http://www.alpenski.pl
Szanowni Państwo! Niniejsza strona to archiwum Serwisu NaszeSudety.pl... Po najnowsze informacje z Sudetów zapraszamy na www.naszesudety.pl
 
mapa serwisu  mapa serwisu
facebook

Polecamy
Losowy produkt
z BAZARU
Debreczyn 1: 25 000 [P1/1]

Artykuły

Izerska pętla

    Stanisławowi Kornafelowi, dzierżawcy dawnej leśniczówki na Orlu, w Górach Izerskich, tytułowa pętla zapewne kojarzy się jako niesprawiedliwe, jego zdaniem, rugowanie go z miejsca, które pokochał i w którym chce nadal pozostać. Zaś szefowi Nadleśnictwa Szklarska Poręba, Krzysztofowi Bałazemu, który pół roku temu wypowiedział umowę dzierżawy leśniczówki na Orlu, “Izerska Pętla” kojarzy się z dużym, turystycznym biznesem, opartym o bazę w Jakuszycach, na Orlu, o ciągle jeszcze istniejące zabudowania na Rozdrożu Izerskim i o dwa kamienne domki ukryte w izerskich lasach, widziane łącznie jako wielka, turystyczna, “Izerska Pętla”.

    Ostatniego listopada dobiega końca termin wypowiedzenia umowy dzierżawcy schroniska na Orlu, Stanisławowi Kornafelowi, który wraz z końcem tego miesiąca powinien opuścić to miejsce i przekazać je właścicielowi, czyli Nadleśnictwu Szklarska Poręba. Nadleśniczy twierdzi, że wypowiedzenie zostało sporządzone i doręczone prawidłowo, co skutkuje ważnością wypowiedzenia i koniecznością bezwarunkowego przekazania obiektu właścicielowi. I nie ukrywa, że zostało ono przygotowane na tyle wcześnie, by nie dopuścić do ewentualnej utraty tej nieruchomości przez Skarb Państwa, np. na skutek roszczeń dzierżawcy z tytułu zasiedzenia. Zdaniem K. Bałazego nie wolno do tego dopuścić także dlatego, że ten obiekt w rękach obecnego dzierżawcy nie powinien postać ani dnia dłużej, niż jest to konieczne z powodów formalnych. Jego zdaniem nie istnieje także problem nierozliczonych remontów i długów nadleśnictwa wobec dzierżawcy. Wszystkie remonty, wykonane zgodnie z warunkami umowy dzierżawy, były rozliczane. Nadleśniczy przy okazji deklaruje, że jeśli jednak są jakieś nowe okoliczności w tej sprawie, gotów jest się z nimi zapoznać. I jeśli są roszczenia zasadne - gotów jest je uznać.

    Stanisław Kornafel nie godzi się z takim poglądem i uważa, że wypowiedzenie umowy jest aktem bezprawnym. A co najmniej niezasadnym, powodowanym względami pozamerytorycznymi i niedopuszczalnym bez zwrócenia mu tych nakładów, które na utrzymanie obiektu poniósł. A, jak twierdzi, są to duże kwoty.

Bez pieniędzy

    Dla nadleśniczego dziewięć lat trwania dzierżawy to historia człowieka, który podjął się prowadzenia w dawnej leśniczówce schroniska, co miało nie tylko zabezpieczyć obiekt przed dewastacją, ale rzeczywiście zamienić to miejsce w prawdziwe, dobrze prowadzone i utrzymane schronisko. - Wierzyłem, że tak będzie. Szybko jednak okazało się, twierdzi nadleśniczy, że dzierżawca nie miał pieniędzy, absolutnie koniecznych na modernizację tego obiektu. I choć czynsz dzierżawny zawsze był niski, a obecnie wynosi tylko 1000 zł miesięcznie, dzierżawca przez lata nie poradził sobie z podstawowymi nawet problemami. Jak widać po efektach, nie zgromadził też środków na istotną modernizację obiektu. - Zmiany na lepsze, które zachodzą na Orlu praktycznie dopiero w ciągu ostatniego roku, zapewne w części jako skutek groźby wypowiedzenia i samego wypowiedzenia, to stanowczo zbyt mało - twierdzi K. Bałazy. I podkreśla, że i tak zmiany polegają w istocie na zrobieniu dopiero teraz części tego minimum, które powinno tam mieć miejsce już w pierwszych miesiącach dzierżawy. Jego zdaniem to, że szklanki już nie lepią się do rąk gości tak mocno jak dawniej, a w sanitariatach mniej śmierdzi, jeszcze nie dowodzi, że obiekt jest dobrze prowadzony.

