http://www.ksiegarnia.naszesudety.pl
Szanowni Państwo! Niniejsza strona to archiwum Serwisu NaszeSudety.pl... Po najnowsze informacje z Sudetów zapraszamy na www.naszesudety.pl
 
mapa serwisu  mapa serwisu
facebook

Polecamy

Wycieczki » Piesze » Góry i Pogórze Wałbrzyskie

Omijając Książ - Tomasz Turek

Świebodzice - Cisy - Witków (maj 2000)

     Jak wszyscy zapewne wiedzą największą atrakcją Świebodzic jest zamek Książ, kojarzony raczej z Wałbrzychem. Trafić do niego bardzo łatwo, w dni wolne od pracy wystarczy kierować się tam, gdzie niemal wszyscy wysiadający z pociągu. Ponieważ cieszy mnie odkrywanie raczej mniej popularnych atrakcji Sudetów, wycieczkę zaplanowałem ze świebodzickiego rynku przez osiedle Pełcznica, ruiny zamku Cisy, masyw Trójgarbu do stacji kolejowej w Witkowie Śląskim.

     Rynek w Świebodzicach jest podobny do wielu w śląskich miastach: prostokątny plac z Ratuszem, dwoma Kościołami, kamieniczkami uzupełnionymi przez współczesne plomby i trawnik, można tu zrobić ostatnie zakupy przed wymarszem, ale nie należy raczej liczyć na bogatą ofertę wydawnictw turystyczno-informacyjnych, miasto najwyraźniej żyje w cieniu Książa i Wałbrzycha.

     Z rynku wychodzimy na ulicę Sienkiewicza, która wkrótce doprowadzi nas do mostu na Pełcznicy - potoku opływającego zamkowe wzgórze i tworzącego tam malownicze wąwozy o stromych ścianach. W pobliżu mostu znajdują się ZPC Śnieżka produkujące czekolady i znane cukierki Michałki, stanowiące zresztą jedną z wizytówek Świebodzic. Za mostem posuwamy się w górę Pełcznicy przez osiedle o tej samej nazwie, najpierw ul. Ofiar Oświęcimskich, potem Mikulicza i Sikorskiego. Przekraczamy Pełcznicę jeszcze dwa razy, obserwując jak rzeka przebija się przez wyłaniające się na powierzchni skały podłoża. Po prawej widać nieczynny, zrujnowany zakład. Jego nazwy i przeznaczenia nie udało mi się odcyfrować z zardzewiałych tablic, część z nich pamięta jeszcze czasy komunistyczne. Osiedle ma charakter raczej przemysłowy, przechodzimy obok kilku firm, z których największe i najbardziej znane to GEA-KLIMATOR i TERMET. Przy ul. Mikulicza znajdują się niepozorne, choć malownicze ruiny niewielkiego gotyckiego kościoła św. Anny, wspominane w przewodniku jako atrakcja turystyczna Świebodzic, nieco dalej natomiast po lewej stronie ponad betonowym ogrodzeniem widać z daleka zamek Książ w pełnej okazałości. Z Pełcznicy poprowadzono znakowane szlaki do stadniny i zamku Książ oraz do wąwozu Książ. Za zakładami TERMET, gdzie znajduje się pętla miejskiej linii autobusowej mijamy granicę miasta i wchodzimy do Książańskiego Parku Krajobrazowego trzymając się znaków zielonych, które doprowadzą nas do ruin zamku Cisy. Wygodna, szeroka droga prowadzi przez las, a patrząc po przejściu kilkudziesięciu metrów za siebie nikt nie domyśli się, że w pobliżu znajdują się olbrzymie hale i zabudowania fabryczne.

     Idąc dalej zielonym szlakiem po obu stronach mijamy odsłonięcia skalne, kiedyś był to wjazd do kamieniołomów, obecnie już nie eksploatowanych. W wyrobisku istnieje teraz sztuczny zbiornik wodny, powstały przez spiętrzenie Czarnego Potoku, jednego z dopływów Pełcznicy. Jezioro stanowi ujęcie wody dla Świebodzic, spełniając jednocześnie funkcje rekreacyjne - co prawda kąpiel jest tu zakazana, lecz przyjeżdża sporo amatorów wędkarstwa. Szlak biegnie teraz nad stromym zboczem skalnym, będącym niegdyś ścianą kamieniołomu, teraz stanowiącym brzeg jeziora, od przepaści odgradza nas dość niepewne ogrodzenie, miejscami nieistniejące. Pozostałości łomu są mocno zarośnięte, co w dużym stopniu ogranicza widoczność, można jednak dojrzeć kilkudziesięciometrowej długości tamę oraz budynki, chyba ośrodka wypoczynkowego. Na drugim końcu zbiornika znajduje się ujęcie wody, tutaj też można stojąc na mostku spojrzeć na cały akwen.

