rezygnacja szefa tej komisji z kierowania jej pracami była związana właśnie z brakiem pozwolenia na prace, które zamierzał prowadzić Wł. Podsibirski. Nie ukrywa on zresztą, że ponad półroczny postój maszyn był niezwykle kosztowny i ostatecznie, ponosząc spore wydatki, trzeba je było wycofać z terenu, zanim maszyny zarobiły na siebie. Jak twierdzi, do odsłonięcia wejść nie doszło także dlatego, że on sam stracił zaufanie do poprzedniego rządu i władz wojewódzkich, które, jego zdaniem, były nastawione jedynie na szybkie wyeksploatowanie ewentualnego znaleziska. Tę opinię trudno jest zweryfikować, ale poszukiwacz zapowiada, że z nowym rządem dojdzie na pewno do szybkiego porozumienia. Przy okazji rozmowy na ten temat z wielką swobodą padają z ust Wł. Podsibirskiego nazwiska prominentnych postaci tak rządu J. Buzka, jak i nowego rządu L. Millera. Część tych nazwisk jest, jak twierdzi, związanych z dotychczasowym wstrzymaniem poszukiwań, a część z nadzieją na szybkie porozumienie z nowym rządem i uzyskanie pozwolenia na podjęcie robót w terenie.

    Na Pogórzu Karkonoskim Wł. Podsibirski jest obecny co najmniej od 1977 roku. W tym właśnie roku, 5 marca, jak opowiada, podjął pierwsze poszukiwania i zapłacił za pierwsze informacje. Twierdzi, że od tamtego czasu gromadzi rozległą dokumentację i zbiera wszelkie informacje, dzięki czemu, po latach starań, dysponuje niemal źródłową wiedzą na temat, który go interesuje. Wrażenie, że tak jest, potwierdza każdy, kto miał kiedykolwiek kontakt z tym poszukiwaczem. Jego wiara, zgromadzona wiedza lub też przekonanie o istnieniu podziemnej rzeczywistości są tak wielkie, że potrafi nimi szybko zarazić każdego słuchacza. Nie tylko nowicjusza, bo sile jego argumentacji ulegają także wytrawni poszukiwacze.

Tajemniczy prostokąt

   
Z najnowszych badań przeprowadzonych przez Wł. Podsibirskiego i jego zespół oraz z informacji pochodzących od mieszkających w Niemczech świadków wynika, jak twierdzi ten poszukiwacz, że najwięcej ukryć sporządzono pod koniec wojny na terenie prostokąta, który zamykają: Sobieszów - Michałowice - Jagniątków i Piechowice. Ma tam być ukrytych na powierzchni około 13 km kwadratowych 9 lub 10 transportów kolejowych, które wprowadzono do nieznanej dokładnie ilości tuneli. Kilka innych tuneli - fabrycznych hal - przeznaczono na schowki dla transportów samochodowych, a stosując jeszcze inną procedurę ukryć, sporządzono 62 dodatkowe schowki, w których ukryto setki skrzyń z nieznaną do końca zawartością. Wł. Podsibirski twierdzi też, że odnalazł związane ze sporządzaniem ukryć dokumenty, z których jeden komplet jest podobno schowany w piechowickim podziemiu. Mają one zawierać m.in. szczegółową informację na temat zamaskowanych wjazdów, wejść i szybów, a także dokumenty opisujące to, co zostało ukryte, w tym raport banków, które pod koniec wojny powierzyły swoje mienie mającym je ukryć władzom.

    Z badań przeprowadzonych przez Wł. Podsibirskiego i jego ekipę wynika, że teren, na którym sporządzono ukrycia, jest jednak znacznie bardziej rozległy. Sięga bowiem z jednej strony Świeradowa i Leśnej, a z drugiej Głębocka, Kowar i Krzaczyny. Bolków, Świerzawa, Czernica, Książ i kilka innych miejscowości to zdaniem Podsibirskiego także miejsca co najmniej bardzo interesujące. Na ten temat mówi on jednak niechętnie, choć przyznaje, że jego ekipę widziano także w okolicach Przełęczy Walimskiej, Wielkiej Sowy, Dzierżoniowa i Pieszyc. Wł. Podsibirski przekonuje, że wiele wymienionych miejscowości i tych, o których nie chce mówić, jest połączonych podziemnym tunelem o długości kilkudziesięciu kilometrów. Technicznie jest to możliwe, ale nie wydaje się prawdopodobne. Jeśli jednak jest prawdziwa informacja pochodząca z grona osób współpracujących z tym poszukiwaczem, z której wynika, że pomiary georadarowe wykonano na odcinkach przekraczających łącznie długość 150 km (!), to nawet ta informacja wydaje się prawdopodobna.

