http://www.alpenski.pl
Szanowni Państwo! Niniejsza strona to archiwum Serwisu NaszeSudety.pl... Po najnowsze informacje z Sudetów zapraszamy na www.naszesudety.pl
 
mapa serwisu  mapa serwisu
facebook

Polecamy
Losowy produkt
z BAZARU
Album ''Karkonosze''

Artykuły

Piotr Dunin i zamek na górze Zobten

Przyjaciel Ludu
19 września 1835 r.

    Zobten jest niewielkie miasteczko, leżące u stóp góry tegoż nazwiska, wznoszącej się jak olbrzym jaki, w kształcie ostrokręgu, wśród rozległej płaszczyzny. W dawnych czasach Słowianie zaodrzańscy zwali tę górę Sobotą albo Sobotką, czyli to od bożka Sobot, którego czcili, czyli też, że tutaj igrzyska Sobotkami zwane (zob. No. 10.) odprawiać się zwykły. Niektórzy łacińscy kronikarze nadali jej przydomek mons silentii albo Silesii (góra milczenia) i ztad Szląsk miał wziąść swe nazwisko.

    Góra Zobten dla mieszkańców nawet Wrocławia o 4 mile odległych, piękny i wspaniały przedstawia widok, a z jej wierzchołka znaczna część Szląska przejrzeć można. Widok ten nagradza wędrowcowi poniesione trudy, zwłaszcza jeżeli w dniu pogodnym poranek do tej zachwycającej obierze podróży.  Kilka godzin przed wschodem słońca, widać na horyzoncie zorzą, coraz jaśniejszą; poczem żywe pręgi purpurowego blasku przebijać się zaczynają, aż nakoniec wynurza się z tego różanego morza złota tarcz słońca. Pierwsze jego promienie pozłacają tylko kaplicę na samym szczycie góry, i najwyższe drzew wierzchołki: w dolinie jeszcze noc głucha spoczywa; lecz nie długo jasne słońce rozpędza zmierzch z gór okolicznych, a potem i z dolin, i natenczas rozległa płaszczyzna najpiękniejszym oczy nasze karmi widokiem.

    Z miasta na sam szczyt góry droga dość przykra, do której półtrzeciej godziny czasu potrzeba: wędrownik spostrzega tu rożne stacye i rozbite statuy, n.p. dziewicę z kamienia, trzymającą sieć od ryb w ręku, rozszarpaną, jak wieść niesie, od niedźwiedzia. U stóp samejże góry widać świnię z głazu: miał to być znak graniczny Xięcia świdnickiego Bolkona.

    Kaplica, wystawiona na obrazku, na samym szczycie góry, wybudowana roku 1702, do której dawniej pobożne odbywano pielgrzymki, przed dwiema laty dnia 4. Czerwca zgorzała od pioruna: Około .9tej godziny w wieczór grom uderzył, a dopiero o 10tej pokazał się płomień. Nim ludzie na pomoc z okolicy przybyli, już był ogień pochłonął ołtarze, ambonę ławki i inne sprzęty kościelne: deszcz rzęsisty ugasił pożar. Tak więc teraz stoją tylko mury, to jest facyata cala (zob. obr.) i sklepienie nawet nienaruszone, oczekując pomocnej ręki, któraby je z gruzów dźwignęła.

    Za kaplicą ku wschodowi widać jeszcze ruiny zamku, teraz już trawą i krzewami zarosłe, w którym niegdyś mieszkał sławny rycerz Piotr Włoszcz, Duninem przezwany, ponieważ z Danii był rodem: historya jego następująca:

    Na początku 12go wieku, panował w ziemi Krakowskiej, Sandomirskiej, Sieradzkiej; i na Szląsku Bolesław krzywousty, xiążę polski, sławny z mądrości, gościnności, a nadewszystko z męztwa i rycerskiego ducha. Mnichy, jedyni dziejopisowie owych czasów, są niewyczerpani w pochwałach tego xiążęcia: był bowiem ich szczególniejszym dobrodziejem; dla tego twierdzą, że usta krzywe, ozdobą raczej były jego twarzy, gdyż na nich zawsze uśmiech spoczywał. Bolesław w swym 15ym roku objął rządy (roku 1102), i tylko 47 bitew wygrał. Nieprzyjaciele nawet szanowali go i podziwiali jego męztwo. Gdy ciągłemi utarczkami trapił wojska Cesarza Henryka V. i do odwrotu od oblężenia Głogowa zmusił, żołnierze ceniąc osobiste męztwo xiążęcia, śpiewali piosnki na jego pochwałę.   