    Nadleśniczy zauważa też, że dzierżawcy nie udało się w ciągu minionych lat sensownie i na przyzwoitym poziomie zagospodarować i urządzić także dwóch innych, powojskowych obiektów, którymi gospodaruje on na Orlu. A to były dobrze utrzymane budynki, w znacznie lepszym stanie niż nasza leśniczówka. Z tego widać, że skala problemów występujących na Orlu po prostu przerosła finansowe możliwości dzierżawcy. Leśniczówkę wydzierżawiono niegdyś dlatego, że nikt z leśników nie chciał tam zamieszkać. Ale skoro tak się już stało i obiekt Lasów Państwowych wpisał się w te góry jako miejsce dostępne dla turystów, to powinno już tak zostać. Jednak na zasadniczo innym niż dziś poziomie. A tego dotychczasowy dzierżawca nie potrafi, zdaniem leśników, zapewnić. Bo podobne jak K. Bałazy opinie wyrażają także inni leśnicy, doskonale i od dawna znający wiele innych problemów Orla.

Jak było, pamiętamy...

    Co do tego, że przez siedem - osiem lat Orle było jedynie smutnym, szarym i rzeczywiście brudnym, kiepsko prowadzonym punktem na turystycznej mapie regionu, nie ma żadnych wątpliwości. Nie przeczy temu także sam S. Kornafel, który przyznaje, że kiedyś rzeczywiście tak było. Od około roku jest na Orlu pod każdym chyba względem wyraźnie lepiej - to fakt. Ale tylko lepiej, co nie znaczy, niestety, że dobrze. Do oczekiwanego, choćby bardzo średniego standardu jest ciągle daleko. I o to ma pretensje nadleśniczy, który chce, by Góry Izerskie nikomu nie kojarzyły się z brudem i nędzą. K. Bałazy dodaje, że od momentu, gdy pojawiła się szansa na lepszych gospodarzy i lepsze zagospodarowanie obiektu, liczy, że Orle zacznie przynosić większe niż obecnie dochody. To majątek Skarbu Państwa, który może i powinien zarabiać. Przy okazji informuje też, że nie jest prawdą szeroko rozpowszechniana plotka, jakoby szykował Orle “dla syna”. - To bzdury i kategorycznie je dementuję - oświadcza.

    K. Bałazy, który przecież od dawna wiedział, jaki był poziom utrzymania obiektu, pytany wprost, dlaczego dopiero teraz zdecydował się na radykalne kroki, twierdzi, że od lat, z wiarą w to, co słyszał od dzierżawcy, oczekiwał na zmiany. Jestem ufny, przekonuje, i wierzę w to, co ludzie mi mówią. Ale nawet wielka ufność ma swoje granice. Teraz jest czas na poważne zamiany, na zagospodarowanie tego obiektu od nowa. Tak, by nadal mogli z niego korzystać turyści, ale już w innych, dostosowanych do współczesnych potrzeb warunkach.

    W nadleśnictwie zapewniają, że jest już liczne grono zainteresowanych obiektem na Orlu i w przetargu nie powinno być żadnych kłopotów z wyłonieniem nowego dzierżawcy. Do grona zainteresowanych, którzy już oglądali Orle, należy m.in. jeden z 200 najbogatszych ludzi w Polsce, który chce w tym miejscu inwestować w turystykę. Oczywiście nie wiemy, jakie będą efekty przetargu, informuje nadleśniczy, ale dodaje, że zainteresowanie bogatych inwestorów dowodzi, że warto podjąć starania o właściwe zagospodarowanie tego miejsca. Tym bardziej, że chcemy - uzupełnia - by zagospodarowanie objęło całą Izerską Pętlę, w tym także budowę 17-hektarowego zbiornika wody w Jakuszycach, co z tej części gór może uczynić bardzo atrakcyjny ośrodek całorocznej turystyki.