     Wróciwszy na szlak zielony idziemy dalej w kierunku zachodnim. Droga jest utwardzona, ściekające ze zboczy strumyki często wykorzystują ją jako swe koryto. Po kilkuset metrach dotrzemy do pojedynczego zabudowania z jakimiś urządzeniami hydrotechnicznymi. Tutaj trasa skręca w lewo prowadząc cały czas zielonym szlakiem do ruin zamku Cisy wygodnym, szerokim traktem przez las. Trasa jest dobrze oznakowana i co najważniejsze chyba rzadko uczęszczana. Idziemy łagodnie pod górę, bez zbytniego zmęczenia. Nie obejdzie się oczywiście bez takich "naturalnych" części przyrody jak śmieci. Biorąc pod uwagę, że dzikie wysypiska widywałem już w najdziwniejszych miejscach - tutaj torebki po chipsach, puszki i butelki świadczą jedynie o tym, że turyści nie zapominają o tym pięknym zakątku ziemi wałbrzyskiej. Być może już wkrótce las pozbawiony kolorowych "ozdób" i elementów cywilizacji stanie się czymś dziwnym i wynaturzonym, żeby nie powiedzieć smutnym.

     Przeszedłszy ok. 1,5 km znajdziemy się na skraju lasu, dalej szlak skręca i prowadzi wzdłuż jego granicy. Po prawej widoczne są łagodne wzniesienia z użytkami rolnymi, wkrótce też dojdziemy do niewielkiej polanki nad potokiem Czyżynka. Tutaj znajduje się chyba nieoficjalne miejsce piknikowe, nie zaznaczone na żadnej mapie - idealne do wypoczynku. Postaram się pokrótce opisać obraz, który roztoczył się przed moimi oczami, ale nie wiem czy jestem w stanie wiernie oddać swe wrażenia. Otóż na małym placyku stłoczonych było kilkanaście samochodów, między nimi dymiło kilka ognisk, do uszu dochodził szczęk oręża kulinarnego, wrzask dzieci biegających od strumienia do lasu i z powrotem poprzez różne stanowiska grillowe, czasem można także usłyszeć świąteczną sprzeczkę. Mając w perspektywie spędzenie wolnego dnia na łonie natury w towarzystwie kilkunastu osób niemalże wchodzących na siebie i przekrzykujących się, gdzie załatwienie potrzeby fizjologicznej stanowi problem, a góry odpadków rosną w oczach, wybrałbym chyba pobyt na własnym balkonie z widokiem na osiedlowy trawnik, naprawdę jest tu ciszej i spokojniej (no i co dziwniejsze - mniej ludzi). Przemknąwszy więc czym prędzej przez gęstą atmosferę szczęścia i beztroski ruszamy w dalszą drogę do ruin zamku Cisy. Prowadzi do niego niezbyt strome, krótkie podejście, a przed samym zamkiem znajduje się węzeł szlaków turystycznych.

     Ruiny zamku Cisy są obiektem ustępującym popularnością nieodległemu zamkowi Książ. Na miejscu okaże się, że zainteresowanie jest jednak dość spore, a oprócz "cywili" można tu spotkać także np. drużyny harcerskie. Brama do zamku położona jest na końcu wąskiego mostku bez barierek, właściwie kładki przerzuconej nad głęboką fosą. Przy niej umieszczono tablicę z krótką informacją historyczną. Widok samotnej bramy nie zapowiada, że z zamku mogło pozostać coś więcej. Jednak spotka nas tu miła niespodzianka. Roślinność, drzewa i krzewy skutecznie maskują ruiny przed niepowołanym wzrokiem ignoranta, jednak przedarłszy się przez zielone umocnienia znajdziemy się w centralnej niegdyś części zamku, pod wieżą ostatniej obrony (donżon) i największym fragmentem ocalałych murów, wzniesionych z okazałych bloków miejscowych piaskowców i zlepieńców. Ze względu na niewygodne dojścia i wszystko kamuflującą roślinność trudno jest sporządzić jakiś sensowny szkic obiektu, zainteresowani więcej informacji znajdą w internecie. 

