Szanowni Państwo! Niniejsza strona to archiwum Serwisu NaszeSudety.pl... Po najnowsze informacje z Sudetów zapraszamy na www.naszesudety.pl
 
mapa serwisu  mapa serwisu
facebook

Polecamy
Losowy produkt
z BAZARU
Góry Rychlebskie 1:60 000

Wycieczki » Piesze » Góry i Pogórze Orlickie

Twierdza ''Hanička'' - 16 września 2001

   Wreszcie pierwszy raz od dłuższego czasu zaświeciło słońce. Uradowani i pełni nadziei ruszyliśmy na szlak. Najpierw zeszliśmy z rynku do dolnej części miejscowości, by zaraz zacząć wspinać się na Polův kopec, próbując przedtem przedrzeć się przez autobus, który skutecznie zatarasował wąską drogę, którą prowadzi szlak niebieski. Trochę poboczem, a trochę w krzakach udało nam się wreszcie pokonać olbrzyma i już bez przeszkód ruszyliśmy dalej. Po drodze zgubiliśmy szlak i poszliśmy polną drogą, która jak się okazało była lepszym rozwiązaniem, bo skróciła nam drogę i na dodatek "pozbawiła" nas dreptania po asfalcie. 

    Gdy doszliśmy na Panské Pole i gdy okazało się, że bufet na parkingu jest otwarty, natychmiast pojawiły się w grupie osoby, które koniecznie muszą wypić kawę i coś zjeść. Zasiedliśmy więc na ławkach i zaczęliśmy konsumpcję... piwa rzecz jasna i parka w rohliku. Przez ten niespodziewany postój musieliśmy później czekać na wejście do twierdzy niemal godzinę, bo przyszliśmy dziesięć minut po wpuszczeniu grupy. Od parkingu postanowiliśmy skrócić sobie drogę do twierdzy wyraźną na mapie ścieżką. Niestety pierwsze podejście okazało się chybione (nie ta droga) i więcej nie próbowaliśmy. Kasia poprowadziła całą grupę szlakiem czerwonym, a ja po chwili postanowiłem sprawdzić jeszcze jedną ścieżkę, która była na tyle wyraźna, że na pewno używana. Przy Haničce
byłem 15 minut przed całą grupą.

    Jak już wspomniałem musieliśmy trochę czasu spędzić na dziedzińcu przed wejściem do twierdzy. Na szczęście czas nam jakoś zleciał na oglądaniu czołgu i kilku mniejszych pojazdów wojskowych, które tam stoją. Mnie najbardziej podobała się katiusza i działo przeciwlotnicze.

    Wreszcie jednak zostaliśmy wpuszczeni do środka i... pozostawieni samym sobie. Piętnaście minut później, gdy już do bólu naoglądaliśmy się plansz, karabinów i resztek wyposażenia czeskich umocnień, pojawił się pan przewodnik i zaczął mówić monotonnym dość głosem. Nie mówił zbyt szybko, chociaż i tak wielu słów nie można było zrozumieć. W sumie można mu postawić czwórkę. Na pewno był lepszym przewodnikiem niż gość na zamku Vranov, który odwiedziliśmy miesiąc wcześniej. Z ciekawszych eksponatów w sali, którą zobaczyliśmy przed zejściem do podziemi, niewątpliwym szlagierem był plakat opiewający radzieckich oswobodzicieli spod okupacji hitlerowskiej.

    Zwiedzanie twierdzy trwa ponad godzinę. Na początku schodzi się 18 metrów pod ziemię, gdzie znajdują się właściwe pomieszczenia twierdzy wykute w skale. Wszystko oczywiście jest otynkowane i skały nie widać. Rozmiar budowli jest naprawdę imponujący. Proste jak strzelił korytarze ciągnące się setkami metrów, sale i różnego rodzaju pomieszczenia, w tym szpital, kuchnia, łazienki, pomieszczenia dla żołnierzy, składy amunicji, żywności, filtry do oczyszczania powietrza i wody, generatory prądu - po prostu podziemne miasto. Gdy już zobaczyliśmy, co było tutaj do obejrzenia, znowu schodami w górę wdrapaliśmy się na "bojove patro", gdzie pan przewodnik zapoznał nas z wieżyczkami strzelniczymi. Niestety do samych kopuł nie mogliśmy wejść, bo na drabinie do nich prowadzącej wisi kartka z wyraźnym zakazem. Gdy byłem tutaj ostatnio, to takowej kartki nie było i kilku z nas wlazło na górę. Tym razem niestety nie udało się. Potem wyszliśmy na słońce i po obejrzeniu umocnień z zewnątrz zakończyliśmy naszą przygodę z Haničką.

    Teraz czekało nas kilkukilometrowe, dość łagodne podejście pod Anenský vrch. Ponieważ dzień wcześniej byliśmy na szczycie i dokładnie obejrzeliśmy znajdujące się tam umocnienia wchodzące w skład "Betonowej granicy", dlatego też poniżej szczytu skręciliśmy w stronę Říček na niebieski szlak. Gdy świeci słońce, początkowy odcinek szlaku jest jak ze snu turysty. Trawiaste łąki dookoła, młode świerczki, zapach lasu i ładne widoki. Niestety dość szybko się to skończyło, bo weszliśmy do lasu, który przy słońcu jakie mieliśmy przed chwilą wydał nam się ciemny i ponury. Na szczęście las się w końcu skończył (trochę to trwało) i naszym oczom ukazał się widok na położone w dolinie Říčky. Czas już był najwyższy na obiad, więc zajrzałem do pierwszej z brzegu chaty, ale tutaj mieli wyżywienie tylko dla swoich gości hotelowych. Okazało się, że jedyne otwarte lokale są na dole, we wsi. Dodało nam to sił i czym prędzej zbiegliśmy do wioski, skąd do "Devětsila", knajpy z naszym obiadem było już tylko kilkaset metrów.

    W "Devětsilu" oprócz dobrego jedzenia i pysznego piwa mają jeszcze ciekawe obrazki na ścianach, przedstawiające Říčky i okolice jeszcze z czasów przedwojennych. Najbardziej zaciekawiła nas fotografia pokazująca tramwaje w Rokytnicy v O.h.

    Dalsza część trasy jest przyjemna i raczej wypoczynkowa. Najpierw trzeba zejść do rzeki Říčki, a następnie w jej dół kilka kilometrów aż do miejsca zwanego Julinčino Údolí. Po drodze mija się całe łany niecierpków, które pachną miodowo. Droga jest bardzo wygodna i szybko pokonuje się kolejne metry. Wreszcie dotarliśmy do znanej nam z poprzedniej wycieczki szosy, którą w górę żółtym szlakiem - doprowadził on nas aż do Rokytnicy v O.h.
drukuj drukuj
« powrót
Dodano: 2005-04-27, godz. 09:14, Odwiedzin: 4408
Komentarze
Dodaj swój komentarz
Aby dodać komentarz musisz być zalogowany na stronie
0.0871791840