http://www.alpenski.pl
Szanowni Państwo! Niniejsza strona to archiwum Serwisu NaszeSudety.pl... Po najnowsze informacje z Sudetów zapraszamy na www.naszesudety.pl
 
mapa serwisu  mapa serwisu
facebook

Polecamy

Artykuły

Diabeł wcielony

     Jeśli uwierzyć piętnastowiecznemu ojcu polskiej historiografii Janowi Długoszowi w kwietniu 1241 roku na podlegnickich polach doszło do wielkiej bitwy europejskiego rycerstwa z przeważającą liczebnie armią mongolską. Wojska reprezentujące chrześcijaństwo poniosły klęskę, a ich wódz naczelny książę Henryk II został pojmany i stracony. Do dziś większość historyków, nawet tych krytycznych wobec krakowskiego kanonika i dyplomaty, nie podważa istoty tego zapisu. Ale nie wszyscy.

     Wrocławski historyk Jerzy Mularczyk od kilkunastu lat konsekwentnie odrzuca koncepcję starcia dwóch armii pod Legnicą. To najpoważniejsza rewizja wyobrażeń o legnickiej bitwie, którą po dziś dzień sławią ideolodzy, politycy i artyści.

     Tymczasem według wrocławskiego badacza niepodważalnym faktem jest jedynie śmierć legnickiego księcia Henryka i towarzyszących mu rycerzy z orszaku liczącego nie więcej niż 40-50 zbrojnych. Również napastników miało być wielokrotnie mniej niż, za Długoszem (pisał 200 lat po zdarzeniu), podaje większość historyków.

     Według Mularczyka zwiadowczy oddział mongolski liczył nie więcej niż dwustu jeźdźców. To jednak wystarczyło, by książęcy orszak doszczętnie rozbić, księcia pojmać do niewoli, w której pozbawiono go życia i głowy. Wystarczyło też do narodzin legendy...

Papier milczy

     Czy gdyby pod Legnicą doszło do wielkiej bitwy mógłby o tym nie wiedzieć stojący ledwie o dzień drogi od miejsca starcia (wraz z armią na zamku w Świnach), sojusznik Henryka, król czeski Wacław I? Tymczasem dokumenty świadczą, że jeszcze kilka dni po starciu nie wiedział, co się przytrafiło legnickiemu władcy. O śmierci księcia, a nie o bitwie, mówią wszystkie kroniki i dokumenty stworzone przed Długoszem. Także mongolskie, które odnotowują zupełnie inne bitwy na ziemiach polskich.

     Bardzo ciekawa jest też inna analiza Mularczyka. Jeśli bitwa byłaby wielkim liczebnie starciem zakończonym rzezią chrześcijańskiego rycerstwa – zauważa badacz - to śląskie kroniki musiałyby odnotować liczne roszady personalne na funkcjach i urzędach. A nic takiego się nie stało.

Kultowy pomysł

     Mimo, że żaden z historyków nie kwestionuje, że głównym celem mongolskiej wyprawy z 1241 roku były Węgry, legenda o bitwie legnickiej trwale zakorzeniła się w historii. Dlaczego? Mówiąc najprościej z powodu, częstych w historii, manipulacji politycznych i ideologicznych. Nawet jeśli wielkiej bitwy nie było, warto było ją wymyślić, a mit pielęgnować.

     W rozbitej dzielnicowo średniowiecznej Polsce, a zwłaszcza na Śląsku, legenda o wkładzie piastowskiego księcia w walce z piekielnym ludem (tartarus znaczy piekło, dlatego Mongołów nazwano Tatarami) dawała jego spadkobiercom dodatkową legitymację do zjednoczenia państwa pod swoim berłem.

     Temu celowi służyło też ekspresowe (jak na ówczesny obyczaj) kanonizowanie matki księcia Jadwigi, co stało się już 26 lat po śmierci jej syna (i to mimo mało pobożnych konfliktów księcia z biskupami). Wszystko bowiem działo się w Europie czasów wypraw krzyżowych i „sprawiedliwych” wojen z niewiernymi Bez świętej patronki Śląska marzenia Piastów o zjednoczeniu, koronie i stołecznym Krakowie, byłyby mało realne.

Wypędzanie diabła

     Mit przez stulecia świetnie pasował też do europejskiej tradycji wojen z niewiernymi, polskich koncepcji „przedmurza chrześcijaństwa” i niemieckich walk z „żółtym niebezpieczeństwem”. Nadany (niemal współcześnie) przydomek księcia Henryka (Pobożny) i uczynienie z niego męczennika za wiarę jest widomym tego świadectwem.

     W tej samej tradycji mieściły się także wielkie niemieckie obchody 700-lecia bitwy legnickiej (1941), niemal w przededniu ataku na ZSRR. Dla ówczesnych ideologów, było to bowiem kolejne starcie z barbarzyńskim, bezbożnym Wschodem. W tym czasie, dla prohitlerowskich historyków, piastowski książę śląski był wyłącznie Niemcem (co bliskie jest prawdy), a jego średniowieczne próby sięgnięcia po królewską władzę na obszarach dzisiejszej Polski, były tylko fragmentem wielowiekowej polityki parcia na Wschód (Drang nach Osten) i walki o „przestrzeń życiową”. Dla Niemców, rzecz jasna.