    Nadleśniczy zapewnia, że zachowanie dzierżawcy i organizowane przez niego akcje protestacyjne stawiają nadleśnictwo w sytuacji bez wyjścia. - Ostatniego dnia listopada ten obiekt musi być wolny i na pewno do tego doprowadzimy. Natomiast jeśli S. Kornafel chce przejąć ten obiekt od Skarbu Państwa, musi się posłużyć inną drogą. Sami podpowiedzieliśmy mu - przypomina - pomysł na powołanie Towarzystwa Izerskiego, co ułatwiłoby podjęcie starań o przejęcie obiektu na Orlu. Jego szefem jest S. Kornafel. Chcieliśmy z tą instytucją współdziałać. Ale po doświadczeniach ostatnich miesięcy nie możemy kontynuować współpracy z tym dzierżawcą pod żadnym pozorem - twierdzi nadleśniczy. Zbieranie podpisów przeciw nam i pomawianie leśników o to, że proponują założenie na Orlu fabryki... amfetaminy, to droga donikąd, kończy swoją wypowiedź K. Bałazy.

Dzierżawca

    S. Kornafel uważa, że wypowiedzenie umowy jest nieskuteczne, bo zostało dokonane przed terminem i bez istotnego powodu. Jego zdaniem klauzula umowy, określająca warunki wypowiedzenia, jest martwa, bo jak twierdzi, taką opinię w podobnych sprawach wyraził NSA. Wie doskonale o tym także nadleśniczy, przekonuje S. Kornafel, twierdząc, że w ten sposób K. Bałazy naraża swoją firmę na nieuzasadnione straty. Dzierżawca posiada, jak twierdzi, liczne materiały, w tym także sporządzone przez biegłego, z których jego zdaniem wynika, iż nadleśnictwo jest mu winne dość duże pieniądze. I nie dotrzymuje warunków rozliczania się określonych w umowie. S. Kornafel posiada wiele kilogramów różnych kwitów i dokumentów, które - jak twierdzi - dokumentują należne mu pieniądze. Bo nadleśnictwo pomimo tego, że nakazywało konkretne roboty, zwracało mu tylko część należności. Jego zdaniem kłopoty rozpoczęły się już w 1994 roku, gdy nadleśnictwo oświadczyło, że nie będzie zwracać za niektóre roboty. S. Kornafel jest też pewien, że należy mu się zwrot także tych pieniędzy, które wyłożył na ratowanie obiektu, pomimo tego, że nie miał na niektóre z tych robót zlecenia. Działałem przecież w interesie Skarbu Państwa, przekonuje.

    - Nie chcę i nie mogę się pogodzić z tą decyzją, bo jest ona moim zdaniem bezprawna i moralnie krzywdząca - mówi dzierżawca. I nie godzi się na zarzut, że przez kilka lat robił zbyt mało dla właściwego utrzymania budynku. I zaprzecza twierdzeniom leśników, którzy utrzymują, że przez lata nie mogli wywalczyć usunięcia samochodowych wraków, które w wątpliwy sposób zdobiły Orle. Zaprzecza też twierdzeniu, że straż leśna zmusiła go do usunięcia odpadów, które próbował zakopać nad brzegiem Izery, i twierdzi, że nieprawdą jest, iż niekarmione z powodu jego wyjazdów psy kłusowały kiedykolwiek w okolicznych lasach. Leśnicy takich zarzutów przytaczają jeszcze kilka. - To pomówienia, twierdzi dzierżawca dodając, że przecież nie ma na to dowodów w postaci postępowania np. przed kolegium.