    Faktem jest, że Wł. Podsibirski dysponuje ogromną wiedzą terenową i doskonałą znajomością lokalizacji wszelkich podziemnych instalacji. Tych, których istnienie można sprawdzić bez stosowania skomplikowanych technik i wielkich nakładów, jest na tym terenie sporo i każdemu z tych obiektów Wł. Podsibirski przypisuje jakieś ukryte funkcje i znaczenie. Co prawda, w miarę upływu czasu coraz to inaczej opisuje on ich przeznaczenie, ale jak twierdzi, jest to skutkiem doskonalenia wiedzy wynikającej ze zdobywania coraz to nowych dokumentów.

    Wiele informacji podawanych przez tego poszukiwacza jest tak dokładnych, że albo rzeczywiście pochodzą one od świadków zdarzeń i z autentycznych dokumentów, albo są konfabulacją - fantazja kogoś, kto sam tworzy nieistniejący świat. Być może jest właśnie tak - tylko jak w oparciu o tak wątłe podstawy można zdobywać już od lat prawdziwe i naprawdę duże środki na prowadzenie poszukiwań? Tego człowieka i jego zmagania z tajemnicami Sobieszowa nie tylko ja obserwuję już od lat. Na pewno zaś wiem tylko tyle, że nawet najwięksi sceptycy, zwykle lekceważący jego ustalenia, co jakiś czas dokładnie obserwują to, co on robi.

Polityczne spekulacje

   
Wł. Podsibirski niewątpliwie posiada liczne znajomości i polityczne powiązania. Zapewne z tego właśnie wynika jego spora wiedza o mechanizmach funkcjonowania poszczególnych poziomów władzy, w tym także ich najwyższych szczebli. Można przyjąć za pewnik, że wiele z tego co mówi ma realne podstawy i oparcie w faktycznych kontaktach ze środowiskiem władzy. Jego zdaniem, jest to skutkiem naturalnego zainteresowania każdego rządu i każdego ministra finansów możliwością zdobycia dodatkowych środków finansowych nawet z tak niekonwencjonalnego źródła, jak poszukiwanie skarbów. Takie działania były zresztą prowadzone przez służby specjalne już wiele lat temu i nie wszystkie zakończyły się niepowodzeniem. To musi kusić każdego zarządcę chudej zawsze przecież kasy państwa. Czy skusi nowy rząd, trudno przewidzieć, Wł. Podsibirski jednak uważa, że tak. I twierdzi, że dopiero teraz nadchodzi czas na podjęcie skarbów z ciągle zamkniętych podziemi.

   Wielkie pieniądze, a ukryty majątek liczony jest w dziesiątkach miliardów marek, budzą wielkie emocje. Nawet jeśli informacja o ich istnieniu jest tylko domniemaniem, a nie faktem. Zapewne to właśnie powoduje, że z niezwykłą uwagą w tym środowisku obserwowane są wszelkie ruchy kadrowe na styku polskich i niemieckich interesów. Tym bardziej, że od dawna, i chyba nie zawsze bez powodu, mówi się o niemieckich wpływach na decyzje o ewentualnym podjęciu poszukiwań. Ponieważ znane są takie sytuacje, nawet sprzed dwudziestu lat, że nagle zawieszano zgodę na prowadzenie poszukiwań w miejscach, które powinny być przebadane choćby z ważnych powodów historycznych, już wtedy rodziły się spekulacje o niemieckich wpływach, które ograniczają pole poszukiwań. Przekonanie, że tak jest, trwa do dzisiaj. Umacniają je, zapewne bezzasadne, spekulacje związane ostatnio ze zmianami na jednym z najważniejszych stanowisk na styku polskich i niemieckich interesów. Tak twierdzi Wł. Podsibirski, przekonany o tym, że urzędnik, który na Dolnym Śląsku uniemożliwił mu poszukiwania skarbów III Rzeszy, w nagrodę został awansowany na stanowisko, które jest nagrodą za te utrudnienia.

    Trudno sobie wyobrazić, by takie zależności i powiązania rzeczywiście istniały. Tym niemniej w środowisku poszukiwaczy coraz częściej zwraca się uwagę na dziwne, a bardzo konsekwentne zachowanie Niemców, którzy pomimo upływu ponad pół wieku od zakończenia wojny nadal nie udostępnili właściwie żadnej dokumentacji podziemnych obiektów i fabryk. Takich obiektów, których istnienie bezspornie ustalono, jest przecież wiele. O niektórych z nich sporo wiadomo i znane są fragmenty tych podziemi. Co więcej, niektóre nawet udostępniono do zwiedzania. Przekazanie stronie polskiej zachowanej przecież w ogromnej większości dokumentacji tych obiektów pozwoliłoby nie tylko na ich pełne udostępnienie do zwiedzania, ale i na prezentację niewątpliwie wybitnych osiągnięć sztuki inżynierskiej ostatnich lat wojny. Np. w podziemiach Walimia aż prosi się, by pokazać pełna potęgę tych podziemi i ujawnić wreszcie wszystko to, co tam naprawdę zbudowano. Póki co jednak, nie ma na to żadnych szans. Dlaczego? Co tak niezwykłego kryją te i wiele innych podziemi, że do dziś niedostępne są ich plany? Co stoi na przeszkodzie, by ujawnić choćby dokumentację techniczną fabryki pod Wzgórzem Ryszarda w Bolkowie czy tajemnice fabryki ukrytej w podziemiach Leśnej? One tam przecież są...