Cud podmurowany

     Minęły lata, i mimo że współcześnie żaden przytomny historyk nie powie dziś o osłabieniu (a tym bardziej powstrzymaniu) pod Legnicą mongolskiego najazdu na Europę, na odsłoniętym przed rokiem w tym mieście pomniku, na płaskorzeźbie Henryka Pobożnego, wykuto napis „Obrońca Europy”, a w okolicznościowych mowach starcie pod Legnicą porównywano z odsieczą wiedeńską Sobieskiego lub „Cudem nad Wisłą” Piłsudskiego.

     „Jak w 1241 roku pod Lignicą, tak w 1920 roku nad Wisłą rozstrzygnąć się miały losy powtarzającego się w historii starcia dwóch światów” - pisał wszak w swym studium o wojnie polsko-bolszewickiej gen. Władysław Sikorski.

     Współczesny mu krakowski historyk Roman Grodecki rzecz ujmował jeszcze dobitniej: „Pod Legnicą wypromieniowała idea posłannictwa dziejowego Polski, streszczająca się w obronie zachodniej, chrześcijańskiej kultury przed wschodnim barbarzyństwem”.

     Dla większości Polaków, ewentualne pożegnanie się z tym mitem było, jest i długo jeszcze będzie, szczególnie trudne i bolesne

Modlitwa i „Leopardy”

     Tymczasem legenda wcale nie traci znaczenia i politycznej użyteczności. Przeciwnie. Nowy akcent pojawił się przed 11 laty, gdy obchody 750-lecia odbywały się w epoce wspólnej i historycznej modlitwy niemieckiego kanclerza i pierwszego niekomunistycznego premiera niepodległej Rzeczypospolitej.

     Tym razem użyteczny stał się, wyjątkowy w historii sąsiadujących narodów, motyw wspólnej walki, wręcz - co nie zdarzyło się nigdy wcześniej - chrześcijańskiego, polsko-niemieckiego, braterstwa broni.

     Nic dziwnego, polityczna busola właśnie przestawiała kierunek, wskazywała już NATO, a Polska zaczynała swój zwrot na Zachód. Tymczasem w legnickich koszarach nadal stacjonowali jeszcze umundurowani przybysze ze współczesnego, wschodniego „imperium zła”. Pożytek z mitu był wręcz oczywisty dla wszystkich zwolenników przyspieszenia odzyskiwania suwerenności i wycofania z Polski poradzieckich dywizji.

     Dziś jest podobnie. Lada dzień polska (i śląska!) brygada pancerna przesiądzie się na niemieckie „Leopardy”, by - jak mówi minister Jerzy Szmajdziński - ujednolicić uzbrojenie z pancerną dywizją najbliższego sojusznika. Dla przyszłej, wspólnej jednostki, książę Henryk będzie patronem wręcz wymarzonym.

Zabójcza woń

     Oto potęga legendy, której nie jest w stanie naruszyć nawet całkowita klęska zarówno polskich, jak i (wcześniej) niemieckich archeologów, bez skutku poszukujących przed laty najskromniejszych śladów wielkiego starcia, szczątków domniemanej masakry na Dobrym Polu. A może gdzie indziej, bo nawet miejsce (takoż data) starcia z Tatarami nie zostało nigdy bezspornie ustalone.

     Mimo to, historycy wojskowości nadal będą się spierać o użycie w wielkiej i tragicznej bitwie gazów (dymów) bojowych, bowiem jak pisał Paweł Jasienica (za Długoszem, rzecz jasna): „za rozejściem się między wojskami tej zabójczej woni Polacy mdlejący i ledwo żywi ustali na siłach i niezdolnymi stali się do walki”. Dziwnym trafem o... maskach przeciwgazowych, oszczędzających wyłącznie skośnookoch napastników, nie wspominając.

     Pewne jest, że wysłannicy piekła, musieli wydawać smrodliwą woń palonej, dymiącej się, siarki. Bo czymże miał zionąć diabeł? 

Maturzysta się nie dowie

     Jeśli legnicka bitwa była jednym z najbardziej brzemiennych wydarzeń średniowiecznej Europy (tak jak chce tego większość historyków, a niemal wszyscy politycy i ideolodzy), to wydawało się pewne, że ma to wyraźne odbicie w nauczaniu historii. Tymczasem...

     We wszystkich podręcznikach dla szkół średnich starcie z Tatarami to jedno, góra dwa zdania! O znaczeniu i konsekwencjach starcia pod Legnicą dla Śląska, Polski, czy szerzej Europy, nie ma w nich ani słowa.

     „W bitwie pod Legnicą (1241), w której zginął książę Henryk Pobożny, naprzeciw ok. 9000 Tatarów stanęło 7000-7500 jazdy polskiej (i posiłków krzyżackich). Ciężkozbrojni rycerze, przyzwyczajeni do staczania pojedynków, nie zdołali przeciwstawić się stosującym inną taktykę jeźdźcom tatarskim”.

(„Historia dla każdego” Tom1. Wydawnictwo Szkolne PWN 2002)

    „Doszło do wielkiej bitwy pod Legnicą, w której Tatarzy rozbili wojsko polskie, a dowodzący nim książę Henryk Pobożny zginął”

(Historia. „Średniowiecze”. Podręcznik dla I klas liceum ogólnokształcącego. technikum i liceum zawodowego. Wydawnictwo Szkolne i Pedagogiczne 1988).

     To nie są dowolnie wybrane fragmenty. To jest wszystko.

Grzegorz Żurawiński - Gazeta Wrocławska
12 kwietnia 2002 r.

drukuj drukuj
« powrót
Dodano: 2005-05-15, godz. 12:46, Odwiedzin: 7091
Komentarze
Dodaj swój komentarz
Aby dodać komentarz musisz być zalogowany na stronie
0.1314790249