http://www.ksiegarnia.naszesudety.pl
Szanowni Państwo! Niniejsza strona to archiwum Serwisu NaszeSudety.pl... Po najnowsze informacje z Sudetów zapraszamy na www.naszesudety.pl
 
mapa serwisu  mapa serwisu
facebook

Polecamy

Artykuły

Schroniska dla ludzi z kasą

     W schronisku na Równicy pojawiła się kartka: "Prosimy nie wnosić i spożywać własnego prowiantu". Czy w beskidzkich schroniskach jest już miejsce tylko dla turystów z kasą?

    Herbata - 5 zł, jajecznica - 7 zł, nocleg - prawie 30 zł, zakaz używania własnych grzałek, korzystania z kuchni, żeby samemu ugotować posiłek. Prawdziwi turyści z łezką w oku wspominają czasy wrzątku za darmo, taniutkich noclegów na podłodze, zawsze otwartych drzwi w schroniskach i przede wszystkim niepowtarzalnej atmosfery sprawiającej, że pod dachem schroniska każdy czuł się jak w domu.

    Beskidzkie schroniska coraz bardziej się komercjalizują. - Ale u nas jeszcze nie poszło to tak daleko jak na Zachodzie. W Alpach pewien Szwajcar wyrzucił nas ze schroniska podczas burzy śnieżnej, bo nic nie zamówiliśmy, tylko chcieliśmy się ogrzać. Innym razem nie starczyło nam pieniędzy na nocleg, więc musieliśmy spać w komórce z farbami i lakierami łaskawie wskazanej przez właściciela - opowiada Marcin Gramsz, akademicki przewodnik górski.

    Jego zdaniem przyczyną powolnego przekształcania się schronisk w górskie hotele i restauracje jest sytuacja ekonomiczna w Polsce. - Nikt nie będzie prowadził schroniska dla idei. Z czegoś trzeba żyć. Turystów w schroniskach coraz mniej, więc trzeba zarabiać na wyższych cenach - mówi Gramsz.

    Stopień komercjalizacji schroniska zależy od jego położenia. W popularnych miejscach, gdzie przetaczają się tabuny turystów, o atmosferę najtrudniej. - Na takiej Równicy, jak w Tatrach, liczy się tylko, żeby jak najwięcej ludzi obsłużyć. Są jednak schroniska, np. na Wielkiej Raczy, gdzie nie ma wielu turystów, normalnie z tobą pogadają, spytają, dokąd idziesz, jak się czujesz - mówi Krzysztof Malczyk, bielszczanin, zapalony turysta i paralotniarz.

    W mniej komercyjnym schronisku można też negocjować ceny. - Wiadomo, że jak widzą niedzielnych turystów, którzy przyjechali autem z dziećmi co chwilę domagającymi się chipsów albo snickersów, to na nich będą chcieli zarobić. Ale jak przyjdzie do nich człowiek z wielkim plecakiem, od kilku dni w trasie, to inaczej na niego patrzą. Mówisz, że masz za mało na nocleg, śpisz za tyle, ile masz, mówisz, że nie masz na wrzątek, dostajesz go za darmo. Tak mnie potraktowali niedawno na Chrobaczej Łące niedaleko Bielska - mówi Adam Dębała, student z Dąbrowy Górniczej.

    Stare niepisane zasady mówią, że w schronisku muszą przyjąć turystę. Nawet jeśli nie ma miejsc albo nie stać go na nocleg. Ale w praktyce bywa inaczej. „Idź do następnego schroniska, tam jest taniej" - często słyszymy. Albo każą nam brać wolne pokoje za np. 25 zł, choć nam wystarcza spanie na podłodze za 7 zł. - Ostatnio w Beskidzie Żywieckim w ogóle nie wpuścili mnie do środka, bo była tam jakaś impreza. Ci, co wynajęli schronisko, nie życzyli sobie obcych. Więc, chcąc nie chcąc, musiałem po ciemku szukać innego noclegu - opowiada Dębała.


Krzysztof Bąk


Jerzy Siodłak - naczelnik Beskidzkiej Grupy GOPR:

    "Dzierżawcy schronisk trochę zainwestowali, poprawiło się wyposażenie, sanitariaty. Teraz chcą chociaż część tych pieniędzy odzyskać. Często są to ludzie, którzy z górami nie mają wiele wspólnego, dlatego schroniska tracą swą atmosferę. Skończyły się czasy, kiedy prowadzili je nasi ratownicy albo przewodnicy górscy.

    W tej chwili moi ludzie są tylko na Markowych Szczawinach pod Babią Górą i na Magurce koło Bielska. Reszta nie zawsze przestrzega niepisanego kodeksu. Nieraz po zmroku spotykamy na szlakach turystów, którzy muszą przenosić się do innego schroniska, bo w najbliższym np. nie dali im taniego noclegu na podłodze, tylko kazali brać najpierw wolne pokoje".

drukuj drukuj
« powrót
Dodano: 2005-05-15, godz. 13:59, Odwiedzin: 5689
Komentarze
Dodaj swój komentarz
Aby dodać komentarz musisz być zalogowany na stronie
0.0813429356