Sława takiego xiążęcia rozeszła się wkrótce po świecie: zewsząd zbiegali na dwór jego najznakomitsi rycerze, szukając tamże sposobności wyćwiczenia się w sztuce wojennej, i zarobienia sobie na. sławę. Pomiędzy nimi był także pewien młody Duńczyk, urodą, dostatkami i dowcipem celujący swych współziomków. Zwał się Piotr Włoszcz, i przywiózł z sobą listy od Eryka IIgo króla Duńskiego do xięcia Bolesława. Lubo ojciec jego pierwszym był pomiędzy Duńskimi baronami, więcej jednak przystojnością obyczajów, niżeli urodzeniem zalecił się Piotr xiażęciu Bolesławowi. Jego mezka postawa, zręczność do wszystkich rycerskich ćwiczeń, równie jak układność obyczajów i uprzejmość w obcowaniu, nie tylko zjednały mu łaskę xięcia i dworzan, ale nadto względy u wszystkich znaczniejszych panów polskich. Nikt mu nie zazdrościł, chociaż był cudzoziemcem, a co większa ulubieńcem xiążęcia: wszyscy go kochali i szacowali. W języku zaś polskim tak się przećwiczył, przy każdej sposobności tak się umiał zastosować do zwyczajów tego kraju, tak go obchodziły wszystkie sprawy publiczne, zwłaszcza gdy chodziło o ważną jaką przysługę, iż się nie zdawał. być cudzoziemcem lecz rodakiem. Bolesław zatem pragnął takiego męża przywiązać tym bardziej do siebie i do nowej ojczyzny, i darował mu wiele miast, miasteczek, wsi i zamków, między innemi miasto Szrem z przyległościami, Xiąż i inne; zkąd także nosił nazwisko Hrabi Szremskiego. Nadto był Starostą czy kasztelanem w Wielkiej-Polsce, a oraz miał namiestniczą władzę z ramienia królewskiego w Wrocławiu, Kruszwicy i Kaliszu. Z rady Bolesława ożenił się z Maryą xiężniczką ruską, krewną jego małżonki. Herb Piotra mieścił na hełmie białego łabędzia, a na czerwonem polu krzyże z lilerą R.

    Wszyscy dziejopisowie twierdzą, że ten Piotr Dunin posiadał skarb wielki, ale w tem się nie zgadzają, jakim sposobem go nabył. Pewien kronikarz powiada: „Pietraszek (tak nazywa Hrabiego) utrudzony łowami w boru, spoczął sobie nad brzegiem małego strumyka, miecz zaś swój poprzek wody położył. Nikt przy nim nie był, prócz jednego sługi, który nad śpiącym panem czuwał. Wstawszy po niejakiej chwili, rzekł do sługi: „śniło mi się, że mysz przeleciała przez żelazny most do drzewa, w którym skarb nieoszacowany się ukrywa”. Sługa słysząc te słowa, odpowiedział; Panie! gdyś spał, widziałem, jak mysz polna przebiegła po mieczu, a potem skryła się pod tem drzewem. Pietraszek zaraz się domyślił, że most żelazny znaczył jego miecz, zaczął szukać w wydrążonem drzewie, i znalazł skarb wielki, wziął część pewną z sobą, i ażeby się nikt o tem nie dowiedział, sługę, kazawszy mu naprzód jechać, z tyłu mieczem przebił”.

    Inni znowu utrzymują: że ojciec Hrabiego ukrył skarby zamordowanego króla duńskiego, i że syn skarby te wraz z ojcem i całą rodziną na okrętach do Polski uwiózł. Najpodobniejszem jednak do prawdy jest: że Piotr równie jak ojciec jego z rozboju morskiego tak ogromne zgromadzili skarby: a lubo w owych czasach takowe rzemiosło nie hańbiło rycerza, jednakże obaj uczuli później wyrzuty sumienia, z powodu tak niegodziwie nabytej fortuny, i postanowili pobożnym jakim uczynkiem zmazać dawniejsze przewinienia. Papież za pokutę kazał wybudować 7 kościołów; ale Piotr wybudował ich 77 na różnych miejscach w Polsce i w Szląsku z kamieni rzniętych, które dotrwały czasów Kromera. Ufundował także kilka klasztorów i hojnie uposażył: między innemi kościół Matki boskiej na górze Zobten wraz z klasztorem, którego erekcya z roku 1139, uważana jest za najdawniejszy dyplom w Szląsku.