     Zwiedzanie ruin nie zajmie dużo czasu, wracamy więc tą samą drogą do węzła szlaków przed bramą. Tu skręcamy w prawo wybierając szlak niebieski. Droga jest kręta, wygodna, raczej płaska i prowadzi przez las. Jest dobrze oznakowana i po kilkunastu minutach wyprowadzi nas na otwartą przestrzeń. Opuszczając las, wychodzimy też z Książańskiego Parku Krajobrazowego, który przecięliśmy wszerz. Teraz trasa prowadzi wśród pól, dzięki czemu możemy tu oglądać rozległą panoramę: od lewej widoczne jest wałbrzyskie osiedle Piaskowa Góra, a dalej poszczególne części Gór Wałbrzyskich, Góry Czarne, Chełmiec i Trójgarb. Przy polnej drodze leżą pryzmy kamieni co roku usuwane z pola, w pewnym miejscu zgromadzono je w kilkumetrowej wysokości hałdę. Gruz skalny pojawia się na powierzchni ziemi zawsze na wiosnę wskutek procesów geologicznych, mówi się, że ziemia "rodzi kamienie". W okolicach górskich występują warunki sprzyjające takim procesom: podłoże skalne występuje płytko, pod małą warstwą gleby, tu akurat okolica jest w miarę płaska co powoduje, że fragmenty zwietrzeliny pozostają na miejscu, nie staczają się w dół zbocza.

     Szlak niebieski prowadzi teraz wśród użytków rolnych w kierunku wsi Struga, zaś na horyzoncie widoczny jest masyw Trójgarbu, który z tej odległości nie sprawia imponującego wrażenia, mimo swych 778 m wysokości - widać rozległy, płaski pagórek o trzech wierzchołkach. W czasie, kiedy na polach nie ma upraw można zaobserwować granice między różnymi typami skał występującymi w podłożu, objawiające się zmianą barwy ziemi. I tak kolor czerwono-brunatny związany jest ze skałami wulkanicznymi górnego karbonu. Skały te tworzą w terenie dość wyraźnie zaznaczone wzniesienia, najczęściej pokryte zaroślami, często też wyłaniają się na powierzchni co pozwalało kiedyś na względnie łatwą eksploatację w licznych niewielkich wyrobiskach. Obniżenia między tymi wzgórzami pokrywają osady, również wieku karbońskiego dające szaro-beżową barwę gleby.

     Trasa na tym odcinku jest w miarę dobrze oznakowana i po ok. 1 godzinie dochodzimy do szosy Nr 375 ze Szczawna Zdroju do Starych Bogaczowic. Szlak skręca tu w lewo, do miejscowości Struga. Był tu kiedyś majątek ziemski, z którego ostał się pałac i nieliczne zabudowania gospodarcze. Pałac, obecnie własność Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa (AWRSP) to regularna czworoboczna, piętrowa budowla nakryta mansardowym dachem z okienkami, tzw. wolimi oczami, z wewnętrznym dziedzińcem Pałac w Strudze miał szczęście w przeciwieństwie do większości podobnych obiektów na Dolnym Śląsku. Obecny właściciel, czyli AWRSP zabezpieczył budynek przed zniszczeniem - ma nowy dach, okna są przesłonięte żaluzjami, a na parterze częściowo zamurowane, założono też solidne drewniane wrota. Obok pałacu znajdują się niewielkie budynki gospodarcze z podcieniami, natomiast z ogrodzenia pozostała już tylko podmurówka. Zainteresowanych szczegółami architektoniczno-historycznymi odsyłam do strony internetowej AWRSP

