Szanowni Państwo! Niniejsza strona to archiwum Serwisu NaszeSudety.pl... Po najnowsze informacje z Sudetów zapraszamy na www.naszesudety.pl
 
mapa serwisu  mapa serwisu
facebook

Polecamy

Aktualności

Goodbye kryształy

     Jest 9.30, parkuję samochód w centrum Szczytnej, przy tak zwanym deptaku i od razu wyruszam w stronę huty, a właściwie tego, co po niej pozostało. Po drodze mijam siedzące na ławeczce przy fontannie, odlane z metalu i może dlatego tak niewzruszone, postaci Szwejka i Zagłoby, a chwilę później, tuż obok parku linowego, nowy symbol zmieniającej się Szczytnej, czyli plastikowego mamuta w rozmiarach XXL. Dalej słomiana baba z chłopem zapraszają na Agrofetę, tyle tylko, że nikt na nich nie patrzy, bo po drugiej stronie krajowej ósemki rozciąga się przygnębiający widok, prawie jak po wojnie...



     Robię kilka zdjęć wyburzanej Huty Szkła Kryształowego Sudety. Jakiś przechodzień, starszy pan, macha z rezygnacją ręką mówi mi, że to koniec dawnej Szczytnej. On też pracował w Sudetach, ale nie chce o tym opowiadać. - Nie mogę, bo od razu coś mnie za serce chwyta, a jestem już w takim wieku, że na zdrowie lepiej uważać – mówi łamiącym się głosem i odchodzi zrezygnowany.

Morze gruzu

     Kierując się drogowskazami, idę w stronę huty. Przez otwartą na oścież bramę widać spychacz i koparkę wyburzające i wyrównujące teren. Po zakładzie, w którym pracowały całe rodziny, niewiele już zostało. Dokumentuję gruzowisko moim Canonem. Wtedy podchodzi jakiś budowlaniec. Pewnie mnie przegoni, bo wlazłem na teren prywatny - przewiduję. Okazuje się jednak, że mężczyzna jest przyjaźnie usposobiony.

     - Wiem, że wyburzam symbol miasta, że tu pracowały całe rodziny, ale takie jest życie - stwierdza prawie filozoficznie. Mówi, że właściciela huty nie ma na miejscu, że jest gdzieś daleko, prawdopodobnie w Warszawie. - A moja firma dostała zlecenie, aby to wyburzyć. Wszystko jest zgodnie z prawem, mamy pozwolenia - dodaje i odchodzi do swojej koparki.

     Stoję jeszcze chwilę i patrzę na pobojowisko. Uświadamiam sobie, że widziałem piece hutnicze w polanickiej Barbarze i strońskiej Violetcie, a tych ze Szczytnej nigdy. Smutne jest to, że już ich nie zobaczę.

Pozostał sklepik

     Zaledwie pięćdziesiąt metrów od bramy wyburzanej huty Sudety znajduje się przyzakładowy sklepik z kryształami. Kieliszki i karafki, wazony i patery, talerzyki i popielniczki. Pytam czy to wyroby z miejscowej huty. - Większość - odpowiada ekspedientka. Ona też, zanim trafiła do sklepu, przepracowała w hucie 35 lat. Była zdobnikiem. - Na przykład ten piękny, bogato zdobiony wazon może pan kupić za 320 zł. To wyrób z nieistniejącej już huty - pokazuje.

     Kobieta przyznaje, że żal jest jej patrzeć na wyburzanie, bo to przecież historia miasta, choć z drugiej strony od roku nic już w Szczytnej nie produkowano. - Jeśli te budynki miałyby stać puste i przez lata zamieniać się w ruinę to chyba lepiej, że je wyburzono, bo jak będzie pusty plac to może pojawi się jakaś inna firma i da ludziom pracę - mówi.

Przyjeżdżali, teraz wyjeżdżają

     Wychodząc ze sklepiku trafiam na Jana Lisowskiego. On też przepracował w Sudetach 35 lat. Był wytrawiaczem. Oszlifowane kryształy polerował chemicznie w kwasie  chlorowodorowym, aby nabrały odpowiedniego połysku.

     - Dziennie przez moje ręce przechodziło kilkaset sztuk, a przez 35 lat to pewnie z kilkaset tysięcy – zastanawia się mieszkaniec Szczytnej. - Żałuję, że wyburzają hutę, bo młodzi ludzie nie będą mieć pracy. Kiedyś do nas przyjeżdżali z całej niemal Polski, bo była tu dobrze płatna praca, teraz ich dzieci i wnuki będą ze Szczytnej uciekać - przewiduje.

     Rzeczywiście Szczytna swój rozwój zawdzięcza hucie szkła. To ona przyciągnęła po II wojnie światowej do sudeckiej wioski nowych mieszkańców. Otwarto szkołę zawodową, a w 1973 nadano jej prawa miejskie. Czy dzisiaj po trzech wiekach szklarskich tradycji nic nie zostanie?

Właściciel ich zaskoczył

     Przed wyjazdem ze Szczytnej zaglądam jeszcze do urzędu miasta. Burmistrza i jego zastępcy akurat nie ma. Rozmawiam z Anitą Sitarz, sekretarzem urzędu. Mówi, że decyzja o wyburzeniu budynków zaskoczyła nie tylko mieszkańców, ale także władze miasta. - Dowiedzieliśmy się o tym w ostatniej chwili, wcześniej właściciel huty w ogóle z nami o tym nie rozmawiał, w żaden sposób nie sygnalizował, że ma tak radykalne plany, co do huty - mówi Aneta Sitarza. – Gdybyśmy wcześniej o tym wiedzieli można byłoby może coś zachować - dodaje.

[Romuald Piela – www.klodzko24.eu]
drukuj drukuj
« powrót
Dodano: 2014-08-05, godz. 07:37, Odwiedzin: 2143
Komentarze
Dodaj swój komentarz
Aby dodać komentarz musisz być zalogowany na stronie
0.1089961529