    Po śmierci pierwszej swej małżonki, ożenił się Hrabia z Maryą, córką pewnego xięcia Francuzkiego, którą zapewne poznał, towarzysząc Panu swemu w pielgrzymce do Francyi. Ta przywiozła z sobą do Szląska młodego mnicha z klasztoru w Arras, w Brabancyi; togo mianowała swym kapellanem. Być może, że to szczególniej na jego przedstawienie, klasztor na górze Zobten założony został. To tylko pewna, że tamże opatem postanowiony, udał się z polecenia Hrabiego do Francyi, i ztamtąd sprowadził mnichów zakonu Śgo Augustyna (kanoników regularnych). Ci więc pierwsi zamieszkali w klasztorze, i dostali od Hrabiego w darze kilka wsi przyległych dla opędzenia potrzeb swoich.

    Aż do śmierci Bolesława Krzywoustego Piolr Dunin nie przestawał zasługiwać się xiążęciu i krajowi, zaprowadzając pożyteczne urządzenia. Między innemi uwiecznił swą pamiątkę wystawieniem słupów milowych, którychbyśmy się w onych czasach wcale nie spodziewali. Po śmierci Bolesława (1138) państwo podzielone zostało podług jego woli, pomiędzy jego synów. Władysławowi II. dostała się Mała-Polska i Szląsk: był to słabego umysłu xiążę, dający się zupełnie powodować swym doradźcom i zausznikom; lecz największy wpływ na niego wywierała małżonka jego, Adelajda, córka Henryka V. cesarza. Dumna ta kobieta, licząca w swym rodzie cesarzów, przybywszy do Krakowa, niekontenta była z tego, że jej mąż tylko czwartą część Polski posiadał; namówiła zatem do wojny z braćmi, aby im wydrzeć ich działy i posiąść całą Polskę. Piotr Dunin opierając się jej zamiarom, i pragnąc utrzymać pokój pomiędzy braćmi, stał się nakoniec ofiarą jej zemsty. Żart źle użyty, dał do tego powód.

    Że młoda xiężniczka z dalekich krajów przybywająca, ziomka swego miała za spowiednika, to było rzeczą naturalna i niewinną, zwłaszcza że nieznała ani obyczajów, ani języka swej nowej ojczyzny. Młodość i uroda kapellana także żadnego nie powinna była wzbudzać podejrzenia; a że tenże wolniejszy do xiężniczki niż kto inny miał przystęp, nic nie było w tem dziwnego; ponieważ będąc jej spowiednikiem, posiadał jej zaufanie, a jego język i obyczaje milsze jej być musiały, nad język i obyczaje obce mniej okrzesanego jeszcze ludu. Lecz dworzanie Władysława innego byli zdania. Może z zazdrości dla cudzoziemca, może dla upokorzenia i przegryzienia Hrabiego Piotrka, szeptali sobie do ucha: „Marya nie dla nabożeństwa, lecz dla czego innego, trzyma przy sobie młodego opata”.

    Przyczem dość głośno powiadali sobie, że i Adelajda, żona Władysława, w zbyt wielkiej poufałości żyje z pewnym rycerzem niemieckim, nazwiskiem Dobiesz (Tobiasz) bawiącym na jej dworze. Przypadek zdarzył, że ta sprawa wytoczyła się przed mężów, a skutki były okropne.

    Xiażę Władysław był pewnego razu z Piotrem Duninem na łowach: ścigając zwierza zapędzili się głęboko w knieje, gdzie ich noc napadła. Tu byli przymuszeni zapalić ogień, przy którym piekli ubitą zwierzynę, dla uśmierzenia głodu swego. Zamiast wina, pisze stara kronika ssali śnieg. Poczem położyli się na gołej ziemi, rozmawiając o wygodach domowych, i żartując z swej leśnej uczty i twardego łoża.