     Kilkadziesiąt metrów za pałacem w kierunku wschodnim znajduje się skrzyżowanie dróg i most na Czyżynce, tej samej, która opływa ruiny zamku Cisy. Za mostem smutny, lecz znany i typowy w Sudetach widok: wielki opuszczony, niszczejący dom. Widać, że w środkowej części rynny odprowadzające wodę zostały zniszczone i deszczówka ściekając bezpośrednio po elewacji zniszczyła ją. Taki budynek jest świadectwem przeszłości Sudetów, przeżył jeśli nie dwie, to na pewno jedną wojnę, dawał schronienie kilku rodzinom. Czy ludzie tu mieszkający wymarli, czy też przenieśli się do miast? - wygląd budynku świadczy, że opuszczony został stosunkowo niedawno. Kiedyś wielu ludzi musiało napracować się przy jego wybudowaniu, ktoś musiał też wyłożyć kapitał na budowę, teraz okazuje się , że jest nikomu niepotrzebny. Nie wierzę, że nie dałoby się odremontować go, zmieniając jego funkcję np. na hotel. W Wałbrzyskiem cały czas słyszy się utyskiwania na brak bazy noclegowej, niekoniecznie obliczonych na wymagających zachodnich turystów, ale np. dla takich jak ja, którzy nie potrzebują komfortu tylko schronienia na jedną, dwie noce. W pobliżu skrzyżowania na niewielkim wzniesieniu znajduje się także kościół, dość skutecznie ukryty za drzewami. Dojazd do Strugi jest wygodny zarówno od strony Szczawna Zdroju jak i Wałbrzycha, szosa jest raczej mało uczęszczana, we wsi jest przystanek PKS.

     Na skrzyżowaniu skręcamy w prawo i mijając nowy budynek zakładu produkcji kulinarnej MTM udajemy się w kierunku Lubomina. Wkrótce szosę opuszcza niebieski szlak odchodząc w prawo, w kierunku góry Wągielnik (620,9 m n.p.m.) i dalej na Trójgarb. Zabudowania Strugi są tu rozproszone, odnowione, często niedawno postawione lub w trakcie budowy, najwyraźniej wieś staje się popularna. Przy przystanku autobusowym jest skromny sklepik (w święta nieczynny) nieco dalej drugi. Po lewej stronie widoczne jest kilkunastometrowej wysokości zalesione, strome zbocze, pod którym trwa równanie i plantowanie powierzchni pod nowe budynki. Wkrótce dochodzimy do ważnego skrzyżowania z kolejną szosą ze Szczawna Zdroju, znajduje się tu sklep oraz poczta i przystanek autobusowy. Nasza trasa skręca w prawo w kierunku Lubomina i Boguszowa-Gorców. Przechodzimy obok czynnej betoniarni, a w oddali, na zboczu widoczne są zabudowania kolonii Struga - osiedla kilkunastu nowo wybudowanych domów jednorodzinnych. Obie wsie, Struga i Lubomin łączą się ze sobą, a granica znajduje się na mostku na bezimiennym potoku. W Lubominie znajdują się obiekty zaznaczone na mapie jako "inne zabytki architektury", lecz tym razem zabrakło czasu na dokładne spenetrowanie miejscowości. Przy drodze znajduje się bar-gospoda, dość spora, spokojna, z zimnym i tanim piwem. Trochę dalej, nieco na uboczu, odsunięty od drogi wznosi się kościół, zasłonięty rosłymi drzewami. W pobliżu do wsi schodzi szlak żółty ze Szczawna Zdroju, prowadzący na Trójgarb i tym szlakiem podążymy dalej.

     Trójgarb jest wzniesieniem zbudowanym z czerwonych porfirów, trzecim co do wielkości w Górach Wałbrzyskich. Wkrótce, przy krańcu Lubomina dochodzimy do skrzyżowania, gdzie dołącza także szlak zielony. Przy skrzyżowaniu znajduje się drogowskaz turystyczny objaśniający szlaki i kierujący nas w prawo, do schroniska PTTK "Bacówka pod Trójgarbem". Droga prowadzi teraz lekko pod górę pośród ostatnich zabudowań wsi, obok płynie bezimienny dopływ Czyżynki. Najwyraźniej musiał dać się we znaki podczas ostatnich powodzi, gdyż został niedawno częściowo uregulowany, postawiono na nim też mostki z pamiątkowymi tabliczkami "Inwestycja współfinansowana przez Unię Europejską w 1998 roku".

     Szlak żółty gdzieś po drodze znika, zielony doprowadzi nas bez problemu do wspomnianego już schroniska. Jest to niewielki obiekt o umiarkowanych cenach noclegów (2000 r. - 25 PLN), posiada bufet, choć raczej nie liczyłbym na jakieś wyszukane dania. Wokół postawiono kilka "szałasów", są też miejsca na ogniska. Schronisko sprawiło wrażenie mało uczęszczanego i spokojnego.

     Aby dostać się do szlaku prowadzącego na szczyt należy przejść przez prowizorycznie ogrodzony teren schroniska. Tuż za bacówką znaki żółte zagłębiają się w las, prowadząc doliną niewielkiego strumyczka. Widać tu już strome zbocza i skały wyłaniające się z głębi ziemi. Wkrótce zaczyna się też bardzo strome podejście, należy liczyć się z zadyszką. Przypomnę, że przed wsią Struga Trójgarb wyglądał na rozległe, płaskie wzniesienie i w żaden sposób prawie pionowe stoki nie były widoczne.