    W tej sytuacji trudno się dziwić poszukiwaczom, których spekulacje polityczne mają niekiedy charakter fantazji. Trudno się także dziwić, że to grono ludzi nie rozumie i nie chce zrozumieć, dlaczego - pomimo przyjaźni deklarowanej w stosunkach polsko-niemieckich - nadal niemożliwy jest dostęp do dokumentów i planów, które dziś już nie powinny mieć innej, niż tylko historyczna, wartości.

    Czy dlatego, że ma rację Wł. Podsibirski, przekonany o istnieniu wielkich magazynów wojennych skarbów, czy może dlatego, że jak twierdzi inny poszukiwacz, kilkadziesiąt lat po wojnie nikt, ani w Niemczech ani w Polsce, nie potrzebuje odkrywania masowych grobów, bo takie przecież muszą znajdować się w miejscach, w których pod koniec wojny zniknęły tysiące ludzi zatrudnionych przy ich budowie? To jedna z wielkich tajemnic wojny. Czy kiedykolwiek dowiemy się, jaka była prawda? Co naprawdę, przynajmniej w niektórych miejscach, jest ukryte: skarby czy ślady zbrodni...


Marek Chromicz
Nowiny Jeleniogórskie
24 października 2001 r.
 

drukuj drukuj
« powrót
Dodano: 2005-05-15, godz. 14:35, Odwiedzin: 8152
Komentarze
I.P. 2005-07-06 23:07
I co dalej Panie Włodku
Barbara Weis 2006-04-08 19:05
Panie Włodku może dość tych pierdół,nie ma Pan co robić,to niech pan się zajmie uczciwą pracą a nie mamieniem ludzi i szukaniem taniej popularności.Już jest pan popularny,zyczę dużo zdrowego rozsądku.I tak pan nie wie tego co my wiemy ,my wnuki prawdziwych'Strażników"
adam kanas 2007-06-11 04:13
Drodzy panstwo, mysle ze sprawa pociagu jak i szczeliny jest nam doskonale znana. Wieczne odmowy ze strony nam wiadomych jednoznacznie wskazuje nam na fakt iz prawdopodobienstwo znalezienia tysiecy cial zamordowanych jencow z G-R jest na tyle duze iz wladze nawet niedopuszczaja mozliwosci odkrycia. Musle ze aspekt rachunku jest bardzo prosty.Te tony zlota z pociagu nie sa poruwnywalne z ponownym konfliktem z Niemcami a tu nie chodzi o pare zwlok ale o prawie dwadziescia pare tysiecy.Panowie wasze doswiadczenie jest 1000 krotnie wiekrze od mojego,mieszkacie tam kopiecie.Ja z kolei jestem skazany jedynie na ksiazki kture uda mi sie kupic u pana Irka, oraz z tego co naucze sie od was. Mysle ze kiedys nastapi to iz wlacze kompa i przeczytam ze dnia tego i tego panowie ten i ten znalezli.... zycae wam spelnienia tego. Adam Kanas Wood Dale IL.
Explorator Windows 2007-05-01 11:36
Witam,
a Ja wiem gdzie jest "skarb", i mam w rodzinie żyjącego świadka-górnika, który budował :). Ale tak na prawdę Pan Władysław nieda rady dostać się do sztolni, chyba, że był by właścicielem sprzętu górniczego. Z tego co dziadek mówił nie ma takiej opcji. Wszyscy musimy wiedzieć, że Niemcy nie chowali skarbów i cennych rzeczy pod skrawkiem skały. Natomiast podziemna kolejka wąskotorowa do szybkiego przemieszczania to żadna nowość, w samym Wrocławiu jest taka. Pozdrawiam i życze udanych poszukiwań.
Pg 2007-11-06 01:31
To moze podziel sie to wiedzą z panem Pasikowskim ,a on podzieli sie z Tobą znaleźnym a wiadomo ,ze 10 procent ,które ma obiecane od rzadu to nie byle co:)
Ja jednak myśle ,ze tam nie koniecznie jest złoto ,a raczej jest to co testowali w Jagniatkowie ,a to o wiele wiekszy skarb i tajemnica.I obawiam sie ,ze byli ludzie ,którzy wiedzieli o tym troche więcej .Jak np.były Premier Jaroszewicz.
explorator z Cieplic 2008-02-26 14:14
pani barbara weis a co pani tak skoczyła na podsybirskiego może pani sie nie chce ujawnienia tego miejsca ??a moze jest pani w posiadaniu ciekawych informacji ????prosze o kontakt wszystkich zainteresowanych sobieszem ja tam tez szukam ale jestem pewny że pociag tam nie wjechal !!!ale jest wiele skrytek i schowków ...czekam na tych którzy przyjdą tu po coś...a ja juz wam pomogę....często śledziłem po sobieszu bardzo dziwnych ludzi a także niemców którzy przyjezdżaja do cieplic i sie tam wybieraja a po co tam chodzą???w te wakacje szedłem za starymi niemcami po sobieszu było już ciemno!!! ale chyba sie zorientowali że ktoś patrzy i sie zmyli ale ja na was tu poczekam cwaniaczki .....
Adam Łukasiak 2008-03-23 07:43
niech sobie szukają poszukiwacze gdzie chcą,co chcą i kiedy chcą.Ale niech nie niszczą lasów,nie rozsadzają skał - takie zniszczenia środowiska ,jakie dokonuje Podsibirski za zgoda Nadleśnictwa to skandal.Ma on duży dar przekonywania naiwnych.A na Sobieszu jest g...o i napewno znowu nieprzewidziane okoliczności oraz blokada ze strony "wiadomych" pokrzyżuje plany i działania i tak dalej srutu tutu ......To bajka,która jest puszczana po każdej nieudanej z definicji próbie rycia.Wkurza mnie to,że niszczą las gdzie zbieram grzyby.
Adam 2008-03-23 20:21
Z całym szacunkiem do zaangażowania Pana Podsibirskiego, uważam, że w swoich poszukiwaniach popełnił kardynalny błąd. Informacja, którymi dysponował na początku swojej przygody odnośnie ładunku są prawdziwe. Jednak popełnił błąd podczas samej eksploracji, wynikający z braku dostatecznego jego doświadczenia w latach 80.
Jeżeli ktoś chce i ma możliwości wydobycia tego transportu oferuję swą pomoc.
pewien życzliwy urzędnik 2008-05-04 12:00
Panie Włodku nie poddawaj się pan !!!!
Mariusz 2008-05-11 20:43