    Tak jest, rzekł nakoniec xiążę, nieznający miary w żartach ,,xiądz opat zapewne na miększej dzisiaj zasypia pościeli – I Dobiesz także, odpowiedział Piotr tą przymówką obrażony”. Niebezpieczne są z wielkimi panami żarty. Władysława bardzo ta odpowiedź ubodła: ukrył jednak swój gniew, nic chcąc zelżyć tego, któremu tyle był winien wdzięczności, i którego wszyscy szanowali. Ale przybywszy do zamku swego, wyrzucał zaraz Agnieszce niewierność. Ta dowiedziawszy się, kto tę potwarz na nią rzucił, poprzysięgła zemstę. Dla dopięcia swego zamiaru, brała się na różne sposoby: to łagodnemi słowy i przytulaniem się, usiłowała obudzić gniew małżonka: to znowu podżegała jego dumę, że dopóki Piotr Dunin tak możny, on udzielnie xięstwem władać nie może; nadmieniła wreszcie, że Piotr zamierza podnieść bunt, aby go tronu i życia pozbawić. Wszyscy spiknęli się na ukaranie mniemanego potwarcy: a Dobiesz, jakoby najbardziej pokrzywdzony, sam się ofiarował za narzędzie do spełnienia zbrodni: czekano tylko stosownej pory. Gdy Hrabia najmniej spodziewając się zdrady, wesele córce swej, idącej za Jaxę, xiążęcia syrbskiego, wyprawiał w Wrocławiu, przybył Dobiesz do miasta w towarzystwie zbrojnych ludzi, pojmał Piotra i przystawił xiażęciu. Władysław lękał się publicznej niechęci, zwłaszcza, że sam był o jego niewinności przekonany; jednak niewieścia zemsta przemogła. Niewinnemu Piotrowi język urżnąć, i oczy wyłupić kazał. Starożytne kroniki twierdzą, jakoby nieszczęśliwy Hrabia cudownym sposobem wzrok i mowę potem odzyskał. Być może, iż okrutny wyrok pozornie, lub w części tylko wykonany został; to jednak pewna, że wkrótce potem, to jest roku 1148, Dunin schronił się do braci Władysławo, powrócił z nimi do Szląska, i odzyskał zagrabione dobra; a Władysław wraz z Agnieszką z Polski uciekać musiał. Poczem uposażył jeszcze zbudowane przez siebie kościoły i klasztory, i umarł roku 1153, pochowany w klasztorze Śgo Wincentego we Wrocławiu.

    Jeszcze za czasów Hrabiego, powietrze na górze Zobten zdawało się mnichom za ostre dla tego przenieśli się najprzód do Górki (w bok góry), a potem do Wrocławia, gdzie posiadali kościół Matki boskiej na Piaskach wraz z obszernym klasztorem, gdzie teraz się mieści biblioteka uniwersytetu. Zamek zaś na górze, xiążęta Wrocławscy warowali sobie. Z śmiercią xięcia Świdnickiego Bolko, wygasła tamże dynastya Piastów. Cesarz Karol IV, pragnąc xsięztwa Świdnickie i Jauer do Czech przyłączyć, pojął w tym celu za małżonkę córkę Bolkona, jedynaczkę, która mu te xięstwa w posagu przyniosła. Od tego czasu szlachta posiadała zamek w Zobten, napadając z tego bezpiecznego miejsca na przejeżdżających kupców i obdzierając ich. W czasie wojny z Hussytami Czesi zdobyli zamek Zobten, i przez niejaki czas z tego warownego miejsca łupili sąsiedzkie okolice. Lecz Wrocławianie i Świdniczanie, sprzykrzywszy sobie tak niebezpieczne sąsiedztwo, połączywszy swe siły, uderzyli na Hussytów i wyparowali ich dnia 7. Czerwca 1429 roku, zadawszy im wielką klęskę. Atoli ponieważ rycerze z tego zamku rozboje i napaści szerzyć zaczynali, przeto połączyli się powtórnie Wrocławianie ze Świdniczanami i zburzyli zamek zupełnie 1471 r.

Grafika: Kaplica na górze Zobten (1835)

drukuj drukuj
« powrót
Dodano: 2005-05-15, godz. 14:23, Odwiedzin: 6864
Komentarze
Dodaj swój komentarz
Aby dodać komentarz musisz być zalogowany na stronie
0.1040911674