     Po kilkunastu minutach wspinaczki do naszego zielonego szlaku dołącza niebieski i żółty, który jak się okazuje omijał schronisko. W miejscu połączenia szlaków, to jest na skrzyżowaniu leśnych dróg można na chwilę przysiąść na pniaku, stąd do szczytu pozostaje jeszcze około pół kilometra. Stąd trasa nie jest już tak męcząca, czyli można tu obserwować klasyczną cechę sudeckiej morfologii: zbocza są często bardzo strome, natomiast partie szczytowe rozległe i spłaszczone. Taki jest też wierzchołek Trójgarbu, główny szczyt, całkowicie zalesiony, stanowi płaską, wydłużoną kopułkę. W tym miejscu jednak nie zobaczymy ani ekscytujących widoków, ani fantazyjnych skałek, po silniejsze wrażenia należy udać się szlakiem niebieskim na pozostałe dwa wierzchołki. Ponieważ są one pozbawione większych drzew i zarośli, można z nich oglądać rozległe panoramy. Widoczne są: Góry i Pogórze Wałbrzyskie, Góry Kamienne i Góry Kaczawskie. Na wylesionych miejscach lepiej nie schodzić ze ścieżki, teren usiany jest dziurami i wykrotami, często zamaskowanymi przez bujne trawy. To miejsce było dotknięte powszechną w Sudetach klęską ekologiczną, masowym obumieraniem sztucznie nasadzanych, jednogatunkowych lasów świerkowych. Teraz trwają tu intensywne prace zalesieniowe, widać mnóstwo dobrze zabezpieczonych sadzonek zróżnicowanych gatunkowo, zresztą ponieważ przyroda nie znosi próżni, sama też odbudowuje las. Za kilka lat nie będziemy mogli najprawdopodobniej podziwiać widoków ze szczytów Trójgarbu, ale znikną za to oszpecające zbocza łysiny.

     Przed nami pozostał ostatni etap wycieczki-zejście niebieskim szlakiem do Witkowa Śl. Prowadzi on najkrótszą drogą w dół, czyli zejście jest jeszcze bardziej strome niż wejście. Ścieżka kilkakrotnie przecina leśne drogi okrążające szczyt i jest fatalnie oznakowana (maj 2000). Potrafi w zadziwiający sposób znikać i w taki sam sposób pojawiać się znowu zwłaszcza w pobliżu skrzyżowań. W końcu jednak wyjdziemy z lasu na otwartą przestrzeń, a mając przed sobą widok Witkowa, każdy może wybrać drogę jaka mu pasuje najlepiej. Wieś ta, dość rozległa i rozproszona nie wyróżnia się niczym szczególnym, oprócz stacji kolejowej położonej przy ważnej trasie Wrocław-Jelenia Góra, zatrzymują się tu jedynie pociągi osobowe. W tym miejscu kończy się też nasza wycieczka, a czas pozostały do odejścia pociągu można spędzić w jednym z dwóch barów (gospód?) kontemplując przy kufelku zachód słońca nad górami.

Tomasz Turek

drukuj drukuj
« powrót
Dodano: 2005-04-27, godz. 08:58, Odwiedzin: 7112
Komentarze
Dominik Włudyka 2005-06-10 19:16
Fajna Extra Stronka
v50 2005-06-26 23:57
polecam zwiedzic Skrzyzowanie Siesmiu Dróg w lesie na północ od Trojgarbu - na lesnej polanie spotyka sie 12 traktów - niesamowite wrazenie a jezeli nie zaznaczysz sobie drogi powrotnej - gwarantuje ze sie zgubisz :)
bet 2010-04-22 18:13
Książ administracyjnie należy do WAŁBRZYCHA i jest w gestii władz Wałbrzycha. Zanim się coś napisze należy najpierw spojrzeć do map.
gwoli ścisłości 2010-04-30 23:20
Do bet: to fakt, obecnie administracyjnie to dzielnica Wałbrzycha. Jednak historycznie Książ był zawsze związany ze Świebodzicami (czy też na odwrót), co też najprawdopodobniej miał na myśli autor.
Dodaj swój komentarz
Aby dodać komentarz musisz być zalogowany na stronie
0.0901138783