Prosze o kontakt z panem Podsibirskim morze ktos pomorze mi sie z nim skontaktowac posiadam przelomowa informacje oto kontakt ze mna 0030/6996783171.
MJ 2009-02-21 01:27
Ja wiem gdzie to jest nadal stoi w ciszy bez wąchaczy
sosna 2009-05-13 07:46
mam nadzieję że pan znajdzie to ,czego szuka pania Władku
Patryjota 2009-06-24 11:36
Panie Włodku ma pan dobre informacje ale miejsce nie te ja mam inne wiadomosci odezwij sie pan niedaleko
Maniek B. 2009-12-22 15:22
niech ta osoba napisze na mojego E-maila ktora podaje sie inicjalami MJ , moj kontakt tropiciel_35@o2.pl moja wiedza jest bardziej precyzyjna od jego , chyba ze wiemy i znamy to samo miejsce - czekam !
MJ 2010-01-12 14:52
M. Bojko???
MJ 2010-01-12 15:03
Maniek to poco ci moja wiedza jak masz swoją
ROB 2010-01-24 11:40
Maniek czy tez MJ macie może jakąś wiedzę na temat Wrzeszczyna koło Siedlęcina
MJ 2010-04-10 16:46
Maniek B (Marian) to agent Uwaga!!!!!
WAch 2010-04-10 17:15
Maniek B. odezwij się mam informacje może moje są prawdziwe mój meil wach132@o2.pl
marek jacek B 2010-10-26 20:16
w 1968 znalazłem pieczarę na stoku góry w Piechowicach Górnych po lewej stronie idąc w stronę Szklarskiej Poręby byłem kilka lat temu w rodzinnych stronach ale jej nie znalazłem mimo że jako dziecko zaznaczyłem miejsce czas robi swoje moze wam się uda A pieczara do tej pory nie daje mi spokoju.było tylko wąskie przejście w skale brak możliwości podjazdu dla samochodów,a w srodku lej z wrzuconymi bezładnie pociskami o ostych zakończeniach z wygrawerowanymi niemieckimi napisami bez śladów rdzy pod ścianami skrzynki drewniane.dziwne mówią że Niemcy są porządni.Powodzenia w poszukiwaniach może na wiosnę przyjadę sudety są piękne
Dodaj swój komentarz
Aby dodać komentarz musisz być zalogowany na stronie
0.0901010036