    S. Kornafel twierdzi też, że dysponuje środkami finansowymi pozwalającymi właściwie zagospodarować sporny obiekt. Udowadnia to pokazując, że właśnie przejmuje na własność obiekty powojskowe na Orlu, spłacając należność wierzytelnościami. Pytany o szczegóły przyznaje, że jest to początek procesu, a o losie tego majątku ostatecznie zdecyduje sąd. Nie godzi się jednak z tezą, że dużych pieniędzy za tymi działaniami nie widać. - Mam je i mogę wydać na schronisko na Orlu - zapewnia. I dodaje, że pochodzą przede wszystkim z bieżących wpływów...

    Do przetargu, który ogłosiło nadleśnictwo, przystąpić jednak nie ma zamiaru, bo jak twierdzi, ogłoszenie nadleśnictwa nie spełnia kryteriów wymaganych przez prawo i nie ma przesłanek prawnych do uznania jego legalności. Do przetargu nie przystąpi także Towarzystwo Izerskie, bo właśnie zajmuje się organizowaniem pikiety protestacyjnej przeciw odebraniu schroniska swojemu prezesowi. - Mamy ponad tysiąc podpisów ludzi, którzy nas popierają, informuje S. Kornafel dodając, iż wierzy, że ten nacisk moralny odniesie skutek. Podobnie jak poparcie, jakie uzyskał od jednego z byłych posłów i kilkunastoosobowej grupy biegaczy uczestniczących w Biegu Piastów. S. Kornafel twierdzi też, że nadleśnictwo dopuszcza się karygodnych zaniedbań w swoich obiektach na Orlu i na Rozdrożu Izerskim, które także mogłyby służyć turystom. - Ja dawałem gwarancje powolnego, ale stałego rozwoju Orla. Przy życzliwości i pomocy nadleśnictwa można było tam zrobić dużo więcej - twierdzi rozżalony dzierżawca. I przyznaje, że i on mógł zrobić tam dużo więcej. Teraz jednak już zajmuję się tylko usługami turystycznymi i mogę - zapewnia - cały mój czas poświęcić Orlu. I właśnie teraz próbują mi zabrać tę osadę. Teraz, gdy postęp jest błyskawiczny... Ten spór rozstrzygną prawnicy i księgowi. I nie jest ważne, kto wygra, tylko to, czy osada na Orlu szybko stanie się naprawdę przyjazna dla turystów. S. Kornafel na Orlu chyba jednak zostanie, wszak, jak twierdzi, kupuje powojskowe obiekty, które ma zamiar przebudować. Może więc i na Orlu pojawi się konkurencja? Turystom na pewno to nie zaszkodzi.


Marek Chromicz
Nowiny Jeleniogórskie
05 listopada 2001 r.

Odpowiedź Jacka Potockiego
Odpowiedź Katarzyny Potockiej-Brygier

drukuj drukuj
« powrót
Dodano: 2005-05-15, godz. 13:26, Odwiedzin: 4798
Komentarze
leszek fabjanski 2009-12-21 11:11
sz.państwo od lat jeżdzę na narty zimą i przysłowiowy szlag mnie trafia że na orle rok w rok jest "polskie" dziadostwo. kolejka niewiadomo jak długa, luczie stoją na mrozie i zimnie spoceni zmarznięci aby się cos napic zjeść itp. na moje prośby że tak być nie moze mamy 21 wiek itp. ponadto widzimy jak jest kawałek dalej u czechów np. w izerce, smedawie bedrichowie itp. wielkopański władca ORLE twierdzi że jest jak ma byc, a w chacie górzystów posuwają się nawet do tego że mówią wprost nie zapraszaliśmy was po co przyjechaliście , my tu nie chcemy krupówek itp.
przecież to kpina co oni wyprawiają z turystami zimą
AŻ SIĘ PROSI ABY UCYWILIZOWAĆ TE SCHRONISKA I OBSŁUGĘ TAK ABY MOŻNA BYŁO Z RADOŚCIĄ I GODNOŚCIĄ TU BYWAĆ !!!
Dodaj swój komentarz
Aby dodać komentarz musisz być zalogowany na stronie
0.0904288292